"Gazeta Wyborcza": Jednak nie przystoi - powiem najłagodniej - zarzucać kłamstwa redakcji "Gazety" i negować wydrukowanego stanowiska jej kierownictwa, mając za podstawę jedną recenzję na siedem lat i własne wspomnienia z redakcyjnych rozmów - pisze Helena Łuczywo, odnosząc się do informacji o tym, że Maleszka publikował z "GW", gdy okazało się, że był współpracownikiem SB.
O tym, że Maleszka nie przestał pisać do "Gazety Wyborczej" poinformował wczoraj w TVP Info Aleksander Kaczorowski, zastępca redaktora naczelnego "Newsweeka". "Gazeta Wyborcza" zwolniła ostatecznie Maleszkę, na kilka dni przed emisją filmu TVN Trzej kumple.
Może to nie była dobra decyzja, ale trzymaliśmy się jej przez siedem lat - Maleszka nie pisał, nigdy już nie wziął udziału w żadnej redakcyjnej dyskusji. Po siedmiu latach każdy pamięta co innego ze sporów i awantur w 2001 r. - pisze w komentarzu Helena Łuczywa, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej". Więcej w "Gazecie Wyborczej".
Słuchajcie ludzie ! Nie jesteśmy pedofilami. Oczywiście były jakieś orgietki ale to w ramach przyjętych standardów. To, że raz na siedem lat przelecieliśmy jakąś sześciolatkę i osobiste wynurzenia jednego z orgietkowiczów nie stanowi podstawy do nazwania nas kłamcami czy pedofilami. No i w końcu, do diaska, takie jest stanowisko szefostwa burdelu.
Majstersztyk gazetowyborczy ! NIE PRZYSYTOI – od lat to samo leje się ze szpalt GW. Budzi to mój niesmak taki, że aż śniadania nie dojem dopóki tego z siebie nie wyrzucę. Ohyda ! Bleee... I ten ciąg dalszy : „ nie pisał, nigdy już nie wziął udziału w żadnej redakcyjnej dyskusji”


Komentarze
Pokaż komentarze