78 obserwujących
542 notki
735k odsłon
  1332   10

Historia lubi się powtarzać albo o tym jak Bolesław Krzywousty „konstytucji” bronił

Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności odwaga.
Tukidydes

image

Wyobraźmy sobie sytuację, w której stworzyliśmy wspólnotę mieszkaniową i dzięki temu ruchowi upiększyliśmy nasze otoczenie, zoptymalizowaliśmy koszty utrzymania budynku i podnieśliśmy zdolności negocjacyjne wobec poddostawców. Było fajnie. Miód, malina, fiołki… Pewnego dnia, część członków wspólnoty wpadła na zadziwiający pomysł i postanowiła urządzić życie pozostałym według własnej sztancy. Zaczęły się zatem pojawiać nakazy, zakazy i procedury według których wszyscy członkowie wspólnoty winni postępować. Zrazu na tzw. przestrzeni wspólnej. A potem… Najbardziej zagorzali nowinkarze bez pukania poczęli włazić do naszych mieszkań i wydawać polecania dotyczące umeblowania, rodzajów posiłków, czasu ablucji, sposobu spędzania wolnego czasu, posiadania ilości i rodzaju „braci mniejszych”, korzystania z samochodu…  Hmm… Mogę założyć się o wszystko, iż na takie dictum większość z nas zareagowałaby alergicznie. Niektórzy, nie bacząc na pozycje i rodzaj używanego przez nich perfum, bez owijania w bawełnę i patrząc prosto w oczy delegacji „reformatorów” sprzedaliby im kopa i dołożyli kilka grubych słów na do widzenia. Tak czuje i działa homo sapiens. Normalny homo sapiens. Rzecz jasna znaleźliby się i tacy, którzy wspomniane polecenia przyjęliby potulnie, a może nawet z radością. Wszak postęp über alles! Więcej nawet! W łonie poszczególnych rodzin pojawiłaby się niejedna czarna owca gotowa kolaborować z intruzami. Tak. To pozornie jedynie taka sobie historia. Problem w tym, że w takiej sytuacji znajduje się dzisiaj nasz kraj. Muszę podkreślić, że tak naprawdę nie jest to niczym nowym. Takie sytuacje zdarzały się w naszej historii nie raz i nie dwa. Przykład?


Na przełomie XI i XII w., czyli wtedy gdy Polska dopiero się kształtowała, odchodzący z tego świata książę Władysław Herman, na prośbę  o wyznaczenie następcy, miał wypowiedzieć takie słowa:

Moją jest wprawdzie rzeczą, jako człowieka starego i słabego, podzielić między nich królestwo i sądzić o tym, co jest teraz; lecz jednego wywyższyć nad drugiego lub też dać im zacność i mądrość to nie jest [już] w mej możności, lecz w mocy Boskiej. To jedno natomiast pragnienie mego serca mogę wam odsłonić, iż życzę sobie, byście po mojej śmierci wszyscy jednomyślnie posłuszni byli roztropniejszemu [z nich] i zacniejszemu w obronie kraju i w gromieniu wrogów. Tymczasem zaś tak, jak podzielone zostało między nich królestwo, niech każdy dział swój dzierży. Po śmierci mojej atoli Zbigniew niechaj ma Mazowsze wraz z tym, co obecnie posiada, Bolesław zaś, prawy syn mój, niech obejmie główne stolice królestwa we Wrocławiu, w Krakowie i w Sędomirzu. Na koniec zaś, jeśliby obaj nie byli zacni lub jeśliby przypadkiem niezgoda ich rozdzieliła, to ten, który by do obcych przystał ludów i sprowadził je dla zniszczenia królestwa, niechaj pozbawiony władzy straci prawo do ojcowizny; ów zaś niech tron królestwa na wieki prawnie posiędzie, który lepiej będzie się troszczył o sławę i pożytek kraju.

Wprawdzie nie mamy pewności czy stojący nad grobem polski władca naprawdę wyraził swą ostatnią wolę w ten  sposób, ale nie ulega wątpliwości, iż w ówczesnych nadwiślańskich  elitach (przynajmniej w przeważnej ich części) panowało takie właśnie przekonanie. Uznano, iż ten kto dla rozstrzygnięcia sporów wewnętrznych sięga po pomoc zagranicy (Zbigniew) jest godny potępienia i nie wart wsparcia. Wybrano zatem Bolesława. Mówiąc krótko: pragnienie życia według zasad stanowionych przez samych  mieszkańców Polski, trzymanie na dystans obcych i przywiązanie do rodzimej tradycji było niezwykle ważnym faktorem w rozumieniu naszych antenatów. Ten naturalny pogląd w bardzo krótkim czasie zderzył się z ideami panującymi poza granicami Polski. Nasz zachodni sąsiad miał zupełnie inne spojrzenie na kwestie relacji międzynarodowych. Niemiecki cesarz, ufny w potęgę Sasów, Bawarów, Franków, Turyngów, Fryzów, Alzatczyków i pozostałych plemion germańskich, był przekonany, iż wschodnie dzikusy winni wsłuchiwać się w jego słowa z nabożnym lękiem i w trymiga realizować cesarskie polecenia. Tym bardziej, że znalazł pretekst, pod którym postanowił urządzić życie Polakom, a przy okazji zneutralizować i osłabić wschodniego sąsiada. W związku z powyższym  „zalecił” zasiadającemu na książęcym stolcu Bolesławowi następujące postępowanie:

Dlatego winieneś albo przyjąć z powrotem brata swego, oddając mu połowę królestwa, a mnie płacić rocznie 300 grzywien trybutu, lub tyluż rycerzy dostarczyć na wyprawę, albo ze mną, jeśli czujesz się na siłach, podzielić mieczem królestwo polskie.

Trzeba powiedzieć, że Niemiec źle trafił. Rządy nad Wisłą po swym ojcu przejął bowiem prawdziwy „lew”. Człowiek brutalny i pozbawiony skrupułów ale jednocześnie dzielny, utalentowany, waleczny i niezwykle inteligentny. Nie zważając na majestat cesarski odpowiedział:

Lubię to! Skomentuj58 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura