Las ten, to Shi Lin - zwany kamiennym, mam okazję zobaczyć dwa razy. Od mojej poprzedniej wizyty, las się nie zmienił, kamienne drzewa pozostały identyczne, majestatyczne... okolice tylko uległy zmianie. Przed laty miejscowy autobus z Kun Ming przyjeżdzał na mały dworzec, który dzisiaj się rozbudował, by pomieścić na swym peronie nawał turystów, dwie skromne kasy przerodziły się w nieskończenie długą linię okienek sprzedających wejściówki, których już nie kontrolują urocze dziewczyny z narodu SANI tylko banalne automaty.
Kun Ming - stolica prowincji Yun Nan - zwana miastem wiecznej wiosny, gdzie panuje przez cały rok łagodny klimat, leży na pólnoc o niespełna 120 km od Shi Lin. Miejsce to jeden z podziwianych cudów dziedzictwa naturalnego Yun Nan'u. Wspaniały zestaw skał wapiennych w różnych odcieniach szarości wymodelowanych deszczem, wiatrem i czasem czaruje wymagające oko widza. Obecność skamieniałych ciał zwierząt wodnych jest dowodem, że miejsce to było dawniej zanurzone w wodzie. Tym ukształtowanym cudom o przeróżnych formach przypisuje się wszelkiego rodzaju zabobony i legendy. Według jednej z wielu, Nieśmiertelnicy wyrzeźbili labirynt górski, ofiarowując go zakochanym jako kryjówkę dla ich miłosnych gier i uciech.
A uciechą mej wędrówki jest zaszycie się wewnątrz lasu wśród gościnnej miejszości Sani, która żyje w małej wiosce w gminie Lu Nan. Jest to mniejszość tybetańsko-birmańska z grupe etnicznej YI. Zbaczam z głównego szlaku, gdzie wszyscy pędzą i jak niewidzialny ochotnik królewskiej gwardii wyłaniam się spod ziemii. O zachodzie słońca i o pełni księżyca miejsce jest cudowne, szaro-jasne kamienne drzewa przybierają odcienie czarnej srebrzystej zieleni [kolor, któremu nadaję to miano]. W dzień wioska bije życiem, zwłaszcza w dniach targowych [środa i sobota] i wtedy to mój wzrok towarzyszy barwnej atmosferze. Uwielbiam być spektatorem tych gwarnych targowych spotkań, tylko w Azji mają one swoisty niezapomniany urok. Małe furmanki ciągnięte przez osły i koniki są pełne różnorodnych szlachetnych towarów, wiktuałów, owoców, warzyw i drobiu. Kobiety Sani ubrane w swe najpiękniejsze stoje zachęcają mnie do degustacji specjałów, króluje suszone tofu - rodzaj sera sojowego otrzymywanego w procesie koagulacji mleka sojowego i wszelkiego rodzaju zupy na bazie sojowego i ryżowego makaronu.
Powracam do mej leśnej wędrówki. Region ten emanuje wiele kamiennych lasów, których nazwami nie mam zamiaru nużyć mego Czylelnika. Przez 30 milonów lat region pokryty wodą za sprawą tektonicznych ruchów ziemii przerodził się w nizinny ląd. Podczas swej ewolucji kamienny las kiedyś dawno pokryty ognistą lawą, stłumiły wody jezior... taka to legenda świata...Ten dziwny las posiada bogate cechy morfologiczne, jego sekrety powstawały podczas unikalnej ewolucji, w czasie różnych okresów geologicznych tworząc zróżnicowaną topografię. Każda z nich jest wyjątkowa i charakterystyczna. Jak się wspaniale mawia "do wyboru i do koloru" można sobie wyobraźić i samemu w/g własnej interpretacji odczytać widziane cuda natury - kamienne pieczary i pagody, kontemplować arcydzieła matki-natury i dziękować jej za ten dar dla człowieka. Piękne krajobrazy, dziwne i srogie labirynty, różne kształty skał, zwierzęce, roślinne i ludzkie, niektóre z nich eleganckie, inne o chropowatym i drapieżnym wyglądzie, wszystkie jednak realistycznie prawdziwe.
Jaskinia Zhi Yun o prawie 3 km2 skupia w sobie stalagmity i stalaktyty podwodne, w środku mała wysepka, prawie jak w bajce, brakuje tylko księżniczki.
Spacer mój wśród skalistych szczytów dobiega końca. Wśród sugestywnych poetyckich nazw przypisywanym opowieściom i przesądom powracam w marzeniach do Kun Ming'u, gdzie życie bije innym rytmem.
zdjęcia:


Komentarze
Pokaż komentarze (4)