93 obserwujących
604 notki
862k odsłony
  4461   0

O honorze polskiego żołnierza, czyli Amstern i gen. F. Kleeberg

Gdy broń dymiącą z dłoni wyjmę
i grzbiet jak pręt rozgrzany stygnie,
niech mi nie kładą gwiazd na skronie
i pomnik niech nie staje przy mnie.


 Krzysztof Kamil Baczyński

Niegdyś zżymałem się okrutnie gdy zewsząd dobiegały chóralne głosy o naszym skrzywieniu polegającym na wybitnym czczeniu klęsk. Narodowy masochizm, niewolnicza mentalność, ciemnogród i takie tam... Szczególne nasilenie tego rodzaju głosów miało miejsce w okolicach września, czyli wtedy, kiedy  narodowe adorowanie przegranej zwykle sięgało zenitu. Obecnie nie reaguję już tak alergicznie bo wiem, że krytyka jest po części usprawiedliwiona. Mamy to "coś" w sobie i szlus! Niestety mało kto próbuje zgłębiać przyczyny takich zachowań, ponieważ wymaga to nieco wysiłku, odwagi i pozytywistycznej reakcji. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że zarówno oficjalna jak i "drugoobiegowa" narracja skupiają się na podkreślaniu polskich cierpień i niesprawiedliwości dziejowej. Tak  po prostu jest łatwiej. A przecież wystarczy trochę poszperać aby nawet z żałośnie czarnej epoki wygrzebać świetlisty diament, oczyścić go, okazać i przy pomocy takiego artefaktu przekierować wektor uczuć z kierunku "wstyd" ku "dumie".


Kilkanaście dni temu jeden z aktywniejszych blogerów występujący pod nickiem Amstern, zaserwował czytelnikom taki passus: "Jeżeli przysięgał, ze żyw nie opuści bunkra, to powinien po oficersku strzelić sobie ze służbowego pistoletu w głowę. Najwidoczniej legenda potrzebuje granatu" (https://www.salon24.pl/u/amstern/893285,10-dywizja-pancerna-pod-wizna-4). Oczywiście słowa te dotyczyły kpt. Raginisa, którego ostatnie chwile, podczas obrony umocnień pod Wizną, nie są dokładnie znane. Jakie intencje kryły się za tymi słowami? Nie wiem. Jestem natomiast pewien, że  celem całej notki było wykazanie, iż wojna obronna 1939 r. (zwana też kpiąco "kampanią wrześniową") była de facto niewiele znaczącym epizodem. Mało tego! To był zwyczajny jesienny spacerek niemieckiej armii i kompromitująca wpadka Wojska Polskiego...


Zanim przejdę do wyrażenia swego poglądu na jedno z najważniejszych wydarzeń z historii Polski i wykażę, iż pogląd Amsterna i podobnych mu krytyków jest nad wyraz błędny, przywołam krótkie zestawienie obrazujące stosunek sił rywali. Bez tego nie da się zrozumieć ówczesnych realiów.
                     Niemcy               Związek Radziecki                    Słowacja                   Polska
Żołnierze    1 800000                     650 000                                 60 000                   950 000
Artyleria     10 000                          5 000                                      150                         4300
Czołgi           2 700                          4 700                                      80                            880
Samoloty     1 300                           3 300                                      10                            400


Bez czasochłonnych wyliczeń widać wyraźnie, że przewaga agresorów  w każdym aspekcie była przeogromna. Mimo to opór jaki stawiały jednostki Wojska Polskiego jest godzien podziwu. Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, iż największym problemem polskich sił zbrojnych w trakcie zmagań z najeźdźcami - prócz kwestii sprzętowych - była fatalna jakość łączności oraz w licznych przypadkach niski poziom dowodzenia wielkimi jednostkami.

Aby nie być gołosłownym przywołam nazwiska dowódców, którzy splamili honor oficerski poprzez tchórzliwe zachowania lub nie podołali powierzonym im zadaniom. Tak np. gen Dąb-Biernacki zbiegł pod Tomaszowem Mazowieckim z pola walki, a generałowie Fabrycy, Bończa-Uzdowski  i Rómmel zupełnie nie unieśli ciężaru odpowiedzialności i dowodzili niczym absolutni laicy. Tylko nieco lepiej radzili sobie Młot-Fijałkowski, Bortnowski oraz Piskor. Przez słabości wymienionych utraciliśmy mnóstwo krwi żołnierskiej i bezcennego czasu. Z drugiej strony przyzwoicie kierowali operacjami gen. Przedrzymirski, gen. Kutrzeba i kadm. Unrug. Z kolei na dozgonny szacunek  zasłużyli sobie  oficerowie, którzy nie tylko umiejętnie manewrowali swymi siłami i potrafili staczać zwycięskie boje z na ogół silniejszym przeciwnikiem, ale również zachowali do końca hart ducha i szacunek swych podkomendnych. Spośród nich trzeba wymienić m.in.: gen. Szyllinga, gen. Thomme, gen. Monda, gen. Czumę , gen. Podhorskiego, gen. Zulaufa, gen. Cehaka, gen. Abrahama, gen. Kowalskiego, gen. Orlik-Ruckemanna czy pułkowników: Maczka, Porwita, Dąbka... Kilku z oficerów w stopniu generalskim oddało życie na polu walki (Bołtuć, Grzmot-Skotnicki, Kustroń i Wład oraz zamordowany przez Sowietów gen. Olszyna-Wilczyński). Jednak na najwyższe uznanie zapracował gen. Franciszek Kleeberg i to on winien stać się przykładem szczerego patrioty, sprawnego dowódcy i organizatora oraz niezłomnego wojownika. Dlaczego?

image

https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Kleeberg


Ten daleki potomek szwedzkiego wojaka z okresu "potopu" urodził się w 1888 r. w Tarnopolu. Zgodnie z rodzinną tradycją wybrał mundur i w ciągu kilkudziesięciu lat przeszedł szczeble kariery od słuchacza Technicznej Akademii Wojskowej Jego Cesarskiej Mości (1905r.) po stopień generała brygady Wojska Polskiego  (1928 r.). Wybuch II Wojny Światowej zastał go w Brześciu n/Bugiem, gdzie pełnił funkcje dowódcy Okręgu Korpusu IX.  W dniu 09.09.1939 r. rozpoczął  organizację oddziałów bojowych spośród podległych ośrodków zapasowych. Rdzeń sił stanowili wprawdzie żołnierze zawodowi i z poboru, ale większość sformowanej Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" (SGO) tworzyli rezerwiści i ochotnicy. Jako człowiek czynu natychmiast przystąpił do działania. Pierwszym celem miało być ochranianie jednostek wycofujących się zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza w kierunku południowym. W efekcie ataku Sowietów (17.09.1939r.) generał zmodyfikował plan i wraz z kilkunastoma tysiącami podległych mu żołnierzy ruszył na odsiecz Warszawie. Zdaniem jednego z kleeberczyków (mjr. Tadeusza Grzeszkiewicza), sztab SGO miał wtedy okazję ewakuować się do Rumunii samolotami. Dowództwo, z Kleebergiem na czele, zdecydowało się pozostać przy żołnierzach.

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura