Notka ta wzięła się z mojego zdumienia postawą środowiska feministycznego wobec zadziwiających oświadczeń Anki. Zdumiewających w świetle nauk gender. Bo przypomnijmy co głosi ta gender.
Po pierwsze gender głosi, że jakiekolwiek różnice między kobietą i mężczyzną sprowadzają się tylko i wyłącznie do różnic biologicznych, czyli do pierwszo i drugorzędowych cech płciowy. Co w języku bardziej komunikatywnym można sformułować następująco: kobiecość to jajniki i kuciapka, a męskość to jądra i ptaszek.
Po pierwsze gender głosi, że jakiekolwiek różnice między kobietą i mężczyzną sprowadzają się tylko i wyłącznie do różnic biologicznych, czyli do pierwszo i drugorzędowych cech płciowy. Co w języku bardziej komunikatywnym można sformułować następująco: kobiecość to jajniki i kuciapka, a męskość to jądra i ptaszek.
Po drugie gender głosi, że definiowanie jakichkolwiek innych różnic między kobietami a mężczyznami, to zabobon, opresja i zniewolenie kulturowe i społeczne kobiet.
Tymczasem Anka pytana o jajniki i kuciapkę ostentacyjnie odpowiada, że to nie ważne bo ona swoją kobiecość ma w głowie. Orzesz ty oszołomie chciałoby się zakrzyczeć, oczywiście będąc aktywną feministką. Ja nie jestem feministką, a tym bardziej aktywną jej odmianą, dlatego milczenie feministek wobec tak ostentacyjnie głoszonych zabobonów i antyfeminizmu silnie mnie bulwersuje. Tak silnie mnie to bulwersuje, że zdecydowałem się napisać ten tekst, plus to co poniżej.
Otóż Anka to przedstawiciel gatunku ludzkiego na tyle młody, że generuje jeszcze spore napięcie seksualne, które musi być rozładowywane. W sytuacji, gdy tego napięcia Anka nie rozładowuje za pomocą użycia heteroseksualnego mężczyzny, a wszystko wskazuje, że tak nie jest i być nie może, to Ance pozostaje tylko mężczyzna homoseksualny albo trzepanie gruchy. Czyli tak czy owak Antek a nie Anka.


Komentarze
Pokaż komentarze