Bolesław Rad Bolesław Rad
370
BLOG

Komendant Straży Rybackiej przyłapany na kłusowaniu?

Bolesław Rad Bolesław Rad Rozmaitości Obserwuj notkę 5
Kiedy biznesman zobaczył kłusowników na jeziorze Wiżajny niedaleko Suwałk na zabezpieczonym przez sąd jego dawnym akwenie wodnym (sprawa jest w sądzie), nagrał ich i zgłosił sprawę policji. Ta niechętnie – zdaniem przedsiębiorcy – podjęła działania. Może dlatego, że nagranym kłusownikiem okazał się Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Rybackiej Jerzy K. Jak się dowiedzieliśmy, jego linia obrony to dowodzenie, że nie kłusował, ale łowił ryby „pod przykryciem”. Cała sytuacja wyglądała jednak inaczej, zapewnia mężczyzna, który zgłosił nielegalny połów. Przedstawiamy to z jego perspektywy.

Lokalny przedsiębiorca, Hubert Falkowski, przez ponad 20 lat dzierżawił jezioro, na którym prowadził gospodarkę rybną. Na skutek zmiany umowy, którą miał zawartą z Wodami Polskimi, w sposób niezapowiedziany utracił możliwość dalszej dzierżawy jeziora. Decyzja ta zapadła w trakcie obowiązującego cyklu dzierżawnego. W związku z zaistniałą sytuacją przedsiębiorca złożył do sądu odwołanie oraz wnioski o zabezpieczenie jeziora. Według przedsiębiorcy na akwenie znajduje się jego majątek w postaci ryb, a akwen wodny przez wiele lat miał systematycznie zarybiać. Szacunkowa wartość tego mienia wynosi – zdaniem Falkowskiego - około 5 milionów złotych. Na jego wniosek sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu jeziora.

Skutkiem tego było wprowadzenie całkowitego zakazu wszelkich połowów ryb, a także zakazu wydzierżawiania jeziora oraz prowadzenia jakichkolwiek działań związanych z gospodarką rybną. Pomimo obowiązującego zabezpieczenia i jednoznacznego zakazu połowów przedsiębiorca otrzymywał sygnały od lokalnych mieszkańców, że na jeziorze nadal prowadzony jest połów ryb. W związku z tym zaopatrzył się w kamerę i postanowił osobiście dopilnować przestrzegania postanowienia sądu.

Na miejscu okazało się, że jedną z osób prowadzących połów był Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Rybackiej Jerzy K., który przebywał na jeziorze wraz z kolegą. Przedsiębiorca zarejestrował całe zdarzenie na nagraniu wideo. Film ten został następnie opublikowany w internecie przez przedsiębiorcę i stanowi dokumentację przebiegu zdarzeń (link do filmu zamieszczamy pod artykułem).

O zaistniałej sytuacji przedsiębiorca poinformował policję. Na miejsce został skierowany patrol, który początkowo miał trudności z ustaleniem dokładnej lokalizacji miejsca połowu. Przedsiębiorca telefonicznie naprowadzał funkcjonariuszy na właściwe miejsce. Po dotarciu w rejon jeziora policjanci podjęli czynności służbowe, w tym włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe. Kierowali w stronę osób znajdujących się na łodzi okrzyki, wzywając je do podpłynięcia do patrolu. W odpowiedzi jedna z osób znajdujących się na łodzi wykonać miała w stronę patrolu wymowny gest – przyłożyła palec do ust, sygnalizując „ciszę”. Następnie łódź odpłynęła w przeciwnym kierunku, nie reagując na polecenia policji.

Jak ustaliliśmy, policja podejmowała próbę zlokalizowania miejsca, w którym podejrzane osoby zeszły na brzeg, jednak działania te okazały się bezskuteczne. Jednocześnie zastanawiający jest fakt, że przedsiębiorca bez większych trudności odnalazł zarówno miejsce wodowania łodzi jak i miejsce, do którego dopłynęli mężczyźni. Policji się to nie udało…

W momencie, gdy przedsiębiorca dotarł w to miejsce, policji nie było już na miejscu.

Przedsiębiorca wielokrotnie próbował skontaktować się telefonicznie z funkcjonariuszami, którzy wcześniej podejmowali interwencję. Próby te były bezskuteczne – numer telefonu, pod którym wcześniej możliwy był kontakt z policjantami, przestał odpowiadać.

Wobec braku asysty policji przedsiębiorca samodzielnie podjął czynności zmierzające do wyjaśnienia sytuacji. Według jego relacji od mężczyzn wyczuwalna była woń alkoholu, w pojeździe widoczny był alkohol, a na nagraniu widać również momenty spożywania substancji. Całość została udokumentowana została na filmie.

Następnie przedsiębiorca udał się na policję i złożył zawiadomienie o tym co odkrył. W kolejnych dniach składał dalsze zawiadomienia, a sprawie został nadany formalny bieg. Obecnie toczy się postępowanie sądowe, w którym mężczyźni uczestniczący w zdarzeniu są oskarżeni o nielegalny połów ryb.

Równolegle przedsiębiorca publikował nagrania wideo w mediach społecznościowych w czasie rzeczywistym. Sprawa utraty jeziora była już wcześniej znana w lokalnej społeczności. W związku z tym, chcąc pomóc przedsiębiorcy w nagłośnieniu sprawy, Robert Wierżajtys, lokalny społecznik, udostępnił opublikowany materiał wideo, dodając własny komentarz odnoszący się do treści nagrania oraz jego oceny przedstawionych na nim zdarzeń.

W międzyczasie, wspólnie z dyrektorem biura poselskiego w Suwałkach (Bartosz Grzędziński – dop. Redakcji) zorganizowano wsparcie posła Michała Połuboczka, który wystąpił w audycji radiowej w lokalnej rozgłośni. Działania te doprowadziły do reakcji drugiej strony. Została złożona prywatna sprawa karna przeciwko społecznikowi Robertowi Wierżajtys oraz przeciwko przedsiębiorcy przed Sądem Rejonowym w Suwałkach. Oskarżono ich o szkalowanie dobrego imienia oraz wizerunku komendanta straży rybackiej.

Sprawa ta ma status niejawny, w związku z czym nie można ujawniać szczegółów

dotyczących przebiegu ani treści toczącego się postępowania sądowego, ale – jak mówi nam anonimowo jeden z funkcjonariuszy lokalnej straży rybackiej – komendant nie ukrywa także poza sądem, że działał pod przykryciem, próbując w ten sposób namierzyć prawdziwych kłusowników. Dajecie wiarę? Ocenę sytuacji zostawiamy Czytelnikom.

Bolesław Rad - dziennikarz, publicysta

kontakt: boleslaw.rad@proton.me

Fot. Screen za YT

Publicysta

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości