53 obserwujących
398 notek
477k odsłon
3072 odsłony

Ile kosztuje „efekt motyla” w poważnej polityce?

Wykop Skomentuj100

Interesuję się przyszłością, bo w niej spędzę resztę życia.
Ch. Kettering

image

Na początku krótki cytat: Edward Lorenz był pierwszym meteorologiem, który odkrył, że nie sposób zrobić dobrej prognozy pogody na dłużej niż kilka dni naprzód, bo równania opisujące stan atmosfery są chaotyczne. Lorenz obrazowo mawiał, że „nawet machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie.” W roku 1963 ukazała się jego praca, w której przedstawił swój powszechnie dziś znany układ trzech równań różniczkowych zwyczajnych, opisujący zjawiska atmosferyczne. Równania te pomogły mu pokazać, iż niewielka zmiana w jednym z punktów atmosfery może być przyczyną wielkich zmian w innym jej obszarze. Od tamtego czasu fakt, że niezwykle małe zaburzenia mogą prowadzić w rezultacie do rewolucyjnych zmian w różnych dziedzinach nauki, zwykło się nazywać efektem motyla. W naszym kontekście chodzi o wielką wrażliwość zachowania układów nieliniowych na niewielkie zmiany zadanych warunków początkowych. W odniesieniu do wielu innych zjawisk spostrzeżenie to potwierdził Stephen Hawking (m.in. w napisanej przystępnym językiem Krótkiej historii czasu). Dlaczego o tym wspominam?

Podobno gdybanie jest zajęciem godnym – z całym szacunkiem! – handlujących na rynku przekupek. Jednak w rzeczywistości  rozważaniami „co by było gdyby” interesują się nadzwyczaj poważni ludzie, od których zależy los tysięcy i milionów braci w gatunku. Jak bowiem inaczej nazwać grupy inżynierów z największych koncernów świata, których jednym z głównych zadań jest rozważanie i przygotowywanie scenariuszy na wypadek awarii elektrowni atomowych lub międzykontynentalnych statków powietrznych? A laboratoria pełne „autystycznych” naukowców, ślęczących dzień w dzień nad aparaturą i przeprowadzających niepojęte dla laików eksperymenty? Co sądzić o wbitych w mundury wysokich oficerach spędzających w odizolowanych od świata bunkrach godziny, dni i tygodnie nad grami wojennymi? Istotą pracy wszystkich wyżej wymienionych jest po prostu „gdybanie”. Kolejnym cechem, dla członków którego pierwszoplanowym zadaniem winno być „gdybanie” są… politycy. Aby nie być gołosłownym…

W ostatnich wyborach do Senatu RP koalicja rządząca uzyskała 48 mandatów (+ p. Lidia „na dwoje babka wróżyła” Staroń). Tym samym Zjednoczona Prawica utraciła większość w wyższej izbie parlamentu. W dwóch okręgach wyborczych, tj. nr 63 oraz nr 100, przegrana Zjednoczonej Prawicy dokonała się na jej własne życzenie. Wiem, to mocne słowa, ale takie są fakty.

Tryumfatorem wyścigu na fotel senatorski w tym pierwszym okręgu został S. Lamczyk (90 404 głosy), wspierany przez KO, .N i Zielonych. Drugie i trzecie miejsce zajęli odpowiednio D. Drelich (79 556), startujący z ramienia PiS oraz W. Bonkowski (23 181) stający w szranki jako kandydat niezależny. Szkopuł w tym, iż ten ostatni był senatorem mijającej wówczas kadencji  z ramienia PiS, wyrzuconym z partii za propagowanie w mediach społecznościowych wpisów o charakterze (rzekomo) antysemickim lub/i przemoc rodzinną. W efekcie władze ugrupowania postanowiły nie wspierać Bonkowskiego. Rzecz jasna miały do tego święte prawo, ale… Z jakiej przyczyny nie podjęły negocjacji z W. Bonkowskim o wycofaniu się z rywalizacji? Brak krystalicznego charakteru wśród polityków nie jest niczym ekstraordynaryjnym, a – jak sądzę – tenże kandydat dałby się nakłonić za odpowiednią cenę do rezygnacji;  a może wystarczyłoby odwołanie się do resztek sumienia… Tak się nie stało i kandydaci o podobnym profilu stoczyli bratobójczą walkę, uzyskując w sumie prawie 103 tysiące wskazań wyborców, czyli więcej niż reprezentant opozycji. To jednak on wyjechał do Warszawy na ul. Wiejską…

W okręgu nr 100, tj. na Pomorzu Środkowym, do rywalizacji stanęło również trzech kandydatów. K. Nieckarz z PiS, K. Berezowski (niezależny) oraz znany z zmiłowania do zagadnień melioracyjnych… S. Gawłowski. Dwaj pierwsi zdobyli w sumie ponad 89 000 głosów, a reprezentant opozycji 44 956 (33,67%). Co ciekawe, do zwycięstwa przedstawicielowi  Zjednoczonej Prawicy zabrakło… 321 głosów! Oznacza to, że powiedzonko o tym, że trzeci korzysta tam gdzie dwóch się bije, jest do bólu prawdziwe. Szkoda, iż również w tym przypadku środowiska wystawiające K. Nieckarza nie przeprowadziły efektywnych negocjacji z K. Berezowskim. Jak sądzę była na to spora szansa, gdyż ten niezależny kandydat znany jest jako społecznik prawdziwego zdarzenia, człowiek owładnięty ideą powstania w regionie centrum medycznego i który o sobie mówi tak: Moje poglądy są centrowe, staram się unikać wszelkich skrajności, jestem bardzo pragmatyczny w swoich poglądach. Wiem, że żeby działać na rzecz regionu, trzeba realizować swoje przekonania ale w oparciu o to, co jest tutaj możliwe do osiągnięcia. W moim przekonaniu istniały szanse na przekonanie zadeklarowanego pragmatyka merytorycznymi argumentami i… pragmatyką powyborczą.

W rezultacie zarówno w okręgu nr 63 jak i okręgu nr 100 mandaty senackie trafiły do przedstawicieli opozycji. Po upływie kilku miesięcy, podczas których organoleptycznie można było przekonać się - czym stała się wyższa izba parlamentu, należy zadać sobie niezwykle ważne pytanie: czy przeprowadzenie skutecznych negocjacji z wymienionymi kontrkandydatami reprezentantów Zjednoczonej Prawicy miało sens? Sądzę, ba, jestem przekonany, że trzeba było zapłacić nawet sporą cenę za to, by dziś nie ponosić gargantuicznych kosztów. Wszak widać wyraźnie jaki skutek dla polskiego życia społeczno-politycznego przyniosło niedocenienie drobnego „efektu motyla”, hen!, gdzieś tam na Pomorzu… Wygrywają S. Lamczyk i  S. Gawłowski, większość w senacie zdobywa opozycja, marszałkiem tej izby zostaje T. Grodzki, obstrukcja w procedowaniu ustaw, kołomyja z terminem wyborów… Szkoda. Wielka szkoda.



Wykop Skomentuj100
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka