19 obserwujących
194 notki
332k odsłony
1075 odsłon

Sklepikarzom ku chwale, Wokulskiemu, Thatcher i innym

pixabay
pixabay
Wykop Skomentuj43

imageW męskim gotowaniu przychodzi moment na wspominanie. Raz na rok każdego może dopaść taka słabość. To nie żadne babskie pogaduchy tylko poważny rachunek sumienia. A co tam, nawet św.Paweł mówił: "Cnota doskonali się w słabości".

Mój pradziadek urodził się w 1885 w dzisiejszych Katowicach, choć wówczas była to zupełnie inna wioska. W 1865 Katowice stają się miastem a w 1922  stolicą woj. Śląskiego. W pierwszej wojnie pradziadek zostaje odznaczony krzyżem żelaznym, w 1922 jego wioska na przedmieściach Katowic wchodzi do Polski w ramach powiatu pszczyńskiego. Pradziadek mówi biegle w kilku językach, jest właścicielem sklepu, ma trójkę dzieci i kochającą żonę. Jak to wtedy bywało - podobnie jak Wokulski - jeździ po całej Europie w poszukiwaniu towaru. Do żony pisze kartki, których dziś nie potrafię odczytać gdyż pisane są staroniemiecką odmianą. Mam ich przed sobą kilkadziesiąt. To one zmusiły mnie do napisania tych słów.

On, Wokulski i jeszcze Margaret Thatcher kojarzą mi się z zawodem sklepikarza. Zawód wymierający, traktowany - w szczególności w peerelu - z pogardą. Wejście dużych marketów przyśpiesza ich powolny koniec, ten zawód jest dla mnie uosobieniem odpowiedzialności, zaradności i piękna odchodzącej w przeszłość dziewiętnastowiecznej ekonomii opartej na jasnych regułach: pracy, oszczędności, wysiłku i wolności.

Zanim wykształcił się zawód sklepikarza pojawili się kupcy korzenni. W średniowieczu istnieli sklepikarze wyspecjalizowani w handlu przyprawami. W Paryżu zawód kupca korzennego był w hierarchii zawodów na drugim miejscu zaraz po sukiennikach, a znacznie przed np. jubilerami, farbiarzami czy kuśnierzami. Nie dziwota skoro przyprawy były cenniejsze niż złoto. Zdobycie tego zawodu wymagało wielkiego wysiłku i sporych umiejętności. Ponieważ sklepy korzenne sprzedawały też cukier sklepikarze musieli  posiąść umiejętności wyrobu artykułów cukierniczych. Taki sklepikarz był też aptekarzem i terapeutą. Dopiero później te zawody się rozdzieliły ("Historia naturalna i moralna jedzenia" M.Toussaint - Samat).

Trudno sobie wyobrazić zawód kucharza bez zaprzyjaźnionego z nim sklepikarza. Dobierającego mu właściwe produkty na skinienie głowy, jak w starym małżeństwie rozumiejącym się bez słów. Jeśli jest to dodatkowo handlarz mięsiwem to porozumienie wytworzone latami dialogowania nabiera wyjątkowo intymnego znaczenia. Już nie karczek czy rozbratel, ale od kogo? Jak pozyskany? Kto to wyhodował? Gdzie się pasł i co skubał nasz oblubieniec? Na pewno nasz a nie chińczyk czy szkop albo holender?  Mięsko leżało ile dni w  chłodni? Dojrzewało na mokro czy na sucho? Z jakiej rasy? Na ile jest powtarzalne? Odpowiedzi na tak trudne pytania udzielić może jedynie zaprzyjaźniony sklepikarz.

"Lalka " Prusa jest jedyną lekturą z "ogólniaka", którą wspominam z atencją. Mój śląski pragmatyzm mógł wreszcie ujrzeć romantyczne emocje na tle czegoś rzeczywistego. Na tle życia, które nie pozostawia złudzeń. Co będzie dziś na kolację? Nic, nie mieliśmy dziś przychodów w sklepie. Trzeba się jutro bardziej postarać. Wcześniej wstać, poprzestawiać towary na półce, bardziej zachęcić klientów, rozejrzeć się za bardziej atrakcyjnymi towarami. Bóg pomaga tym, którzy sobie sami pomagają.

17 stycznia 1942 roku mój pradziadek ginie w obozie koncentracyjnym, Niemcy wyrzucają rodzinę ze sklepu i mieszkania, konfiskują cały majątek. Prababcia udaje się do Gliwic, do córki. Jej córka Maria ma sześcioro dzieci i męża, który nie lubi Ślązaków gadających w wasserpolnich, wierzy w Hitlera i jego obłędną ideologię. Jednak w styczniu 1945 ze strachu przed konsekwencjami - jako majster nadzorował jeńców sowieckich w fabryce w Gliwicach - ucieka w głąb Niemiec, po wejściu Sowietów rodzina zostaje wygnana z mieszkania. Zostają przygarnięci przez sąsiadkę i w jednym pokoju mieszkają w osiem osób, żyją głównie dzięki żebraninie.

Najstarszym dzieckiem - mająca 10 lat w 1945 roku - jest moja matka. Kiedy przebywam z nią w Piekarach w szpitalu w 2015 roku, żeby zbadać "krzywą cukrową", nie potrafi nie jeść nic przez kilka godzin, nie potrafi głodować,  płacze i mówi "jo nie moga, mie sie przypomino zaraz po wojnie, kiedy my nie jedli, a jak wyżebrałach obierki z kartofla to oma gotowała je i dowała młodszym, a jo nie miołach nic".

Dwa lata temu zmarła na POCHP choć nigdy nie zapaliła papierosa i przeganiała jak najdalej od siebie wszystkich palących. Nie bieda a śląski smog zeżarł jej życie.

"Nie idź za tłumem bo nigdy nie dojdziesz" mawiała M. Thatcher. Wokulski też chodził swoimi ścieżkami, o co wielkie pretensje, a może wielkie zmartwienie, miał jego wierny druh - piękna postać w polskiej literaturze - subiekt Ignacy Rzecki. Bycie sklepikarzem  wiązało się z byciem wykształconym, twórczym, odpowiedzialnym, przewidującym i wreszcie zdanym tylko na siebie czyli wolnym. Kiedy nadeszły nowe czasy stał się nasz sklepikarz postacią tragiczną.

Chwała sklepikarzom, oby przetrwali jak najdłużej. Jak nie w handlu to  może w jakieś innej życiowej postaci. Chwała mojemu pradziadowi, niech ze swoją małżonka nadal sprzedaje wosk do uszczelniania skrzydeł aniołom na parterze tej niebiańskiej budowli. Będę się za nich modlił popijając wino w moim męskim gotowaniu, w otoczeniu widokówek z całej Europu pisanych z miłością w niezrozumiałym dla mnie języku.  I za matkę i ojca, których kocham, a których też już nie ma i nie mogę im tego powiedzieć, a kiedy byli to byłem zbyt głupi by im to rzec.

Na całe szczęście Oma kiwa mi paluchem z nieba: "nie fandzol tyle synek, weź sie za jako robota".



 


Wykop Skomentuj43
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka