92 obserwujących
619 notek
894k odsłony
  4309   6

Słowiańska krew i germańska buta, czyli wybuchowy kogel-mogel

Warto podkreślić, iż według znawców zagadnienia około 60%-70% dzisiejszych mieszkańców wschodnich Niemiec wywodzi się z rodu słowiańskiego. To głownie potomkowie zgermanizowanej szlachty i chłopstwa. Mieszczaństwo natomiast to Niemcy. Przybysze z Saksonii, Westfalii, Nadrenii, Fryzji i Turyngii. Dzięki sile gospodarczej i kulturowej (przy współudziale stosunkowej nielicznej warstwy rycerstwa pochodzenia niemieckiego) w ciągu kilku wieków ze słowiańskiej Połabszczyzny nie pozostało prawie nic. Prawie, bo nieliczna, licząca kilkadziesiąt tysięcy osób, mniejszość serbsko-łużycka, przetrwała do dziś, choć jej los wydaje się przesądzony. Po co o tym wspominam?

Otóż gdy spojrzymy na mapę obrazującą rozrost terytorialny Brandenburgi, a potem Prus, to musi rzucić się w oczy to, iż oba organizmy napasły się i wyssały energię z terytoriów słowiańskich. Sam rdzeń Brandenburgii (czyli tzw. Białaziemia) to obszary zamieszkane we wczesny średniowieczu przez naszych językowych pobratymców. Potem Brandenburgia „zjadła” kraj Stodor, Wendland, Meklemburgię, tzw. Nową Marchię, Pomorze… A Prusy dzięki sprytowi władców i potędze militarnej wchłonęły Śląsk, Wielkopolskę, Pomorze Gdańskie, Kujawy, Podlasie, centralną Polskę, a nawet  - na pewien czas - Warszawę… Według znawców tematu podczas wojny prusko-francuskiej (1870-71) ponad 40% wojaków w armii przyszłego kajzera to byli… Polacy.

image

Wniosek jaki można wyprowadzić z przywołanych wydarzeń nie jawi się jako optymistyczny. Okazuje się bowiem, że brutalna siła zastosowana przez władców, biskupów i rycerstwo niemieckie doprowadziła do zaniku słowiańskości na wielkich obszarach Europy. Sam zadawałem sobie pytanie: dlaczego? I – jak sądzę - znalazłem odpowiedź. Czynników decydujących o takim rozwoju wydarzeń było kilka. Po pierwsze, likwidacja warstw przywódczych. Fizyczna i poprzez korupcję. Po drugie, siłowe i barbarzyńskie stłamszenie tradycji słowiańskiej. Tak na przykład żyjący na przełomie XI/XII w. kronikarz, Helmold z Bozowa, wspominał: „przeto Guncelin, rządca zamku, mąż dzielny i sługa księcia [Henryka Lwa], polecił swoim, że skoro tylko spostrzegą kogokolwiek ze Słowian idących bocznymi drogami bez usprawiedliwionej przyczyny, żeby takich chwytali i natychmiast wieszali”. Ponadto, każdy kto chciał wstąpić w szeregi mieszczaństwa musiał porzucić swoją tradycję. Stworzono nawet odpowiednie prawa. Tak na przykład w Schwerinie, Stralsundzie, miastach brandenburskich i pomorskich (np. w Słupsku i Koszalinie) nikt, kto używał na co dzień mowy słowiańskiej, nie mógł wstąpić do cechu, a nawet zakupić jakiejkolwiek nieruchomości w mieście.

Niemcy tak naprawdę nie wybili do nogi naszych pobratymców zza Odry, ze Śląska i Pomorza. Po prostu złamali im kręgosłupy. I – o paradoksie! – na tym sporo zyskali. Gdy sięgam do relacji z pierwszej połowy XVIII stulecia i stwierdzam, iż mniej więcej połowa rekrutów z oficerskich szkół pruskich deklarowała się jako Polacy lub „Wendowie”, to czuję umiarkowaną dumę. Dumę, która rozpryskuje się bardzo szybko, bo sukcesy odniesione przez Berlin w wojnach drugiej połowy tego samego wieku, doprowadzają do tego, że podobne deklaracje świadomościowe gdzieś nikną i 95% kandydatów na oficerów utożsamia się z Prusami. Krótko mówiąc słowiańska tożsamość rozpuszcza się w kotle pruskiej germańskości. Tej germańskości, która stała się świetlistym idolem i doprowadziła do eskalacji zbrodni rzadko spotykanych w dziejach świata. Wniosek?

image

To zadziwiające, ale gdy przewertujemy karty historii Niemiec, to naszym oczom ukażą się bardzo symptomatyczne znaki. Okazuje się bowiem, że potęga Prus, a więc państwa, które tak naprawdę było inicjatorem rozbiorów Rzeczypospolitej, zjednoczyło Niemcy i wypowiedziało kilka razy wojnę całemu światu, wyrosła na podglebiu słowiańskim. To melanż germańskiej buty i siły, słowiańskiej umiejętności dostosowywania się do warunków zewnętrznych oraz zapiekłej nienawiści do obcych, doprowadził do sytuacji dzisiejszej. Bez epizodu zasymilowania żywiołu słowiańskiego „Germania” byłaby bytem groźnym, ale absolutnie możliwym do spacyfikowania. Potencjał ludnościowy Germania Slavica, jej zaskorupiony konserwatyzm, wrogość wobec świata zewnętrznego, podlany „sosem” saskiej żądzy grabieży i szukania szczęścia oraz zamożności kosztem innych ludów, doprowadziły do powstania w środku Europy ośrodka, który wczoraj, dziś i jutro był, jest oraz będzie zagrożeniem dla swoich sąsiadów. Kto tego nie widzi, naraża się odebranie lekcji historii na własnym grzbiecie. Chyba, że jest odpowiednio zadaniowany i bez obiekcji wchodzi w buty dawnych kunktatorskich załabskich pobratymców.  W takim przypadku wcale mi go nie szkoda. Niech nie zapomina tylko o hicie, znanego u naszych zachodnich sąsiadów zespołu, który o nas (wszystkich!) śpiewał tak: „Jak ja tego gównianego narodu nienawidzę.”

------------------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Lubię to! Skomentuj155 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura