5 obserwujących
16 notek
11k odsłon
  373   0

SMOLEŃSK 2010 – Podłoże

Chyba najbardziej absurdalnym „kłamstwem smoleńskim” są wypuszczone w przestrzeń publiczną przekazy mediów „głównego nurtu”, które streszczam kompleksowo: „Wizyta Prezydenta L. Kaczyńskiego w Katyniu w dniu 10 kwietnia 2010 roku była jego indywidualną inicjatywą, podjętą w ramach kampanii wyborczej i z zazdrości o udaną trzy dni wcześniej wizytę Premiera D. Tuska. Prezydent do Katynia wybrał się bezprawnie, bo bez zaproszenia ze strony rosyjskiej. Lot samolotu pospiesznie i nieudolnie organizowała Kancelaria Prezydenta, a specjalnie przez niego dobrana załoga nawet dobrze nie znała tego samolotu”.
To nie jest jakaś złośliwie przerysowana karykatura, to jest kompendium rzeczywistych treści, jakie w tych mediach się pojawiały. Że te treści nadal mają swych wiernych wyznawców – to zapewne będzie widoczne w komentarzach poniżej, gdy się ich już trochę uzbiera.
Jak zaś było naprawdę – to ujawnił nie tylko „raport Millera”, ale jeszcze szczegółowiej dwa dokumenty z lat 2012 i 2014 warszawskiej Prokuratury Okręgowej, więc o zawartych w nich faktach to nie ja muszę z kimkolwiek polemizować. Zaś ci co się z nimi nie zgadzają – niech polemizują z organami, które te dokumenty wydały. Ale przedtem powinni je przeczytać, choć to w sumie ponad tysiąc stron.
Od roku 1991 podległa Ministrowi Kultury Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa corocznie organizowała obchody poświęcone pamięci ponad 20-tu tysięcy polskich oficerów, wiosną 1940 roku zamordowanych na rozkaz Stalina i jego politbiura. Choć organizowała je też w innych miejscach kaźni, te w Katyniu miały specjalne znaczenie, bo tam groby ofiar odkryto i prawdę o tej zbrodni ujawniono najwcześniej. Zaś uroczystości okrągło rocznicowe w latach 1995, 2000 i 2005 miały charakter szczególnie uroczysty. W latach 1995 i 2005 przewodniczyli im Prezydenci L. Wałęsa i A. Kwaśniewski, a w roku 2000 przewodniczył im Premier J. Buzek. I podkreślmy – wszyscy wymienieni wyjeżdżali do Katynia bez zaproszeń ze strony rosyjskiej.
Bo wzajemny i swobodny dostęp do swych miejsc pamięci umożliwiała polsko-rosyjska Umowa z 22 lutego 1994 roku, jaką wynegocjował Sekretarz ROPWiM śp. A. Przewoźnik, a podpisali Szefowie MSZ Polski – A. Olechowski i Rosji – A. Kozyriew. (Dlaczego z tej umowy nie korzysta strona rosyjska i, mimo domagania się od Polski nadzwyczajnego respektu dla swoich miejsc pamięci w Polsce, sama ich nie odwiedza ani nie wykazuje o nie dbałości  – to pytanie należałoby skierować do jej władz.)
Mające nadejść w roku 2010 uroczystości 70. rocznicy już od grudnia 2009 roku omawiano w gronie ROPWiM i obu Kancelarii; Prezydenta L. Kaczyńskiego oraz Premiera D. Tuska. Od razu wyrażano wolę udziału w nich Prezydenta i Premiera. Jako głowa Państwa przewodniczyć uroczystościom miał Prezydent. Zdaje się że ta sytuacja nie leżała Premierowi Tuskowi, którego wspomniane wyżej media kreowały na najważniejszą osobę w Państwie, mimo, że Konstytucja RP Premierowi daje dopiero miejsce czwarte.
I podległa Ministerstwu kultury ROPWiM, mimo że już 19 stycznia 2010r. ustaliła termin uroczystości na 10.04.2010r. (podkreślam; na 10-go kwietnia!), a 25-26 stycznia o tym terminie powiadomiła stronę rosyjską, to jakoś pominęła Kancelarię Prezydenta, mimo że jej pracownicy o plany organizacyjne wciąż się dopytywali. To zmusiło Kancelarię Prezydenta, by 27 stycznia wysłać cały pakiet pism; do ROPWiM, do min. R. Sikorskiego i oddzielnie do Podsekretarza Stanu w MSZ – A. Kremera, do Ambasady RP w Moskwie oraz do Ambasadora Rosji w Warszawie – W. Grinina. I jeszcze do kilku innych adresatów.
Jedynym publicznym skutkiem tej zmasowanej korespondencji było medialne zaprzeczenie Ambasadora Grinina, by ją otrzymał. „Przypomniał” ją sobie dopiero po ponownym piśmie, wysłanym mu 21 lutego.
Za to Premier Putin się nie ociągał. Już po tygodniu, dokładnie 3 lutego, zaprosił Premiera D. Tuska na uroczystości w Katyniu, poświęcone rosyjskim ofiarom stalinizmu. Ich termin ustalił na 7.04.2010r., czyli na trzy dni przed naszymi, i to w zwykły dzień tygodnia, w środę. W trakcie tych uroczystości obaj premierzy przeszli na kilkanaście minut na polski cmentarz, gdzie złożyli wieńce i wygłosili przemówienia. Oczywiście nasze telewizje uwypukliły ten fragment, a rosyjskie odwrotnie – pokazały polskiego Premiera, chylącego głowę nad przewagą cierpień rosyjskich.
Dlaczego Putin postanowił zorganizować swoje uroczystości, do tego tuż przed naszymi, choć bez żadnego rocznicowego powodu? Bo łatwo sobie wyobrazić, jaki efekt dałoby przypomnienie światu polskich ofiar sowieckiej agresji wojennej, bez zrelatywizowania ich z rosyjskimi ofiarami Stalina. Do tego w politycznie wokół Rosji gęstniejącym czasie po aneksji w Gruzji.
Premier Tusk, zauroczony wyróżnieniem przez Putina oraz wizją zabłyśnięcia w Katyniu nie w cieniu Prezydenta, jakoś się nie domyślił aż nadto wyraźnych intencji wodza Rosji i bezwarunkowo został pionkiem w jego grze. A raczej, lecząc wciąż niezagojone kompleksy po swej przegranej w roku 2005, nie chciał się domyślić.
 Oczywiście ROPWiM nadal organizowała zaplanowane na 10 kwietnia polskie uroczystości, choć dla przeciętnego odbiorcy mediów udział w nich Prezydenta wciąż nie był jasny. Te niejasności wynikały nie ze strony Prezydenta, ale z podchodów min. R. Sikorskiego. Ten nawet nie zwrócił się do Prezydenta wprost, za to za pośrednictwem mediów „radził” mu, aby z wizyty w Katyniu zrezygnował, a zamiast tego wziął udział w moskiewskiej paradzie 9 maja. Tak więc Prezydent, aby odsunąć podejrzenia jakoby w Katyniu zaczynał kampanię wyborczą (która nb. miała się zacząć dopiero jesienią), przewodnictwo polskim uroczystościom miałby ustąpić Marszałkowi Sejmu – B. Komorowskiemu, który wtedy był typowany przez PO jako jeden z dwóch kandydatów na Prezydenta. Ale Prezydent z opcji „zamiast” nie zamierzał skorzystać.
Trzeba oddać śp. A. Przewoźnikowi, że zabiegał o połączenie rosyjskich uroczystości z polskimi. Ale Putin te zabiegi kategorycznie uciął.
Ponieważ Kancelaria Prezydenta wciąż domagała się informacji o stanie przygotowań – wreszcie 23 lutego Podsekretarz Stanu w MSZ – A. Kremer (zginął w Smoleńsku) wysłał do Kancelarii powiadomienie o dacie uroczystości, a jednocześnie zaprosił Prezydenta, by im przewodniczył. Tego samego dnia Szef Kancelarii Prezydenta – Wł. Stasiak (też zginął w tej katastrofie) po raz kolejny potwierdził udział Prezydenta i zadeklarował gotowość do wszelkiej współpracy. Odtąd pracownicy Kancelarii Prezydenta zaczęli starania by osobiście, mimo że nie mieli takiego obowiązku, omówić kwestie logistyczne ze stroną rosyjską. Wysłali wymagane zamówienie na samolot do Szefa Kancelarii Premiera – T. Arabskiego (Koordynatora), ale też, choć znowu nie mieli takiego obowiązku, powiadomili jeszcze BOR i 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego.
Tu należy wyjaśnić, dlaczego to Kancelaria Premiera, a nie Kancelaria Prezydenta, odpowiadała za organizację lotu. Wprowadzone już w grudniu 2007 roku Zarządzenie nr 139 Premiera D. Tuska, a potem w 2009 roku tzw. Instrukcja Head, nadawały Szefowi Kancelarii Premiera rolę Koordynatora specjalnych środków transportu, czyli samolotów. Odtąd pozostałe Kancelarie, czyli Prezydenta, Sejmu i Senatu, jedynie składały zamówienie na samolot do Koordynatora, a ten decydował o jego udostępnieniu. Jak też miał się zajmować organizacją i uruchomieniem wszelkich innych służb (np. BOR), które powinny taki lot obsługiwać.
Tymczasem zabiegi na zniechęcenie Prezydenta do wizyty w Katyniu wciąż trwały. Nawet po oficjalnym zaproszeniu Prezydenta jego pracownikom utrudniano wizyty przygotowawcze w Rosji, jak też zwlekano z notyfikacją samej wizyty, co było obowiązkiem min. Sikorskiego i Ambasady RP w Moskwie. Może wciąż liczono, że uda się Prezydenta z Katynia wykluczyć, a może chodziło już tylko o dostarczenie paliwa przyjaznym mediom, które przedstawiały Prezydenta jako człowieka „małego, wiecznie niezadowolonego i ciągle się o coś upominającego”. Osobiście stawiam na oba te cele naraz.
Najpierw nie doszła do skutku wspólna wizyta przygotowawcza w Rosji Kancelarii Premiera i Kancelarii Prezydenta, zaplanowana na 3 marca 2010r. Potem nasze MSZ zablokowało Kancelarii Prezydenta jej samodzielny wyjazd, zaplanowany na 18/19 marca 2010r. Dopiero kolejną wspólną wizytę udało się zrealizować w dniach 23-25 marca, na ledwie dwa tygodnie przed uroczystościami. Ale na lustrację lotniska w Smoleńsku nie zgodziła się strona rosyjska, zapewniając jedynie że „lotnisko będzie gotowe do przyjęcia polskich samolotów”. Zaś jednocześnie uzgadniano oba użycia lotniska, dla Premiera D. Tuska w dniu 7.04.2010r. oraz dla Prezydenta L. Kaczyńskiego trzy dni później. Z tego samego lotniska i tego samego dnia korzystał też Premier W. Putin. Warto to podkreślić, jako że internetowi trolle dość często szermują bon-motem, że Prezydent „pchał się na nieczynne lotnisko”.
Zaś 10-go marca Ambasador RP w Moskwie – tak „uzgadniał” w rosyjskim MSZ wizytę Prezydenta. Tu warto zacytować jego własną notatkę: „W kwestii wizyty w Federacji Rosyjskiej prezydenta L. Kaczyńskiego S. Nieczajew zapytał, czy powinien rozumieć moje słowa o przyjeździe Prezydenta Polski L. Kaczyńskiego jako oficjalne powiadomienie strony rosyjskiej, gdyż do tej pory strona rosyjska nie otrzymała żadnej oficjalnej wiadomości, że wizyta ta będzie miała miejsce. Odpowiedziałem, że na tak postawione pytanie nie mogę udzielić oficjalnej odpowiedzi, niezależnie od tego, że z tych materiałów które posiadam wynika, że 10 kwietnia do Katynia przybędzie Prezydent RP” – koniec cytatu.
Czy Ambasador, pisząc tę notatkę dla Min. Sikorskiego, przyznawał się przed swym przełożonym do swojego nieprzygotowania? Nie, on się pochwalił wybiegiem dyplomatycznym, jakim uniknął zaklepania wizyty Prezydenta. Co warszawska Prokuratura Okręgowa w roku 2012 (dwunastym!) uznała za działania mogące „wywołać wrażenie ignorowania najwyższych przedstawicieli Państwa Polskiego”.
Nie pomogło nawet dwa dni później oficjalne pisemne zwrócenie się Nieczajewa o potwierdzenie notyfikacji wizyty polskiego Prezydenta. Dopiero po monicie sygnowanym przez Podsekretarza Stanu w Kancelarii Prezydenta – M. Handzlika (zginął w Smoleńsku) z 15 marca 2010r., w dniu następnym MSZ nareszcie potwierdziło dokonanie mocno już opóźnionej notyfikacji.
Teraz zaczęto domykać listę pasażerów. Tu wyjaśnijmy, że za bezpieczeństwo generałów odpowiadał nie Prezydent, ale procedury MON, które opracowano po znanej katastrofie CASA’y. Tu często spotykam się z zarzutami, że Prezydent, jako „Zwierzchnik Sił Zbrojnych”, winien znać te procedury, a jego Kancelaria była odpowiedzialna za ich dopilnowanie. Więc przypominam Konstytucję RP stanowiącą, że w czasie pokoju Prezydent to zwierzchnictwo sprawuje za pośrednictwem Ministra ON i wręcz za jego aprobatą. Zaś gdyby przyjąć, że Kancelaria Prezydenta lub BBN powinny przejąć obowiązki i odpowiedzialność urzędników MON, to logicznie byłoby tę MON-owską strukturę urzędniczą w ogóle zlikwidować. Co dałoby oszczędności wielokrotnie przekraczające wydatki na Kancelarię Prezydenta i BBN.
Zatem obowiązki MON w tym zakresie jednak istniały i min. B. Klich wyznaczył dwóch wysokich rangą oficerów (jeden z nich zginął w Smoleńsku) do „koordynacji udziału d-ców w ceremonii”. Oraz pisemnie podziękował Prezydentowi za zaproszenie generałów i wyraził przekonanie, że „takie wzmocnienie polskiej delegacji podkreśli wagę obchodów i będzie dowodem szacunku, jakim Siły Zbrojne RP otaczają historię”. Sam się też zaprosił, ale ostatecznie, podobno z powodów rodzinnych, nie poleciał.
O zabranie parlamentarzystów, jak to określił „na wolne miejsca w samolocie”, także osobiście i pisemnie poprosił ówczesny Marszałek Sejmu – B. Komorowski. I zaraz, w dniu 5.03.2010r., na tę prośbę pozytywnie odpowiedział Szef Kancelarii Prezydenta – śp. Wł. Stasiak. Właśnie z jego pisma internetowi trolle wyłowili potoczne sformułowanie: „Kancelaria Prezydenta RP organizuje przelot samolotu specjalnego”. Tą fałszywką trolle szermują do dziś, próbując wykazać wbrew faktom, jakoby Kancelaria Prezydenta rzeczywiście organizowała ten lot i była za niego odpowiedzialna. A przecież, pomijając odmienny stan faktyczny, odpowiedź Min. Wł. Stasiaka była w innej sprawie i była skierowana do adresata nie zajmującego się sprawami organizacji.
Również nie na potrzeby Prezydenta dokonano w samolocie nieuprawnionej przebudowy trzeciej salonki na zwykły przedział pasażerski, zwiększającej liczbę miejsc dla pasażerów z 90-ciu do 100-tu. Przebudowano ją, bo trzy dni wcześniej z premierem Tuskiem tylko tym samolotem leciało łącznie 95-ciu pasażerów. Zaś lot z Prezydentem miał ich ogółem 88-iu, czyli liczba jego pasażerów mieściła się w podstawowej konfiguracji. I cały „bizantyjski orszak” Prezydenta, jak go określa kolejny ulubiony bon-mot trolli, leciał dwoma samolotami (Jak-40 przewiózł 14-tu dziennikarzy), a „skromną delegację” Premiera Tuska pomieszczono w czterech (Tu-154, Jak-40 oraz dwie CASA-y zabrały ogółem 191 pasażerów, nie licząc załóg).
W dniu 31 marca 2010r. dowództwo 36SPLT anulowało zamówienie na rosyjskich liderów, jacy mieli pilotom pomagać się porozumieć z obsługą lotniska. Anulację umotywowano tym, że piloci będą znać język rosyjski, ale niewątpliwym powodem były wprowadzone przez Premiera Tuska cięcia wydatków w MON. W latach 2009/10 te cięcia wyniosły łącznie ponad 2.2 miliarda zł, a wyjątkowo drastycznie dotknęły Siły Powietrzne, jak już po katastrofie ujawnił następny ich Dowódca.
Ponieważ tu znowu funkcjonuje kolejny bon-mot, jakoby jeden z prezydenckich ministrów miał powiedzieć, że „nie będzie Rusek mu się pętał po samolocie”, to warto przytoczyć jeszcze dwa ustalone przez Prokuraturę fakty. Pierwszy – że Kancelaria Prezydenta, zgłaszając zapotrzebowanie na dwóch liderów, jednocześnie zgłosiła gotowość pokrycia kosztów ich usługi. A mimo to liderów nie zamówiono.
A drugim faktem jest to, że Kancelaria Premiera na swoje cztery samoloty na dzień 7 kwietnia początkowo liderów w ogóle nie zamawiała. Dopiero 6 kwietnia, w przeddzień wylotu, kiedy okazało się że dwa z trzech zaplanowanych Jak-ów trzeba zastąpić wojskowymi CASA’mi, usiłowała zamówić dwóch liderów. Ale wówczas Rosjanie odmówili realizacji tak późnego zlecenia.
Gdy jesteśmy przy terminach – to raport Millera zauważył, że opóźnione w stosunku do wymagań Head było również samo zamówienie na loty dla delegacji Premiera Tuska w dniu 7.04.2010r. Jak też ustalono jeszcze, że załogi samolotów CASA poleciały nawet bez rosyjskich wiz. Natomiast zamówienia na loty w dniu 10.04.2010r. Kancelaria Prezydenta złożyła w terminie.
W podsumowaniu podanych faktów przede wszystkim uporządkujmy kwestię, „kto organizował”. Bo były cztery główne a odrębne elementy tej organizacji, którymi trolle i „słuszne media” szermują wymiennie, usiłując obciążyć nimi Prezydenta. Ale prawda jest inna:
Uroczyste obchody w Katyniu w dniu 10 kwietnia 2010 r. organizowała podlegająca Ministerstwu Kultury, a kierowana przez śp. A. Przewoźnika Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jakkolwiek są zastrzeżenia do jej komunikacji z Kancelarią Prezydenta, to same uroczystości organizowała bez zarzutu.
Uzgodnienia kwestii protokolarnych i logistycznych z Federacją Rosyjską, wykorzystania lotniska i pozyskanie o nim informacji, w tym sprawa najważniejsza, czyli notyfikacja dyplomatycznej wizyty Prezydenta w FR – były obowiązkiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. A tu mamy cały łańcuch zakulisowych gier; grania na czas, poniżania śp. Prezydenta wobec urzędników rosyjskiego MSZ (jak to w 2012 roku oceniła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga). W rezultacie w przewlekaniu tej notyfikacji min. R. Sikorski przekroczył granice absurdu.
Przygotowanie samolotu i załogi do lotu na lotnisko w Smoleńsku, zabezpieczenie logistyczne i kontrwywiadowcze, sprawdzenie lotniska, ochrona BOR, dopilnowanie przestrzegania przepisów i instrukcji, itp. – należały do wielu właściwych, podległych Rządowi instytucji i jednostek. Stymulować ich działania winien Koordynator, którym z urzędu był Szef Kancelarii Premiera, a sformułowane w raporcie Millera zarzuty odnoszą się właśnie do tych jednostek. I do samego Koordynatora, który, jak wynika z raportu, nie zrobił nic poza sprawdzeniem, czy o samolot jeszcze ktoś się ubiega.
I wreszcie element czwarty, którym była organizacja uczestnictwa Prezydenta w uroczystości. Czyli ustalenie rodzaju i harmonogramu jego wystąpień, ich oprawy, zabezpieczenie kwiatów i wieńców, zaproszenie towarzyszących mu gości. I sprawa tu najbardziej istotna, czyli zamówienie w wymaganym terminie u Koordynatora samolotu (samolotów) i przekazanie mu listy pasażerów. To wszystko należało do obowiązków Kancelarii Prezydenta, które wspomniana wyżej Prokuratura Okręgowa oceniła jako „prawidłowo wypełnione”. Za to komisja Millera zarzuciła jej uchybienie w postaci „braku określenia rodzaju ładunku” (mimo złożonej listy pasażerów!). Choć komisja przyznała też, że rodzaju ładunku nie podano również w zamówieniach na loty Premiera D. Tuska oraz że „poza złożeniem zapotrzebowania, Instrukcja Head nie nakłada na urzędy uprawnione do takiego transportu żadnych dodatkowych obowiązków”.
Ale w tym wypunktowaniu w raporcie „braku określenia rodzaju ładunku” widać, jak komisję Millera trzymał w garści posłuszny funkcjonariusz antyprezydenckiej kampanii, którym był jej polityczny przewodniczący – min. Jerzy Miller.
I tak oto ta dziwna gra między instytucjami państwowymi odpowiedzialnymi za realizację wizyty Prezydenta w Katyniu a jego pracownikami zaczęła się jeszcze w czasie przygotowań do niej, a tragiczna data 10 kwietnia wcale tej gry nie zakończyła. Przeciwnie, już po kilku dniach kampanię oszczerstw rozpętano jeszcze bardziej. A pierwszym elementem tej nekrofagowej kampanii był pamiętny bon-mot: „Do wyjaśnienia zostaje, kto ich do tego nakłonił”. Który puszczono w świat, gdy ciała Ofiar jeszcze leżały na miejscu tragedii.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale