alamira alamira
294
BLOG

Lidl - dobroczyńca rodzimych producentów rolnych czy gnębiciel?

alamira alamira Handel Obserwuj temat Obserwuj notkę 7

 Przeczytałem na salonie o polskich produktach, które stały się hitem za granicą. Autor na wstępie napisał: "W 2023 roku wartość eksportu polskich produktów, dzięki sieci sprzedaży Lidl Polska, wyniosła ponad 6,45 mld zł. Ponadto, w ciągu ostatnich 6 lat sieć wyeksportowała za granicę krajowe produkty o wartości ponad 25 mld zł, co przyczyniło się do znacznego rozwoju rodzimych przedsiębiorstw"

Jeśli nie był to artykuł sponsorowany - a nie był bo tego w tekście nie zaznaczono - to wypadałoby zapytać autora czy wie co to są marki własne a następnie skorygować to zdanie i dokończyć "co przyczyniło się do znacznego rozwoju biznesu spod znaku Lidla i uzależnienia krajowych producentów żywności" Taka jest prawda panie autorze, rodzina Schwartzów, właścicieli tej marki stała się najbogatszą rodziną w Niemczech. Promuje marki własne a nie polskie. Jacy polscy producenci żywności są znani za granicą dzięki Lidlowi? Żadni.

Na początku trzeba powiedzieć, że pomysł marek własnych sieci handlowych to coś co istniało zawsze. Na upartego można się tego typu praktyk doszukać już u fenickich handlarzy, którzy kilka tysięcy lat temu wędrowali z towarami z terenów Chin i Indii do Egiptu czy starożytnej Grecji i odwrotnie. Wynika to z prostej pokusy wyciągnięcia od końcowego klienta większej marży i jednoczesnego uzależnienia producenta od własnych zamówień. Jednym słowem można było taniej kupić i drożej sprzedać. W XIX wieku firma Atlantic&Pacific Tea Company zamiast sprzedawać worki z kawą wpadła na pomysł mielenia i palenia w swoim sklepie i sprzedawania jej pod nazwą "8 O Clock Coffe". Przyjmuje się, że w przemyśle spożywczym to początek marek własnych

Jednak olbrzymi rozkwit tego pomysłu zaczął się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku wraz z powstaniem dużych, globalnych sieci handlowych posiadających wielkopowierzchniowe sklepy. Na początku sprzedawano je jako tzw. produkty wolne od nazwy. Tańsze i przeważnie gorszej jakości. W latach osiemdziesiątych kiedy supermarkety zaczęły konkurować z dyskontami rozpoczęto reklamować produkty własne "najlepszą ceną" i możliwością wyboru: "przyjdź do nas i zdecyduj czy chcesz markowy produkt czy "najlepszą cenę".

Dziś tak już nie można bo część marketów posiada w danym segmencie wyłącznie marki własne. Wystarczy przejść się do Lidla by to zobaczyć. Przy tej tendencji nigdy się nie zorientujemy czy "krakowska sucha" nadal produkowana jest w Polsce z polskiego mięsa. Prawdziwe zagrożenia tkwią jednak w czymś innym, o tym za chwilę. Sieć Lidla jest przykładem agresywnego wprowadzania marek własnych. Kilka lata temu klienci, którzy jak zwykle chcieli kupić lody "Grycan" dostrzegli tam lody zapakowane w podobne opakowania, ale z inną nazwą. Nazwą własną sieci. "Grycan" to nie byle jaka firma więc prawnicy złożyli do sądu pozew celem zabezpieczenia, zażądali wstrzymania sprzedaży i wycofania wyprodukowanego towaru. Sąd na to przystał i sieć zwoziła z powrotem tony lodów do swoich chłodni. Cios był tak duży dla wizerunku firmy, że pośpiesznie wynegocjowano porozumienie z "Grycanem". Oczywiście lodów "Grycana" nie uświadczysz w Lidlu. Agresywność i bezkompromisowość tej sieci sprzedażowej łagodzi cały czas olbrzymia kampania reklamowa podkreślająca "polskość" produktów.

Z danych Ministerstwa Finansów za 2022 rok wynika, że Lidl zapłacił 254 mln podatku dochodowego (Biedronka - 803 mln) Na jednej z pierwszych list "wstydu" jak żartobliwie określono listę płatników podatku CIT za 2018 rok sytuacja na czele firm handlowych prezentowała się następująco:

Na czele obrotów jak i podatku dochodowego niezmiennie Biedronka z przychodami 51,14 mld i zapłaconym podatkiem dochodowym w wys. 510,7 mln. Całkiem dobrze na tle branży. Za nim Lidl z obrotami 16,2 mld i oczywiście nie płacący podatku dochodowego. Lidl (przez FRF - Beteiligungs - GMBH) wraz z Kauflandem należy do grupy Schwartz, a grupa ta to prawdziwy ancymonek. Kiedy w 2015 The Guardian opisywał przydzielane tej grupie kredyty na preferencyjnych warunkach przez Bank Światowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju na rozwój sieci sprzedaży w Europie Środkowo - Wschodniej, zagadnięty przez dziennikarza jeden z dyrektorów z EBOR -u rzekł: "Daliśmy im kredyt. Oni, owszem, byli raczej agresywną nastawioną na zysk firmą, ale z drugiej strony dawali ludziom dostęp do produktów, których nie mieliby oni szansy inaczej zdobyć." 

Nieco później kolejny niekomercyjny bank: Europejski Bank Inwestycyjny wsparł Kauflanda w Polsce kwotą 100 mln euro. W roku 2018 Kaufland miał 10,2 mld obrotów i odprowadził podatek dochodowy w wys. 48,4 mln. Gdyby obowiązywał podatek handlowy (blokowany przez Komisję Europejską w latach 2016 - 2020) musiałby zapłacić 163 mln. Jeśli do tego dodamy to co mógłby zapłacić Lidl, czyli 227 mln, to otrzymujemy 390 mln od grupy Schwartz nie płaconego podatku tylko przez jeden rok na skutek ochrony z Brukseli. Nawet wyrok korzystny dla Polski (podatek jest pobierany od stycznia 2021) nie zwróci tych kwot do budżetu. Wg różnych źródeł na skutek decyzji KE nie wpływało rocznie do polskiego budżetu z tytułu podatku handlowego od 3 do 6 mld. Nie znam szacunku MF.

Główne zagrożenia ze strony marek własnych dużych sieci handlowych jest oczywiście po stronie producentów żywności a nie konsumentów. Nawet znani producenci współpracują z sieciami dostarczając im produkty do marek własnych. Wynika to z prostej kalkulacji, chcąc wykorzystać moce produkcyjne miast robić przestoje godzą się część produkcji sprzedać marketom pod ich markami. Jeżeli tylko pokryją koszty zmienne i zapełnią w pełni moce produkcyjne to się na to decydują. Jednak w sprzedaży to jakieś 10 - 20 % wolumenu produkcji a w przychodach jeszcze mniej. W Polsce - w produkcji, która pozostała w polskich rękach - jest zgoła inaczej. Znam firmy, które w 80-90% produkują dla dużych sieci pod ich markami. Nie muszę chyba tłumaczyć co to oznacza dla polskiego producenta. Sieć będzie go dusić cenami, nie da mu umrzeć ale zarobi tylko tyle ile zamawiający zdecydują. Zresztą jeśli nawet zbankrutuje to znajdą się inni. Z tego lub innego kraju. Nie trudno sobie wyobrazić, że wkrótce część '"polskiej" produkcji pod własnymi markami Lidla zastąpią  tańsze, ukraińskie. 

Drastyczna nierównowaga między siłą sieci sprzedażowych a rodzimymi producentami żywności wynika częściowo z polskiego zapóźnienia - firmy zachodnie rozwijają się od dziesiątek lat i mają wystarczająco dużo własnego kapitału - a częściowo z naszej głupoty. Nazywam ją "młodzieńczą chorobą liberalizmu". Na młodzieńczą chorobę lewicowości nie było na początku lat dziewięćdziesiątych miejsca, dobrze wiedzieliśmy co to komuna. Ale ta druga przypadłość dopadła nasze umysły i wzmacniana przez obcy kapitał - któremu w to graj - spowodowała, że oddaliśmy dużą część handlu hurtowego i detalicznego w obce ręce. Mamy więc to na co zapracowaliśmy: producentów żywności sprzedających za grosze swoje produkty i obce sieci sprzedające jak najbardziej polską, zdrową żywność. W przepływach finansowych wygląda to jak typowy postkolonialny układ między metropolią a kolonią.

Czy można to zmienić? Nie wiem czy można, ale trzeba próbować. Rewolucji się nie zrobi, ale małymi krokami przy rosnącej świadomości polskiego konsumenta należy robić rzeczy możliwe do zrobienia. Jednak najważniejsze to by rządzący politycy reprezentowali polskie interesy. Bo jak będzie inaczej to mamy prze....e. 


alamira
O mnie alamira

Ślązak od zawsze, studiował Ekonomię na UE w Katowicach, Psychologię i Nauki Polityczne na UŚ w Katowicach, Pisanie scenariuszy w PWSzFTviT w Łodzi. Pisze felietony kulinarne do tygodnika "Nowe Info". Jest prywatnym przedsiębiorcą.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka