Odcinek 13 – krakowskie strachy
Wchodząc z rynku na ulicę Sienną w Krakowie doznała wrażenia, że ktoś za nią idzie, jakiś konfident. Rozglądając się trwożliwie, wstąpiła chyłkiem do Klubu inteligencji Katolickiej, w którym pracowała jej koleżanka. Wiktoria na jej widok spytała, dlaczego jest taka wystraszona. Ktoś cię śledzi? To nic, odparła, wiesz Wikta, od tych nerwów mam czasem zwidy. Nikt na ciebie chyba nie dybie? Myślę że nie, bo i po co, skoro zerwałam ze wszystkim i siedzę cicho jak mysz pod miotłą. No to uważaj, bo dzisiejsi agenci służby bezpieczeństwa i BORu, są jeszcze gorsi od komuchów. I ty to mówisz, Wikta, ty, aktywistka, organizatorka wałęsowskiej propagandy?
Chociaż podświadomie chciała mieć „penisa” (jako dodatkową atrakcję), to jednocześnie go mieć nie chciała - ani w głowie ani między nogami. Zaś z drugiej strony, lubiła nowe wyzwania i sytuacje, i była ciekawa jakby to było mieć w sobie „półchłopa”. Przecież miała zacięcie dociekliwej psycholożki, ciekawej ryzykownych teorii i eksperymentu. Przez jakiś czas utrzymywała znajomość z kontrowersyjnym psychoterapeutą, doktorem Samsonem i czerpała inspirację z jego pomysłów.
Z jednej strony chciała być stuprocentową kobietą, bez żadnych męskich dodatków, zaś z drugiej, zdawała sobie sprawę, że z powodu braku penisa, jest gorszą istotą od mężczyzny, czyli jest w paradoksalny sposób, ułomną istotą i kobietą. Była przekonana, że bez penisa kobieta nie ma szans w walce z mężczyzną o byt. Bowiem w miejscu gdzie mężczyzna jest zgrabnie zakończony i zasklepiony (metafizycznie), bezpieczny przed zagrożeniami z zewnątrz, tam kobieta ma beznadziejną, ziejącą krwawą dziurę, przez którą każdy (zły demon) może wejść do jej wnętrza i zrobić bałagan. Mężczyźni zabezpieczeni przed niepożądaną penetracją swego wnętrza, nie muszą ciągle myśleć o zagrożeniach i mogą spokojnie skupić się na realizacji swej kariery. Dlatego penis dla kobiety oznacza awans i nobilitację jej ludzkiej godności. Już by ją nie można było zanieczyścić spermą, bakterią, ziemią (ziemią - w sensie biblijnym). I męskim członkiem – bo członek dla kobiety ma wartość gnoju.
Dopiero wtedy, od strony duchowej, kobieta może się poczuć kobietą, istotą niezagrożoną przed ciągłym zbezczeszczeniem i wolną od strachu.
Dlatego, po pewnym czasie, pogodziła się z faktem posiadania „męskiego dodatku”, postanawiając wykorzystać jego dobre strony.
Mówię tak, rzekła Wiktoria, bo ja też odchodzę z tej roboty, tylko sobie załatwię nową pracę. A gdzie, dopytywała się Iwona. W supermarkecie. Tam będzie ci bardzo ciężko – westchnęła Iwona i ciężko się dostać. Mam znajomości i będę pracować za duże pieniądze, jako kierowniczka zaopatrzenia. To dobrze, że chociaż tobie się udaje. Wiktusiu, cieszyła się Iwona i może sobie nareszcie znajdziesz jakiegoś porządnego faceta.
Wiesz – odparła Wiktoria – z tymi facetami, to nie taka prosta sprawa. Przecież prawie wszyscy to chamy, łajdacy i pijusy. W tym temacie będę ostrożna. Bardziej ostrożna niż kiedyś. Nie ma mowy, żebym jeszcze dała komuś za darmo. Doszło do tego, że zazdroszczę mojej matce i babce. Nie wierzę, że miały jakichś złych facetów. To była inna moralność. A teraz wszystko się popierdoliło! - puściły jej nerwy. Zrobili ze świata wielki burdel i myślą, że każdej kobicie odpowiada bycie kurwą. Wiesz, przestałam się zadawać z naszymi emancypantkami. To kurwy i zboczury. To one, marcowe, żydowskie rajfury, zachęcały nas do łatwego seksu i kurestwa. Teraz niejedna z nas jest od tego bezpłodna i chora. Te wszystkie działaczki o wyzwolenie kobiet, chcą osamotnić kobietę, ale również i mężczyznę, żeby im się żyć odechciało, żeby zamiast w życiu rodzinnym, poszukiwali azylu w stadnym pijaństwie, w łazęgostwie po domach handlowych, z kurestwie klubingu, w manifach lesbijek i homosiów, w tym, jakże kolorowym, marketingowym bałaganie. Te kurwy, sufrażystki – wyrażała się o ruchu wyzwolenia kobiet – doprowadziły do tego, że nad ranem wracam do wynajmowanego pokoju, podpita i wyjebana w klubowym sraczu, że nie mam po co iść do domu, a jeśli już idę, to nie mam ochoty się obudzić. Nie ma żadnego faceta, który by mnie wziął za rękę i powiedział: chodźmy stąd! Zostawmy ten smutny burdel!
Zobaczyła przez szybę, że na ulicy stoi jakiś facet i redaktorka z ekskluzywnego pisma dla kobiet i gapią się w okno. A to wesz dziennikarska! – syknęła przez zęby. Nie ona jedna, nachodziła ją z fotografem, nagabując o wywiad i żeby się dała nago sfotografować na okładkę. Działaczki ruchu wyzwolenia kobiet chciały uczynić z jej clitoris symbol nietykalności ciała kobiety. Symbol walki o nietykalność cielesną afrykańskich dziewcząt, okaleczanych wskutek wycinania im łechtaczek. Kobiety są gwałcone, bite, wykorzystywane… jakże im nie współczuć – namawiały Iwonę działaczki kobiece, żeby pokazała krocze przed kamerą, podczas akcji medialnej, ”Ratujcie afrykańskie łechtaczki”, jako najwyższą oznakę godności uciśnionej płci - jakże nie domagać się ochrony? – mówiły, ale przecież nie mogła się zgodzić, żeby się to odbywało kosztem jej intymności. Nic jednak to nie pomagało. Dziennikarki jeździły za nią, namawiały do współpracy, obiecywały pieniądze. Wiedziały od swych szefów, a ci od archiwistów ubecji, że nosi w majtkach jakieś niewykorzystane atrakcje. Namawiali też redaktorzy pism i producenci filmów porno. Dowiadywali się pocztą pantoflową, że „Panna S” ma kutasa; o ile nie jest obojnakiem. Wielu z nich wiedziało o tym walorze jej kobiecości, któryby można było zyskownie sprzedać i na nim zarobić. Takie dziwne okazy są poszukiwane przez mężczyzn, którzy preferują seks z chorą albo kaleką kobietą. Wertują specjalne pisma pornograficzne z ilustracjami kobiet bez palców, bez nosów, z garbem albo bez nogi.


Komentarze
Pokaż komentarze