53 obserwujących
396 notek
474k odsłony
1034 odsłony

„Bij Bosaka!”, czyli ocean szajby i kropla rozsądku

Wykop Skomentuj90

Emocje są jak dzikie konie i potrzeba wielkiej mądrości, by je okiełznać.
P. Coelho

image

Prawdę powiedziawszy nie miałem w planach pisania jakiejkolwiek notki przed niedzielnymi wyborami.  Zdawało mi się bowiem, że wszystko zostało już powiedziane, wojska przyszykowane, mowy bojowe wygłoszone i wystarczy poczekać na rozkaz: „do ataku!”.  Na bicie piany z wody szkoda czasu. Niestety – jak mawiał mój kolega – życie jest bogatsze od naszych wyobrażeń i o jednym ważnym zjawisku postanowiłem skreślić kilka zdań.

W ciągu kilku ostatnich dni jednym z głównych wątków przewijających się na S24 i właściwie całej "prawoskrętnej" części sieci jest wymiana ciosów pomiędzy zwolennikami A. Dudy i K. Bosaka. To na pierwszy rzut oka nieco zaskakujące, ale po krótkiej, acz rzetelnej analizie, wydaje się jakoś tam uzasadnione. Wszak polityka w systemie demokratycznym, to w głównej mierze zmagania o zagospodarowanie jak największej liczby wyborców, gdyż bez odpowiedniej ilości głosów partiom nie tylko nie uda się zająć ważnych foteli i zrealizować zamierzeń, lecz zwyczajnie mogą one na chwilę lub nawet na stałe spaść do ligi okręgowej albo w totalny niebyt. To oczywiście truizm, ale – odnoszę wrażenie – umykający percepcji znacznej części dyskutantów.

Idąc dalej trzeba zauważyć, że zarówno fani Zjednoczonej Prawicy jak i zwolennicy Konfederacji w znacznym stopniu wyznają podobny system wartości. Obu grupom daleko do „paneuropejskości”, akceptacji planów Nowego Porządku Świata, zgody na ograniczanie wolności osobistej, wzgardy dla tradycji, odrzucenia zasady solidaryzmu, zdania się na łaskę i niełaskę „starszych, mądrzejszych i silniejszych”… A jednak  spór trwa i jak się wydaje będzie się zaostrzał. To naturalne i (ze smutkiem) należy to zaakceptować. Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad jego intensywnością i zatracanie się w nim bez reszty. Niedzielne wybory to przecież nie koniec świata…

Niezwykle często osoby deklarujące oddanie swego głosu na obecnego prezydenta, w dyskusjach ze zwolennikami najmłodszego kandydata, sięgają nie tylko po liche „argumenty”, lecz również  po nieprzystojne inwektywy. Szczególnie wtedy, gdy pojawia się temat głosowania w II turze, która dla każdego rozsądnego obserwatora jawi się jako pewnik. Jak mniemam, impulsem inicjującym wzmożenie niechęci do stronników Konfederacji, były słowa J. Wilka o zaciśnięciu zębów i poparciu za dwa tygodnie warszawskiego ucznia Barucha Spinozy. Mówiąc otwarcie kolega Wilk nigdy nie robił na mnie dobrego wrażenia i o ile byłbym skłonny wyciągnąć go tonącego z morskiej toni, czy podać kromkę chleba, o tyle nigdy, przenigdy podczas wyborów politycznych nie kierowałbym się jego zaleceniami. Jestem przekonany, że w ten sposób ocenia tego człowieka olbrzymia większość ludzi sympatyzujących z prawą strona sceny politycznej. Wspominam o tym, bo odnoszę wrażenie, że salonowi komentatorzy nazbyt ulegli emocjom, a zupełnie zlekceważyli fakty. A cóż one mówią?

Dla zobrazowania istoty problemu pozwoliłem sobie skorzystać z uprzejmości znanego analityka zachowań wyborczych, czyli M. Palade. Rzecz jasna bez jego wiedzy, ale doświadczenie uczy, że p. Marcin, nie posiadający liczących setki osób zastępów współpracowników, potrafi dość trafnie „przewidzieć” wyniki elekcji. Udostępnione przezeń materiały zawierają coś jeszcze. Otóż, w II turze prawdopodobnie 35% głosujących w pierwszej odsłonie na K. Bosaka i chcących wziąć udział w dogrywce ma zamiar poprzeć R. Trzaskowskiego. Przyznam, iż to zaskakująco dużo. Osobiście przypuszczam, że taką deklarację złożyły przede wszystkim osoby sympatyzujące z „korwinową” frakcją Konfederacji. Z drugiej strony za dwa tygodnie obecny prezydent Warszawy może liczyć na wsparcie 60% wyborców Kosiniaka-Kamysza, 87% zwolenników Sz. Hołowni oraz 91% sympatyków R. Biedronia. To setki tysięcy, a nawet miliony ludzi, dzięki którym Trzaskowski nie stoi na straconej pozycji. Niestety…

I teraz najważniejsze. Przyjmując, iż frekwencja w II turze sięgnie co najmniej poziomu 60% (~18 300 000 wyborców), a sondaże wskazują, iż różnice w dogrywce mogą być minimalne, tj. mają oscylować wokół wartości 200, 100, a nawet tylko kilkudziesięciu tysięcy, to odrzucanie przez Zjednoczoną Prawicę wsparcia części prawicowego elektoratu jawi się jako bezmyślne samobójstwo. Jest przecież o co walczyć! Sięgając po dane zebrane i przeanalizowane przez M. Palade okazuje się bowiem, że K. Bosak zbierze ok. 1,2-1,3 miliona głosów. Z tego niemal 300 tysięcy ma zamiar poprzeć A. Dudę za dwa tygodnie. Pozostaje niemal 600 tysięcy obywateli, którzy z różnych powodów (i wcale nie z lenistwa!) chcą pozostać w domu.

Sądzę, że nie dostrzeganie tych potencjalnych „zasobów” w sytuacji, gdy z punktu widzenia zwolenników A. Dudy, ale również dla wielu przeciwników R. Trzaskowskiego, praktycznie każdy głos jest na wagę złota, to amatorszczyzna, przypominająca tę z ubiegłorocznych wyborów do Senatu RP. Pozyskanie choćby tylko 1/3 spośród 600 tys. zniesmaczonych obecną sytuacją wyborców K. Boska przez obóz wspierający A. Dudę, mogłoby przechylić szalę na korzyść obecnego prezydenta. Co jednak uczyniono aby tak się stało?

Wykop Skomentuj90
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka