Owszem liturgia w wykonaniu ks. Krzysztofa może szokować spontanicznością. Tradycjonalistom może się nie spodobać ale...
"JEDNA SPOWIEDŹ CENNIEJSZA NIŻ DZIESIĘĆ KAZAŃ"...takie są realne owoce tej ewangelizacji maryjnej jakiej byłem świadkiem.
Czas jest bardzo nasycony. Przyjechaliśmy do pomocy.
W parafii Hanahan u Ks. Krzysztofa głosiliśmy na przemian z o. Marcinem trzy dni.
Ja o M. B. FATIMSKIEJ, o. Marcin o JASNOGÓRSKIEJ.
Ponieważ często wcielałem się w rolę tłumacza o. Marcin nazwał mnie Aaronem a sam z długą brodą faktycznie przypominał Mojżesza.
Nasz udział w tych "misjach fatimskich" był bardzo skromny, tym niemniej wnieśliśmy nieco egzotyki.
Pierwsze słowa jakimi powitał nas o. Krzysztof było szczere wyznanie typowym dla niego falsetem palacza: "JESTEM WZRUSZONY".
Opowiadał że gdy pracował w wojewódzkim mieście Goroka to miał dużo gości z Polski.
Teraz w Bougainville gdy mieszka na wsi, goście mu nie dokuczają.
Po pierwszej liturgii w czwartek przyniesiono nam "kaukau" czyli słodkie ziemniaki, parówki i tuńczyka.
Ks. Krzysztof wyznał: "to ze względu na was", i dodał "ja mogę po kilka dni nie jeść, w Goroce ważyłem 95 - teraz ważę 65".
Rzeczywiście skóra i kości.
To dziwny ksiądz ale ja go rozumiem.
Też miałem taki czas, że nie chodziłem na zakupy a parafianie nie przynosili nic na plebanię mimo że w Papui jest taki zwyczaj.
Od miesiąca "statua Fatimska" jest w parafii i każdy dzień dyżuruje przy niej po kolei jedna z 34 wiosek z których składa się parafia.
Szkoła podstawowa od miesiąca nie działa bo w klasach śpią pielgrzymi a raczej nie śpią bo na zmianę mają dyżury w kościele.
Msza dwa razy na dzień o czwartej rano i czwartej wieczorem.
W przerwie adoracja i spowiedź.
Diecezja Bougainville ma ponad 30 parafii. Dla takiego grafiku potrzeba było trzech lat by figura obeszła wszystkie parafie i obecnie pozostały tylko dwie.
Peregrynacja zbliża się ku końcowi.
Figura rodem z Fatimy trafi na stałe w okolice ARAVE czyli dawnej stolicy Bougainville. Podupadła ona ze względu na "wojnę domową" która trwała kilka lat(1989-93) i pochłonęła 16.000 istnień ludzkich.
W 2017-m roku odbyło się referendum w sprawie niepodległości. Lwia większość przegłosowała za.
Proces trwa
Kultura i kolor skóry tubylców (hebanowo czarny) jest zdecydowanie inna niż reszta Papui. Domyślam się że żyjemy w epoce gdy Bougainville rzeczywiście chce i na szansę by się oddzielić od Papui Nowej Gwinei. Póki co trwa duchowa konsolidacja.
Tym procesem kieruje biskup rodem spod Zabrza, Dariusz Kałuża.
To człowiek pełen pomysłów i niesłychanej pogody ducha.
Niegdyś gościł mnie w diecezji Mendi jako wikariusz Generalny tamtej diecezji, teraz zaprosił i sporządził pakiet dokumentów na wizę dla o. Marcina. Bez jego pomocy wizy by nie było i nasz przyjazd nie byłby możliwy.
Biskupie Dariuszu:
Bóg zapłać!
Peregrynacja w takiej wersji jaką zaproponował biskup Darek to zaiste "narodowe misje".
Wszyscy ludzie w diecezji żyją tylko tym tematem. Żyją biednie ale bez przesady można powiedzieć że ŻYJĄ Z WIARY. Tak jak Polacy 50 lat temu.
"Deja vu" i...GRATULACJE.
Drogi udekorowane dokładnie tak jak w Polsce w schylkowych latach PRL gdy odbywało się "Jasnogórskie nawiedzenie Narodu Polskiego".
Kierowca opowiadał nam że władze państwowe wielokroć zachęcały ludność do sprzątania dróg.
Nikt ich nie posłuchał.
Gdy o to samo poprosili księża z racji na peregrynację fatimską... drogi się stały sterylnie czyste i piękne.
Pożegnanie było wzruszające.
Nasza ostatnia msza sobotnia miała być prywatna po polsku. Mimo to zbiegło się sporo ludzi.
Uścisnęli nam dłonie i przyznam że nie byli wylewni.
Nie byliśmy w centrum ich uwagi.
Zgodnie z założeniem nawiedzenia w centrum uwagi była i pozostała Maryja.
Tego dnia mieliśmy wracać do Rabaul. Zmieniliśmy jednak plany.
O. Marcin bardzo chciał obejrzeć miasto Buka więc pozostaliśmy tu na kolejne trzy dni.
Ze zmianą biletów nie było trudności.
Administrator diecezji o imieniu Beveline pokazała nam pokoje biskupa i jego werandę z widokiem na ocean.
W lodówce była chłodna woda i.. "mysz która powiesiła się z glodu". Oczywiście żartuję ale nie przesądza jeśli powiem że biskup Bougainville żyje skromnie a jego katedra jest po prostu bardzo biedna prawie tak samo jak kościół Ks. Krzysztofa. Mówi się o budowie nowej.
Pomódlmy się by się powiodło. Póki co powstaje nowe biuro czyli kuria.
Skontaktowaliśmy się ze znajomymi których nam polecili inni znajomi z Kimbe gdzie wcześniej spędziłem wiele lat.
Przyjęła nas najpierw rodzina milicjanta Reginalda.
Jego starsza siostra jest szefową grupy "Bożego Miłosierdzia".
Kazała bratu by nas zawiózł na oddalony o 60 km cypelek wyspy Buka o nazwie Lemonmanu.
Obejrzeliśmy kolejną parafię z egzotycznymi rysunkami na frontonie. Proboszcz Luis ugościł nas bananami.
Nie był uprzedzony o naszej wizycie tym niemniej był ciekaw i rozmowny. Na plaży spotkaliśmy kilka psów o dziwnym zwyczaju przesiadywania na gałęziach drzew, tak jak to robią Papuaskie KANGURY drzewne.
Dowiedzieliśmy się też że w Bougainville mieszka krewniak australijskich niedźwiadków koala.
Po drodze kupiliśmy grzyby podobne do kani i po powrocie zonaReginalda zrobiła z nich smaczny sos do tutejszego przysmaku o nazwie "taro".
Nocowaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu w dzielnicy "Baraks" czyli milicyjnych baraków.
Domy policjantów są wszędzie podobne.
Dom na planie kwadratu z niskim sufitem. Pięć na pięć metrów (pi razy oko 25 m2).
Malutka kuchnia, dwa pokoiki i prysznic oraz muszla.
Pośród siedmioro dzieci najstarszy chłopiec zmarł 13 lat temu. Dwunastoletnia córka mieszka u dziadków na Wyspie Nissan a pozostała piątka ma od roczka do dziesięciu i mieszka z rodzicami.
REGINALD nie ukrywa że jego zarobki sa małe ale w tym jego skromnym domku zmalazł się kąt dla dwu kapłanów.
Żartowałem do o. Marcina że mamy tu ciasno za pokutę. On na to odrzekł, że to "najlepsza gościna pod słońcem".
Cały wieczór o. Marcin uczył chłopaków grać na organach a Reginalda gry na kulele.
Ja uczyłem najmniejszego chłopczyka słowa "mama susu" czyli: "mamusiu daj mleczka".
Kto nie wie, te słowa po arabsku brzmią: "FA-TI-MA".
Rano policyjny ambulans odwiózł nas do katedry a proboszcz, ks. Polikarp, który ma do obsługi trzy parafie był w siódmym niebie. Oddał nam "katedrę do dyspozycji" a sam udał się do swych parafii dojazdowych.
Wedle starego schematu ja byłem Aaronem a o. Marcin Mojżeszem.
O. Marcin opisał dzieje swego powołania, ale też odniósł się do sw. Piotra TOROTA. Mimo że nie był kapłanem a może właśnie dlatego jest przykładem na to że można być dobrym pasterzem swej rodziny i własnej duszy.
Po mszy o. Marcin udał się nad morze a ja postanowiłem opisać zdarzenia ostatnich dni.
W trakcie tej pisaniu odwiedziła mnie młoda pielęgniarka PAPUASKA niemieckiego pochodzenia czyli metyska. Zdjęła ostatnie szwy z otworu po drenażu brzucha i obmyła pozostałe rany.
W tropiku łatwo nabawić się infekcji.
Papuaski to troskliwi i pobożni ludzie.
Zwłaszcza w Bougainville.
Jestem in winien ten komplement.
Sądzę że ze swej strony i my odpracowaliśmy gościnność.
Ks. Jarek Wiśniewski FD
26 kwietnia Niedziela Dobrego Pasterza Bougainville.
P. S.
BRACI kapłanów i wszystkich rodaków którym dedykuję te opowieść pozdrawiam z okazji tego niezwykłego dnia



Komentarze
Pokaż komentarze (1)