59 obserwujących
430 notek
522k odsłony
1564 odsłony

Mińsk , Warszawa – wspólna sprawa?

Wykop Skomentuj100

Racja jest jak dupa, każdy ma swoją.
J. Piłsudski

image

Żal mi ludu białoruskiego. Nie, nie. Nie współczuję mu z dziesiątek powodów, które mogą wydawać się niezwykle ważnymi i o których debatują w mediach mądre głowy. Zamieszanie związane z niedzielnymi wyborami doskonale pokazuje, iż lud ten jest przede wszystkim zakładnikiem geopolityki. Można by o tym napisać tysiące słów, ale rzut oka na mapę Europy wystarczy aby zrozumieć w czym rzecz. Założę się nawet o sporą kwotę, że A. Łukaszenka spoglądał na nią mnóstwo razy i wyciągnął z geopolitycznych faktów ważne wnioski, pozwalające uprawiać mu swoisty taniec na linie.

Dziś, właściwie żadnej poważnej sile na Zachodzie nie zależy na zmianie stosunków w Mińsku. Najpewniej z jakimś umiarkowanym zadowoleniem Zachód przyjąłby otwarcie rynku białoruskiego dla różnego rodzaju koncernów i banków czy umożliwienie penetracji ideologicznej, ale tego rodzaju przewartościowanie wzbudziłoby niezadowolenie i zdecydowaną reakcję Moskwy. Ta bowiem nie może sobie pozwolić na to aby stracić – nawet kapryśnego – sojusznika i w dalszej perspektywie obserwować oddziały NATO w pobliżu Smoleńska. A jeśli tak, to najpoważniejsi menadżerowie i politycy urzędujący w zachodnich stolicach muszą zadać sobie pytanie: czy potencjalne biznesy z demokratycznym Mińskiem są w stanie zrównoważyć utratę korzyści płynących z poprawnych stosunków z Rosją? Odpowiedź wydaje się oczywistą!

Brak reakcji władz UE oraz poszczególnych europejskich rządów (poza apelem prezydentów Polski i Litwy) pokazuje doskonale jak wielką estymą darzą one de facto demokrację, prawa człowieka i obywatela oraz wynoszoną pod niebiosa praworządność. Trzeba zatem założyć, że jeśli nawet pojawią się protesty, to ograniczą się one do marszczenia brwi i „wrażania głębokiego zaniepokojenia”. Tyle.

Wydaje się zatem, iż dalszy rozwój wydarzeń na Białorusi zależy niemal wyłącznie od samych obywateli tego kraju. Podkreślę „niemal wyłącznie”, gdyż na sprawę białoruską trzeba spojrzeć w bardzo szerokim kontekście. Otóż, rywalizacja o światowy prymat rozgrywa się na wielu polach. Jednym z nich może być Białoruś. Jeśli Amerykanie, zmagający się z rosnąca potęgą Chin, uznają, iż nie mogą w tej rozgrywce szukać wsparcia w Moskwie, to z pewnością nie zawahają się udzielić pomocy siłom opozycyjnym wobec A. Łukaszenki. W jaki sposób?

W ciągu ostatnich  kilku dziesięcioleci byliśmy świadkami upadku sporej liczby reżimów. Dokonywało się to według różnych scenariuszy. Z jednej strony Polska i Czechosłowacja, a z drugiej Rumunia i Libia. Trzeba założyć, że obecny prezydent Białorusi bacznie obserwował rozwój minionych wydarzeń i pamięć mu jeszcze nie szwankuje. Dlatego wie, że wobec narastającego kryzysu musi zachować chłodny umysł. O ile jeszcze go na to stać. Bo jeśli nie… Załóżmy jednak, że tak jak wielu dyktatorów dba głównie o własny interes i każdego wieczoru przegląda stan swych szwajcarskich kont. W takim przypadku ma do wyboru trwanie na stanowisku i tłumienie niezadowolenia albo pójście na kompromis.

W przypadku wybrania pierwszej opcji niezbędnym jawi się poparcie ze strony Rosji. Ta ostatnia na pewno nie pozostanie bierna i takiej pomocy będzie gotowa udzielić. Ale… Nie znamy uwarunkować i układów panujących w elicie białoruskiej władzy. Należy przyjąć, że nie jest ona monolitem i tworzy liczne koterie. Świadczą o tym chociażby czystki na najwyższych szczeblach administracji przeprowadzane co jakiś czas przez A. Łukaszenkę.  Ta z roku ubiegłego też nie była przypadkowa i – najpewniej – nie dokumentna. Dlatego nie można wykluczyć scenariusza, w którym (z inspiracji zewnętrznej) część służb specjalnych lub/i sił zbrojnych wypowie posłuszeństwo prezydentowi i stanie po stronie zrewoltowanego społeczeństwa.  Oczywiście uzbrojone jednostki wcale nie będą musiały zasilać szeregów demonstrantów i wymierzać broni w kierunku pałacu prezydenckiego. Wystarczy „szczera rozmowa” reprezentantów resortów siłowych z prezydentem, który otrzyma do wyboru: los W. Janukowycza lub N. Ceaușescu.

Jak rozwinie się sytuacja u naszego sąsiada? Trudno przesądzać. Wydaje się jednakowoż, że zbliża się do punktu krytycznego. Osobiście, jako człowiek przywiązany do tradycji i wartości Rzeczypospolitej, życzę Białorusinom wyboru dobrej drogi  i zrealizowania aspiracji. Jako Polak, pamiętam jednak o jeszcze jednym…

Z naszej perspektywy są to wydarzenia ważkie; żeby nie powiedzieć o znaczeniu fundamentalnym. Lecz co ważne, nie mamy gwarancji, że pójdą one w kierunku korzystnym dla Rzeczypospolitej, bo upadek czy też dymisja A. Łukaszenki może w dłuższej perspektywie przynieść nam sporo kłopotów. Jakich? Czy pamiętamy casus Rolandasa Paksasa pełniącego na Litwie urząd premiera i prezydenta? Okazało się, że człowiek ten w wyniku demokratycznych wyborów obejmował najwyższe urzędy w państwie litewskim, a był przecież  gangsterem i reprezentantem interesów rosyjskich! Jedynie determinacja Litwinów umożliwiła jego impeachment w 2004 roku. Któż zapewni nas, iż miejsca Łukaszenki nie zajmie demokratycznie wybrany ale całkowicie posłuszny Kremlowi człowiek Moskwy? Czy w takim przypadku mieszkańcom Białorusi starczy sił na odparcie tego rodzaju zagrożenia?

Jakby nie było polskie władze muszą oceniać sytuację na wschodzie realistycznie i reagować na nią bez romantycznych uniesień. Żyjemy w bardzo ciekawych czasach…


PS  Tym, którzy na Białorusi pamiętają o naszej dawnej wspólnocie, z wyrazami sympatii dedykuję...




Wykop Skomentuj100
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka