26 obserwujących
215 notek
337k odsłon
1617 odsłon

Poznam „ aktywistkę „ z normalnego świata

prawo cytatu
prawo cytatu
Wykop Skomentuj74

  Tak, ten tytuł to parafraza ogłoszenia matrymonialnego. Proszę ten tytuł potraktować, jako żart. Ironię, ale zarazem tęsknotę za czymś oczywistym i normalnym. Także naturalnym. Za światem, w którym rano ptaki śpiewają, dzieci idą do szkoły, a na ulice wychodzą kobiety w pięknych zwiewnych sukienkach. No i koniecznie musi być wiatr, a raczej delikatny wiaterek podwiewający owe sukienki. Tak, mój świat jest prosty. Prościutki. Jedno jabłko plus drugie jabłko, to zawsze salaterka z dwoma jabłkami. I niech tak zostanie. Na wieki wieków amen.  

Mój Boże...

Tymczasem, co mamy? Ani dzieci. Ani słonecznego ranka. Ani ptaków. Mamy za to „ piekło kobiet” Cóż to za termin? Od razu czuje się jak diabeł. Szatan bynajmniej nie z 7 klasy.

Proszę zauważyć, że w tym zwariowanym feministycznym świecie, nie ma już kobiety, tej, albo tamtej, konkretnej, występują tylko kobiety, jako swoisty agregat. Upadłościowa masa kobieca, do tego stopnia uciskana, że ich świat jest właśnie – piekłem.

Piekłem na ziemi zgotowanym przez mężczyzn. Mężczyzn potworów.

Na naszych oczach powstaje nowy świat. Jaka jest cecha tego świata? Ta podstawowa? Z pewnością jest nią owa niemożność opisania. Nic. Nic, nie jest tym, co jest. A jeżeli jest. To jest teraz, w tej chwili. Bo zaraz, dosłownie za sekundę, może być czymś innym. Raz chłopak jest chłopakiem, ale przecież od jutra może być dziewczyną. Dlaczego? Ponieważ tak twierdzi. Nie „ Myślę więc jestem” ale jestem chłopakodziewczyną, więc jestem.

A jeżeli on/ona na dodatek jest aktywistą LGBT, to tym bardziej ma racje. I ta racja, ta prawda, staje się właśnie a k t y w n a, chociażby poprzez nacisk mediów i owej nowej (post) kulturze, która od nowa definiuje człowieka.

No i ten termin „ aktywista LGBT” jest jakiś taki ... dziwny. Trudny do zrozumienia. A jak próbuje zrozumieć, to natychmiast ogarnia mnie śmiech. A więc, czy „ aktywista LGBT” to aktywna lesbijka czy aktywny gej? Czy też jakaś inna osoba trans płciowa, która jest szczególnie aktywna? Lecz, aktywna jak? W jaki sposób? Gdybym był gejem... Jednym z, wielu, który się ugania za chłopakami. Czytałbym im „Śmierć w Wenecji” uwodząc ich na literaturę i strach przed epidemią, jaki ogarnia właśnie świat. To czy to wystarczy? Aby awansować na „ aktywistę” Albo hetero facet ” biegający za spódniczkami” czy on też ma szansę stać się ” aktywistą”? Czy też musi – przynajmniej pójść na marsz równości A jeszcze lepiej owinąć posąg Jezusa kolorową wstęgą?

Zapewne w owym terminie „ aktywista LGBT” znowu mamy jakiś agregat. Skompresowane pojęcie. Ową masę LGBT owską... Owe „ razem młodzi przyjaciele”, co mnie już nieco przeraża. Bo to właśnie – ideologia i pierwszy krok do budowanie„ tęczowych” barykad.

Tak to się wszystko panie i panowie zaczyna. Owi „ aktywiści” ów proletariat żyjący w XXIw. ma już 50 - kilka płci. Ale co z czasem? Z kalendarzem? Czy ten nasz poczciwy kalendarz nie jest przestarzały? Wsteczny? PISowski? Kto powiedział, że tydzień ma mieć 7 dni? Może powinien mieć 10 dni lub 3 dni. Przecież ów tydzień, owe 7 dni mamy „ poprzez” Boga. „ I ukończył Bóg w siódmym dniu dzieło swoje, które uczynił, i odpoczął dnia siódmego od wszelkiego dzieła,

A jeżeli Boga nie ma, to i naszego kalendarza nie ma. Zresztą, w świecie automatyzacji, ludzkiej nadprodukcji, 6- cio czy 5- cio dniowy tydzień pracy i jeden dzień odpoczynku to już anachronizm. Ten nowy kalendarz a raczej LGBT owski tydzień będzie się składał z 3 dni. Dwa dni pracy plus jeden dzień odpoczynku. Tylko na seks. Tylko żyć i już wcale nie umierać. Żyć, żyć i młodym być. Najlepiej wiecznie. Potrzebna będzie więc jakaś forma seksualnej metafizyki. Powrót do czasów prehistorycznych, już nie bogini płodności, lecz potrzebny będzie bezpłciowy bożek z wielkim fallusem z jednej strony i bezdenną waginą z drugiej.

No, spokojnie, chyba ten pomysł z fallusem, to pomysł zbyt płodny. Lecz nowy ekstra kalendarz jest całkiem możliwy. Zresztą tak już było. Tak było w trakcie Rewolucji Francuskiej, która wprowadziła swój własny kalendarz. Dla tamtych rewolucjonistów świat zaczął się od 22 września 1792 roku. ( data ustanowienia 1 Republiki Francuskiej ) Nie 21 września, ani 23 września, tylko 22. Kto twierdził inaczej, mógł powędrować na szafot. Nazwy dni i miesięcy ( bardzo wyszukane nowe terminy) wymyślił pewien francuski poeta i rewolucjonista. Taki Majakowski tamtych czasów. Jak widzimy poeci czasami piszą nie tylko wiersze, ale i kalendarze.

Może wtedy jakiś biedak krzyczał na szafocie.

- Za co!? Za co mam dać głowę?

- Za kartkę z kalendarza – odpowiedział mu kat.

Ktoś powie... Człowieku, gubisz się. To jednak twój problem. Gubisz się, ponieważ nie umiesz już czytać nowoczesnych map ani drogowskazów. Jednym słowem – nie nadążasz. Oto idą nowe czasy.

Tylko, że zawsze idą nowe czasy. Lecz te obecne maszerują. I cały świat stacza się w jakąś szarą strefę, gdzie już umierają słowa i znaczenia.

Wykop Skomentuj74
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo