67 obserwujących
482 notki
608k odsłon
8010 odsłon

Program duetu Biden-Harris, czyli wrażenia nie wyssane z palca

Wykop Skomentuj175

Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego
Jezus z Nazaretu

image


Przyznam się bez bicia, że wiedzę na temat głównych aktorów spektaklu rozgrywającego się na naszych oczach za Oceanem czerpałem dotąd z enuncjacji prasowych, wywiadów i wystąpień telewizyjnych oraz innych źródeł pośrednich. Nadszedł jednak moment rozstrzygnięcia i poczułem przemożną chęć zapoznania się z programem zwycięzców amerykańskiej elekcji. Po pierwsze z ciekawości, a po drugie – w pewnym sensie – z konieczności dziejowej. Ponieważ, tak czy siak, „tsunami” zaistniałe kilka tysięcy kilometrów od Polski dotrze do nas w postaci mniejszych lub większych fal. To truizm, ale nie szkodzi o tym przypomnieć.

Z tej przyczyny poświęciłem nieco czasu, aby przewertować zasoby Internetu pod kątem pogromców pana Donalda, ze szczególnym uwzględnieniem oficjalnych propozycji działań, sformułowanych przez sztaby pana Józefa i pani Kamali. I proszę mi wierzyć -  nie żałuję. Każdy, kto chciałby przekonać się o tym co czeka Stany Zjednoczone (a pośrednio niemal cały świat) pod rządami wspomnianego duetu, powinien… Co tam! Musi!, pójść tą samą ścieżką. Rzecz jasna, zamieszczone w sieci materiały są na razie jedynie pewną deklaracją, ale można przyjąć, że przynajmniej część obietnic i zamierzeń zostanie zrealizowanych. Od razu zaznaczę, iż nie będę silił się na przywoływanie i analizę poszczególnych elementów programu reprezentantów Partii Demokratycznej, lecz podzielę się tylko osobistymi odczuciami z lektury przeczytanych dokumentów.

Wbrew potocznym opiniom, dominującym wśród konserwatystów czy tradycjonalistów (ogólnie – prawicy) oraz znacznej części centrowego polskiego elektoratu, program pary Biden-Harris zawiera całkiem sporo elementów, które mogą się podobać. I nie tylko im, lecz również wszystkim zdroworozsądkowym ludziom pod każdą szerokością geograficzną. Zreformowanie polityki podatkowej i uproszczenie poboru danin, wspieranie osób starszych i weteranów, uproszczenie procedur związanych z dostępem do służby zdrowia, usprawnienie funkcjonowania rządu i jego agend, przegląd jakości funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, wzmocnienie inwestycji w infrastrukturę, ograniczenie szaleństwa outsourcing, wspomożenie krajowych inwestorów w procesie tworzenia nowych miejsc pracy i innowacyjności, podniesienie poziomu nauczania w szkołach elementarnych oraz… I tu zaczynają się schody!

Biden i Haris co rusz przywołują pojęcie „amerykańskie wartości”. Brzmi to nieźle i trudno się czepiać. Problem w tym, że autorzy manifestu nie wyjaśniają – de facto - co rozumieją pod tym pojęciem. To znaczy, coś tam wspominają, ale jest to tak obłe, że powiedzieć: sztampa i bla bla, to zbyt mało. Jako że uparciuch ze mnie, starałem się samemu dociec o co chodzi. I… poległem. Nic i nigdzie! Konia z rzędem temu, kto byłby w stanie wyłuskać z dziesiątek stron materiałów satysfakcjonującą definicję dot. „amerykańskich wartości”. Nie oznacza to jednak, że zainteresowany pozostaje całkowicie bezradny.

Odniosłem wrażenie, że ta część programu p. Józefa i p. Kamali, o której wspomniałem wyżej, jest swoistego rodzaju „lepem na muchy”, czyli na tych, którzy nie pozbyli się jeszcze resztek zdrowego rozsądku i byli potrzebni do przeważenia szali zwycięstwa na korzyść kandydatów Demokratów. Uważam tak, gdyż znacząca większość planów  bohaterów notki to zbiór awansów wobec grup, społeczności i lobby z rodzaju wybitnie kontrowersyjnych, żeby nie powiedzieć totalnie destrukcyjnych. Ktoś może nawet powiedzieć, że zostały one opracowane na podstawie podręcznika dla małego komunisty lub propagatora NWO i wcale się nie pomyli. Oczywiście, deklaracje marksistowsko-leninowskie miały charakter brutalny i jednoznaczny, taki  w sam raz dla pojęciowych troglodytów, a plany duetu Biden-Harris są przy nich niczym langwedocka poezja przy rymach częstochowskich, ale w swej istocie chodzi o to samo. Dlaczego tak sądzę?

Wielu z nas pamięta, iż władza komunistów była tak naprawdę dyktaturą mniejszości. Tu nie powinno, a nawet nie może być sporu. W procesie dochodzenia do władzy rewolucjoniści spod czerwonego sztandaru skorzystali wprawdzie z pomocy ludzi środka, lecz bardzo szybko podziękowali im za pomoc po barbarzyńsku. Oparli się za to na „proletariacie”, którego rolę przejęły dziś wszelkie mniejszości. Nie tylko etniczne ale także kulturowe, seksualne, religijne, obyczajowe, rasowe itd. Ta metoda nie została porzucona i jak widać nowi gospodarze Białego Domu (wraz ze swoim otoczeniem) całkiem wyraźnie nawiązują do tej tradycji.

Prezydent-elekt Biden oraz wiceprezydent-elekt Harris, swoje plany nakreślili bez fałszywej skromności i bez ściemniania. Odwołali się bowiem do oczekiwań tej części mieszkańców USA, która - słusznie lub nie - czuje się niedowartościowana i pała żądzą zemsty na systemie stworzonym (a jakże!) przez szowinistycznych białych potomków europejskich chrześcijan. Przesadzam? A skąd!

Wykop Skomentuj175
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka