37 obserwujących
312 notek
613k odsłon
  4288   16

Wojna w wykonaniu wybitnego aktora

Niezależnie od tego jak skończy się wojna Ukrainy z Rosją widać już, że przyniesie nam zasadnicze zmiany w dotychczasowym porządku świata.  Na początek kilka nieoczywistych obserwacji.

Wojna jest częścią polityki a polityka to często przedstawienie odgrywane na oczach gminu. Aktorzy grają tak by uzyskać aplauz publiczności i zostać wybranym na następną kadencję.

Najlepszym aktorem na scenie został - nomen omen zawodowy aktor - Wołodymir Zełenski, prezydent Ukrainy. Zagrał ulubioną rolę we współczesnej kulturze, człowieka, który idzie na zwarcie z siłami większymi od siebie w obronie wartości, w które wierzy i w które my wszyscy chcielibyśmy wierzyć, ale jesteśmy zbyt słabi by je bronić na co dzień. Zełenski w swych publicznych wystąpieniach zaprezentował tą lepszą stronę każdego z nas, która w dzisiejszym świecie jest zepchnięta głęboko w naszą podświadomość bo nie nadaje się do dzisiejszego świata, gdzie spolegliwość, strach przed odrzuceniem, podążanie w stadzie, uległość wobec dominujących konsumpcyjnych trendów gwarantują bezpieczeństwo i akceptację otoczenia.

Zełenski jak gladiator w Coloseum porwał za sobą tłumy i Cezar już zamierzający skierować kciuk ku dołowi pod wpływem aplauzu tłumu musiał się zreflektować.

Elity Zachodu uległy więc własnej opinii publicznej i niespodziewanie stały się antyrosyjskie. Nie miejmy złudzeń, to przecież ci sami politycy co jeszcze wczoraj pielgrzymowali do Moskwy i ponad mniejszymi narodami z naszej części Europy układali biznesy z Putinem. Ci sami, którzy spodziewali się po zakończeniu politycznej kariery na gratyfikacje w postaci miejsc w radach nadzorczych rosyjskich przedstawicielstw firm energetycznych. Jedyne co ich zmusiło do radykalnej zmiany to własna opinia publiczna, a ta zmieniła się wyłącznie pod wpływem wybitnej roli Prezydenta Ukrainy i jego trupy. Komu więc dziś kibicują? Czy nie przypadkiem tym, którzy jak najszybciej chcieliby przerwać spektakl Zełenskiego?

Inną nieoczywistą obserwacją ostatnich wydarzeń jest charakter działań wojennych. Nasłuchaliśmy się w ostatnim czasie o armii nowego wzoru propagowaną przez Strategy and Future. Nie chcę wnikać w szczegóły ale generalnie koncepcja ta zakładała, że tradycyjna kinetyczna wojna będzie już zupełnie inna niż poprzednie więc nie należy inwestować w tradycyjną broń i ograniczyć wielkość wojsk bo ilość już nic nie znaczy.

A tu proszę, mamy jak najbardziej tradycyjną wojnę gdzie ilość jest najważniejsza. Drony oczywiście są czymś nowym (dla tych, którzy śledzili konflikt Azersko - Azerbejdżański na pewno nie) niemniej to zasoby: ilość wyszkolonego żołnierza,  ilość dostępnych racji żywnościowych, ilość sprzętu, dostępność paliwa i amunicji okazują się decydujące.  Świadomość sytuacyjna świadomością sytuacyjną, ale co można zrobić mając nawet najlepsze dane satelitarne i wywiadowcze jak w tanku nie ma już paliwa?

Rosyjska dyplomacja i sztuka wojenna to za przeproszeniem pieprzenie w bambus. Stare mongolskie wzory sytuują ten kraj poza Europą. Bestialstwo i barbarzyńskie zachowania w prowadzeniu wojny, gdzie zniszczenie i zasiany strach jest najważniejsze a dyplomacja oznacza "umów się z nami na coś a my na pewno zrobimy coś przeciwnego a najlepiej wbijemy ci nóż w plecy", z takim krajem mamy do czynienia. Niestety, obok tabunu naiwnych i przekupnych jest wielu, którzy ze strachu przed mocarstwem nuklearnym udają, że mają do czynienia z jakimś cywilizowanym przeciwnikiem. Dlatego człowiek który nazwał rzeczy po imieniu, nazwał bandytę bandytą i zbrodniarza zbrodniarzem - Wołodymyr Ziełenski - dostał Oscara za rolę pierwszoplanową.

I ostatnia rzecz: "ruskij czieławiek". Piszę świadomie "rzecz". Przedmiot ten w swojej masie uważa podobnie jak Niemcy u schyłku lat trzydziestych ubiegłego wieku, że jest kimś wybranym i należy mu się w rodzinie narodów wyjątkowe miejsce. Co najmniej takie jakie miał kiedyś. Inne narody mające własne ambicje muszą się podporządkować.  Dla niego to naturalny porządek rzeczy, że inne narody się przesuwa albo unicestwia. Dla realizacji tego celu gotów zrezygnować z własnej wolności i podporządkować się woli dobrego cara. Ten "ruskij czieławiek" jest azjatyckim tworem, gdzie podporządkowanie wspólnocie jest przed interesem najbliższych, a prawda jest tam gdzie jest interes wspólnoty. Prawda zmienia się tak jak zmienia się ten interes. Nie ma nic niezmiennego poza tym interesem. Wszystko jest dokładnie przeciwnie niż nasz kodeks wartości wywiedziony z Grecji, Rzymu i judeochrześcijańskich korzeni.


Dlatego niezależnie od tragedii, która rozgrywa się na naszych oczach oklaskujmy spektakl w wykonaniu Zełenskiego i jego trupy bo oni przypominają nam o lepszej stronie każdego z nas. Może nie wszystko jeszcze stracone. Nie w tej wojnie tylko w nas samych. Bo w tej wojnie Zełenski wygra na pewno.

Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka