93 obserwujących
650 notek
967k odsłon
  568   3

O dwóch profesorach. Czy Roszkowski i Sadurski w jednym stoją domu?

Amor patriae nostra lex

image

Z prof. Wojciechem Roszkowskim „znam” się od dawna. Tak gdzieś od końca lat osiemdziesiątych. To znaczy poznałem go wtedy, gdy pod pseudonimem Andrzej Albert napisał „Najnowszą historię Polski”. Pamiętam jak stałem się szczęśliwym posiadaczem tej bezdebitowej książki (w kilku tomach) i z wypiekami na twarzy zaczytywałem się nią bez umiaru. Muszę przyznać, że dla człowieka wchodzącego w dorosłość i miłującego Panią Historię była to prawdziwa uczta. Moją uwagę zwrócił znamienny fakt, iż autor pracy żyje nad Wisłą, a nie gdzieś hen, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami. W kolejnych latach zapoznałem się z innymi pracami Profesora, wysłuchał kilku jego prelekcji, widziałem jak i w jaki sposób angażuje się w życie społeczne, słyszałem co mówi o kraju, w którym żyje i ludziach go zamieszkujących. Generalnie – szacunek. Tak się złożyło, że całkiem niedawno napisał podręcznik do przedmiotu „Historia i Teraźniejszość” i się zaczęło… Muszę otwarcie przyznać, iż zawartość wspomnianej pomocy naukowej nie jest mi znana w całości, ale kontrowersyjne fragmenty znam niemal na pamięć. Z tego powodu… nie zaskoczyła mnie fala krytyki i diabolicznej nienawiści skierowanej przeciw Profesorowi. Co prawda jeden z passusów może być odczytywany jako niezręczne sformułowanie i – jakoś tam – godzące w określoną grupę moich rodaków. Podkreślę jednak: może! Przy sporej dawce złej woli. I teraz…

Czy dokonania W. Roszkowskiego związane z „oświecaniem” Polaków, jego stosunek wobec opresyjnej komunistycznej władzy (był członkiem Polskiego Porozumienia Niepodległościowego), długoletnie kształtowanie postaw obywatelskich wśród młodego pokolenia, sposób komunikowania się ze społeczeństwem, postawa moralna i etyczna, jakość wkładu w odzyskanie przez Polaków dumy z własnej tożsamości i swego państwa to bzdet, drobiazg, nic nieznaczące fiku-miku? Z jakiej przyczyny ośrodki i środowiska związane z opozycją wspominając o elementach podręcznika do „HiT-u” milczą jak zaklęte o tym dorobku prof. W. Roszkowskiego? W zamian za to publika (znacząca jej część) otrzymuje zmasowany – niczym rosyjski ostrzał Azovstali -  przekaz, że „Roszkowski” (bo o tytule profesorskim zwykle cicho-sza) to troglodyta, skrajny prawicowiec, bezduszny funkcjonariusz PiS-u, czy nawet „dureń” i „debil”. Wiem dlaczego tak się dzieje. Ponieważ to nie tylko jeden z niezliczonych sporów politycznych pomiędzy zwaśnionymi nadwiślańskimi plemionami, to coś znacznie bardziej poważnego. Chodzi bowiem nie tyle o „Roszkowskiego”, lecz o przyszły kształt Polski. Nie da się bowiem zaprzeczyć spostrzeżeniu, iż edukacja to klucz do formowania młodzieży. Młodzież wychowana w II RP była właśnie taka a nie inna, gdyż szkoła preferowała określony wzorzec zachowań. W PRL-u działał ten sam, choć nie taki sam, mechanizm. Miejscowi i zagraniczni „szatani” wiedzą doskonale, że wielkie projekty najlepiej torpedować koncentrując się na szczegółach. A podręcznik autorstwa prof. W. Roszkowskiego to taki bardzo istotny szczegół. Tak więc „Roszkowski” jest be. Bardzo be. A skoro tak, to co w zamian. Albo inaczej… Kto, zdaniem krytyków Profesora,  winien być wzorcem dla „Fajnopolaków” wszelkiej płci, wieku i pochodzenia? No, jak to kto?

„Przyznaję: jestem teraz poza Polską i uporczywie unikam mówienia po polsku, w knajpach, sklepach i na uczelniach. A taki Kaczyński. Gdyby wyjechał – mówiłby tylko po polsku, ale przez wzgląd na rozmówców głośno i wolno, by go zrozumieli .”


Wyborcy PiS to „nieoświecony plebs”.


Polska jest „europejskim dziwadłem”.


Kaczyński (Polska) i Orban (Węgry) to „jeden złoczyńca razem z drugim złoczyńcą".


Polskie służby broniące granic Rzeczypospolitej przed migrantami  to „zbrodniarze w mundurach SG i WP…”


O uczestnictwie w Marszu Niepodległości: „Jeśli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to po ustawce z ostatnich 2 dni powinno być jasne: żaden przyzwoity człowiek nie powinien iść w paradzie obrońców białej rasy, którzy na chwile schowali swe falangi i swastyki, w zmowie ze zorganizowaną grupą przestępczą PiS.”

Czyje to słowa? Tak! Prof. Wojciecha Sadurskiego, który chyba każdą wolną od obowiązków zawodowych minutę przeznacza na opluwanie swych adwersarzy i – co równie częste – wielu milionów Polaków. Dla międzykontynentalnego profesora wyżej przywołane wypowiedzi to nie pierwszyzna. Od dawna ex cathedra wywnętrza się w podobnej poetyce. Lustracja – fuj! Obrona wartości cywilizacji łacińskiej – fuj! Krytyczne podejście do chorych ideologii serwowanych przez Brukselę – fuj! Podjęcie prób reformowania sądownictwa, czy szkolnictwa – fuj! Postawa naprawdę konsekwentna i godna „człowieka, który kulom się nie kłaniał”. A propo’s…

Jakoś tak się dziwnie składa, że znaczna - a może nawet przeważna – część krytyków tradycji i jednocześnie zwolenników „postępu” wywodzi się ze środowisk wykuwających po roku 1944 kajdany dla Polaków lub/i z nimi ściśle współpracujących. Nie inaczej jest w przypadku międzykontynentalnego konstytucjonalisty z tytułem profesorskim. Pisać by o tym można sporo, ale poprzestanę tylko na zacytowaniu notatki ppor. Sokulskiego (z PRL-owskich służb), który w 1977 r. miał za zadanie pozyskać do współpracy W. Sadurskiego.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale