Tytułem przypomnienia, bo młodsi mogą nie pamiętać. Gdzieś tak około 2005 roku, gdy Polacy w kurtkach musieli masowo wyjeżdżać do pracy w UK, polacy w płaszczach i pod wodzą czerskich zaczęli głośno i publicznie na łamach dawać wyrazy swojego oburzenia zachowaniem tych w płaszczach.
Poszło o to, że ci w płaszczach latali do Europy tymi samymi samolotami, co ci w kurtkach do pracy. Skutkiem tego ci w kurtkach i ci w płaszczach stali w tej samej kolejce do odprawy i siadali w pobliżu siebie w kabinach samolotów, a w tych kolejkach i kabinach ci w kurtach oddawali się swojemu ulubionemu zajęciu, czyli jedzeniu wędzonych kiełbas, co organizmy tych w płaszczach, odżywiające się na co dzień homarami i krewetkami, odbierały jako nieznośny smród.
Bardzo mnie wtedy dziwiło, co kulturalni ludzie w płaszczach, czyli Europejczycy pełną gębą, robią w kolejkach na pokłady tanich linii lotniczych, gdzie fotele są tak zagęszczone, że lata się w pozycji embrionalnej. Zastanawiało mnie dlaczego nie korzystają z usług Lufthansy albo chociaż LOT-u. Jedno co przychodziło mi do głowy , to to, że naszym Europejczykom po zakupie płaszczy nie starczało już na przeloty Lufthansą czy LOT-em. Ale to tłumaczenie jako zbyt trywialne i przyziemne ze wstrętem odrzuciłem.
Po niedługim czasie utyskiwania tych w płaszczach ucichły, co wytłumaczyłem sobie tym, że organizmy odziane w płaszcze przyzwczaiły się do zapachu jedzonych z metra kiełbas albo, że ci w kurtkach przerzucili się na homary i krewetki.
Spokój był do czasu kiedy w Warszawie wybudowali metro, z metra tego w miesiącach letnich zaczął korzystać Marcin Meller. Ten wielce kulturalny mąż poskarżył się na łamach krajowego wydania prasy światowej co następuje:
“Kiedy jadę metrem obok kolesi w koszulkach na ramiączkach, co samo w sobie jest obleśne w centrum miasta, a im tak wali spod tych pacholców, tak capi nieprzytomnie jak z kibli w dawnej bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, tych przy samym wejściu do świątyni czytania, które na dzień dobry atakowały niezapomnianym i absolutnie morderczym bukietem”.
Znowu zastanawia mnie wielce co prawdziwy Europejczyk, właściciel płaszcza i wypasionego Lexusa, gwiazda tv robi w metrze pośród Aborygenów w koszulkach na ramiączkach. Ja rozumiem, że na spotkanie w gronie kulturalnych Europejczyków, gdzie spożywane homary i krewetki popija się wykwintnymi winami, nie można pojechać Lexusem. Ale na Boga, w Warszawie są przecież taksówki z kierowcami w koszulach z rękawami, to prosty sposób na uniknięcie kontaktu zapachowego z kolesiami w koszulkach na ramiączkach.
Czyżby chodziło o to, że temu prawdziwemu Europejczykowi po opłaceniu raty lisingowej za wypasionego Lexsusa nie starcza już na taksówkę, bo tłumaczenia, że nie starcza też na paliwo na dojazdy do studia, nawet do siebie nie dopuszczam.
Inspirację do napisania tej notki znalazłem tutaj.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)