37 obserwujących
308 notek
606k odsłon
  915   2

Jak w tym ku.....im świecie gotować z miłością?

pixabay
pixabay

Bogacze są szczupli a biedota otyła. Klasa średnia ma nadwagę. To są statystyczne obserwacje zachodnich (w tym naszego) społeczeństw. 

Nastąpiło odwrócenie kulturowego wzorca: bogaty, wypasiony, otyły i szczęśliwy?  Rubensowskie kształty i "Budda szczęśliwy" odeszli do lamusa. Chude modelki z wybiegów od pół wieku próbują narzucić normę.

Co się stało, że przeszliśmy jako ludzie od jednej skrajności w drugą? Czy bogacze przeszli jakąś duchową przemianę, stali się ascetami? Odmawiają sobie przyjemności bo dyscyplina zarabiania pieniędzy wymaga dziś innych umiejętności? Żadnych tam posiłków o północy, wypalanych cygar i dopijanych w klubach kieliszków z koniakami X.O.?

Nie. Bogacze się nie zmienili. My też się nie zmieniliśmy. To żywność się zmieniła. Ten ziemniak, ta marchewka i ten kurczak nie ma nic wspólnego z tym co jedli nasi pradziadowie. Pszenica i żyto z której wypiekamy nasze pieczywo też jest zupełnie inna. Schab nabywany w markecie nie ma już wiele wspólnego ze schabem ze świnki sprzed stu lat. Ale to tylko pierwsza, powierzchowna refleksja. Druga jest mroczna i spychana na obrzeża. Jest zbyt niebezpieczna dla nas samych: wraz z dzisiejszym jedzeniem dostarczamy sobie nowe, nieznane wcześniej związki chemiczne i - co może ważniejsze - nie dostarczamy tych, które od zawsze nam towarzyszyły. Powoduje to występowanie różnych dolegliwości. Ponieważ mechanizmy powstawania tych dolegliwości nie są do końca znane nie mamy metod by się przed nimi bronić. Mamy więc dłuższe, "szczęśliwsze" życie ale wypełnione większym dyskomfortem a często też bólem i cierpieniem.

Kiedy bracia Richard i Maurice zobaczyli jak działa ich restauracja założona 15.05.1940 w San Bernardino wpadli w przygnębienie. Same straty. Wykonali wtedy pewien ruch: wywalili wszystkie kelnerki, a menu skrócili do pięciu pozycji. Trudno na więcej nas nie stać. Goście mieli zamawiać przy barze. Kucharzy też wywalili bo za dużo zarabiali.

Tak powstały restauracje Mc Donaldsów.

Mc Donaldsowie wymusili na całej produkcji rolniczej inne standardy niż wcześniej oczekiwała Ameryka. Duże sieci fast fudowe wymusiły na rolnictwie amerykańskim radykalne zmiany. Powiem tylko tyle, że w 1950 roku było w Ameryce kilkaset rzeźni w każdym stanie, a dziś jest po jednej, dwie. Mc Donaldsowie zmienili rolnictwo amerykańskie. Ekonomika dostarczania dużej ilości smacznej i bezpiecznej, zmielonej wołowiny, a więc dostarczania taniej karmy producentom wołowiny zwyciężyła. Pościg za tanią kukurydzą zmobilizował koncerny chemiczne i nasienne do monopolizacji upraw. Mali producenci zniknęli z rynku. Prawnicy koncernów przepłoszyli z rynku mniejszych producentów, którym się wydawało, że można siać własne ziarno.

Za producentami amerykańskimi poszli pozostali.

Z tłuszczami porobiło się nieciekawie. Z produktu drogiego, pożądanego dzisiejsza cywilizacja zdegradowała go do poziomu czegoś podejrzanego i niezdrowego. Akceptuje je co najwyżej jako dodatek do sałatek albo środek do masażu. Jeszcze Marlon Brando znalazł zastosowanie dla masła w trudnym momencie z Marią Schneider, ale młodzi dziś nie mają o tym pojęcia.

Prowadzący programy kulinarne prześcigają się w "redukowanie tłuszczu" i ta moda zalewa nasze umysły a że bzdury powtarzane wielokrotnie stają się prawdą więc tłuszczowa poprawność polityczna opanowała świat. A już tłuszcz zwierzęcy jest prawie jak futro z norek. Stosują go wyłącznie barbarzyńcy. Nieokrzesani jaskiniowcy. Ludzie bez empatii i bez rozumu. 

No więc wróćmy na jakiś czas do rozumu. Po pierwsze wyłączną przyczyną nadwagi i otyłości są węglowodany i niska jakość taniej żywności. Nie będę się o tym rozpisywał bo to dla rozumnych istot banał. Jedźmy dalej.

W 2012 roku ukazała się książka kanadyjskiego biologa Kate Rheaume-Bleue pod tytułem "Witamina K2 i paradoks wapnia". Książka jest dostępna od trzech lat w polskim tłumaczeniu. W skrócie autor udowadnia, że przyczyną miażdżycy, czyli wiązania cholesterolu z wapnem w naczyniach krwionośnych jest brak witaminy K2. Witamina ta odpowiada za transport i odkładanie się wapnia w kościach. Jej brak powoduje, że wolny wapń - wędrujący we krwi, nie mający szans na swoje prawidłowe użycie wiąże się z nudów z cholesterolem i buduje nam w żyłach i tętnicach swoje kości. Miażdżyca to taka tama z twardych kości zbudowana w naszych naczyniach krwionośnych. Tak trwała, że lekarze tylko rozkładają ręce. Nie ma na to leku, tylko prewencja. Jaka prewencja? No oczywiście ograniczenie cholesterolu. Czegoś co jest niezbędne dla naszego normalnego funkcjonowania. Co równie ważne leki na obniżenie cholesterolu bierzemy do końca naszych dni.  Oczywiście raz na jakiś czas koncerny farmaceutyczne wymogą na społeczności lekarzy przesunięcie w dół poziomu cholesterolu, od którego liczy się zagrożenie miażdżycą.

I schodzimy na poziom tłuszczów. Witamina K2 jest obecna w mięsie i tłuszczach zwierzęcych. Jednak wyłącznie tych zwierząt, które konsumują latem trawy i zioła rosnące na słońcu. Jeśli skarmimy bydło albo gęsi kukurydzą albo owsem a nie zafundujemy jej świeżego siana nie mówiąc o wolnym wybiegu to z witaminą K2 w ich mięsie możemy się pożegnać. Sporo witaminy K2 jest w żółtkach jaj ale od kur grzebiących w trawie, a nie tych dostępnych w handlu. Popatrzmy jak lekarze traktowali i traktują jaja w powiązaniu z cholesterolem, a to jeden z głównych naturalnych sprzymierzeńców w walce z miażdżycą. Jest też ratunek dla wegetarian. Widocznie tą opcję życia najwyższy też dopuścił do zbawienia. Sfermentowana soja do postaci natto też zawiera witaminę K2. Japończycy sporo jej spożywają, ale poza Japonią jest mało znana. Obłaskawiliśmy już sos sojowy i tofu, ale natto się nie zadomowiło.

Tłuszcze zwierzęce zapewniały naszym przodkom przetrwanie w trudnym zimowym okresie. Dostarczały smaku i zdrowia. Dziś jak mniemam nie chcemy ani jednego ani drugiego.

Czas przed świętami na danie z miłości.

image

Mój zapracowany ojciec w niedzielę rano przygotowywał śniadanie dla całej rodzinki. Przeważnie nam się nie przelewało. Żyło się od pierwszego do pierwszego, ale matka za punkt honoru miała, żeby od nikogo nie pożyczać. To inni do nas przychodzili, a matka jak miała nigdy nie odmawiała. Mąka, zapałki, jajka czy kilka groszy zawsze się znalazły choć dobrze pamiętam, jak w dniu geltagu siedzieliśmy w kuchni z nosami przy szybie i czekali na powrót ojca by ktoś z nas skoczył zaraz do sklepu po bułki i chleb.

A oto danie mojego ojca z miłości do nas:

Czerstwą bułkę pokrojoną w plastry moczymy krótko w mleku. Następnie zanurzamy w roztrzepanym jajku i smażymy na maśle. Posypujemy z wierzchu cukrem i cynamonem.


Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości