92 obserwujących
604 notki
862k odsłony
  219   1

Weekend z pociechami w kinie? A może „Sing 2”?

Najbardziej straconym dniem jest ten, w którym się nie śmiałeś.
N. Chamfort

image

Dzwonek do drzwi. Otwieram.
- Hejka, dziadek!
- Czółkiem, Młody!
- Co będziemy robić?
Khm… No właśnie. Ogród zoologiczny? Za oknem wstrętna szaruga. Gra w „statki”? Ostatnio wspólnie posłaliśmy na dno całą Kriegsmarine i znaczną część Floty Bałtyckiej. Odpada. Dać mu zarobić „dychę”? Niedawno czyścił szyby w aucie…
- Młody, masz jakąś książkę w plecaku?
- Yyy… Zapomniałem.
Akurat. Kłamać jeszcze nie potrafi i od razu widać, że celowo „zapomniał”, bo liczył na udostępnienie mu mojego kompa i wtopienie się w świat dziwacznych gierek. Eureka!
- Słuchaj, jeśli pomożesz mi złożyć pranie to możemy pojechać… do kina.
- Taaak!
- Wypijesz za chwilę herbatę z miodem i będziemy cisnąć do miasta.
Pojechaliśmy.


Kolejka niezbyt długa. Głównie tatusiowie i mamusie z rozbrykanymi pociechami. Krok do przodu. Stoimy. Krok do przodu. Teraz wybór.
- Ooo! Może na to?
Młody wskazał palcem na jeden z rozwieszonych plakatów. Kurde, tylko nie to. Nie wiem czy to wynik procesów chemicznych zachodzących w mojej głowie, czy coś innego, ale od dłuższego czasu nie potrafię zdobyć się na ogląd przygód facetów w rajstopach. Po prostu nie mogę! Skręca mnie w dołku, gdy ucharakteryzowany operetkowo gość zatrzymuje jedną ręką cały pociąg, w ciągu sekundy przemierza Układ Słoneczny, urywa bez wysiłku nogę olbrzymowi z obcej galaktyki albo strzela promieniami lasera z oczu.  Jeśli już, to spośród superbohaterów akceptuję Neesona, Washingtona i – ewentualnie – starego, dobrego Lindę. Problem w tym, że nie przyszedłem tu dla siebie… Co zrobić?
- Młody, a ty nie boisz się „myszów”?
- Co ty, dziadek? Franek ma dwie, takie fajne…
- A „motylów”?
- Przecież wiesz, że lubię.
- No, a pająki?
- Łeee… Fuj!
- No widzisz. A ten film jest o takim wielgaśnym pająku.
- Wiem.
- Ale nie wiesz, że ja też pająków nie teges.
- Hmm…
Wyczuwając szansę zaproponowałem alternatywę. Przygody grupy kolorowych i już na pierwszy rzut oka sympatycznych zwierzaków. Jeśli mam tu cierpieć, to niech ból będzie do zniesienia.
- Idziemy na to?
- … A kupisz mi prażynki?
Kupiłem. Weszliśmy. Siedliśmy.


Reklama, reklama, zwiastun. Potem: reklama, reklama, zwiastun, Reklama, reklama… Uff! Film zaczął się z przytupem. Było głośno, kolorowo, rytmicznie. Dialogi żwawe i dowcipne, akcja wartka, piosenki miłe dla ucha, animacja pierwsza klasa, scenariusz, który mógłby być wzorcem dla wielu nadwiślańskich twórców z ambicjami. Sam pomysł, aby bajkowe postacie ubrać w kostiumy zwierzaków - trafiony! Godne podkreślenie, że autorzy doskonale sformatowali charaktery poszczególnych bohaterów i w niektórych przypadkach pokusili się o spore niespodzianki. Mamy więc nieśmiałą i obdarzoną cudownym głosem… słonicę, złego (oczywiście!) i obrzydliwie bogatego wilka, mocarne i odważne goryle, głupkowatego, lecz w zasadzie poczciwego byka, dobroduszną i upartą jeżozwierzycę, nieco zakompleksioną ale niewątpliwie dzielną matkę-świnkę… Aha! Do tego elegancki dubbing. Naprawdę wielkie brawa. Wszystko to jednak przyćmiła jedna postać…


Gdy na ekranie pojawiła się Panna Crawly… wymiękłem. Ta leciwa samica iguany od pierwszej chwili skradła mi serce i podrażniła obszary mózgu odpowiedzialne za przyjemność. Każde kolejne pojawienie się na ekranie prawej ręki głównego bohatera było dla mnie niczym orgia wesołości. Najpierw uśmiechnąłem się delikatnie. Potem… A później się zaśmiałem, naśmiałem, uśmiałem niczym przysłowiowa norka. Ostatni raz przeżyłem tego rodzaju doznania w trakcie oglądania pierwszej części „Kac Vegas”.  Nie będę zdradzać szczegółów, ale perypetie związane z poszukiwanie przez Pannę Crawly dawnej gwiazdy zwierzęcej estrady to prawdziwa perełka. Dodam, że miałem obawy, iż moja wesołość na filmie dla dzieci do lat dwunastu spowoduje, iż obecni na sali dorośli uznają mnie za [tu proszę wpisać dowolny epitet] i głośno będą pukać się w czoło. Ale nie! Radosna atmosfera udzieliła się wielu. Zarówno dawnym, dawnym, dawnym absolwentom szkól podstawowych jak i zgromadzonym małolatom.


„Sing 2” to klasyczna opowieść motywacyjna. Życiowe trudności, niespodziewane przeszkody, zła wola otoczenia, zazdrość, zachwianie wiary w siebie… To wszystko jest naturalne. Trzeba o tym wiedzieć i nigdy się nie poddawać, bo spełnienie marzeń – choć trudne – leży w naszym zasięgu. A do tego Panna Crawly… Gdyby miał taką możliwość, to natychmiast nominowałbym tę iguanicę do Oskara w kategorii „rola drugoplanowa”. I przypuszczam, że moja faworyta byłaby w tym wyścigu tzw. czarnym koniem.


Półtorej godziny minęło jak z bicza strzelił. Nie zadziało się nic, z czego musiałbym się tłumaczyć Młodemu (np. przymknięcia oka podczas projekcji). Zauważyłem, że podobnie odebrali pokaz pozostali dorośli, którzy z uśmiechem opuszczali kinową salę. No i najważniejsze… Spędziłem udanie czas z własnym wnukiem, który jeszcze długo po projekcji przywoływał obrazy z obejrzanego wspólnie filmu. Mogę powiedzieć z czystym sercem, że był zadowolony. A ja… Przyznam się bez bicia: chyba nawet bardziej.
Polecam.


---------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura