44 obserwujących
290 notek
315k odsłon
1132 odsłony

Chrupanie sroczki, czyli Julian Tuwim brykający

Wykop Skomentuj23

Nie my pierwsi obyczaj picia wprowadzili, pili Grecy, Rzymianie i Sarmaci pili.
Staropolskie porzekadło

image

Ech, ci poeci! Bez nich świat przypominałby kawał ementalera, a życie byłoby pozbawione tych rzadkich chwil, kiedy serducho żywiej bije wcale nie z powodu biegu do tramwaju, ale wspólnej lektury pachnących lawendą wierszy. Ech! Taki poeta, choć zwykle bieduje, nie ma większych problemów z zauroczeniem w trymiga sowiookich anielic. Czasem, gdy los długo nie sprzyja i wydawca zwleka z wypłatą honorarium, nawet znajomek  hodujący przepotężnego węża w kieszeni  wyciągnie kilka złotych by poratować rymopisa. Ech! A latem, gdy większość w znoju i pocie czoła walczy o to aby PKB przerosło Mount Everst, poeta wpatruje się w błękitne niebo, kiwa palcem w bucie, gaworzy z braćmi mniejszymi i marzy… A o czym marzy? Bardzo różnie. Pierwszy o spotkaniu tej jedynej. Drugi o ruszeniu z posad bryły świata. Trzeci o nieustannym love and peace.  Inny o zwycięstwie nad gramatyką… Jednak poza tym, wszyscy o sławie i pieniądzach. Tak, tak! Nie zmyślam, bo twórczość poetów to nie tylko zgrabne rymowanki czy eposy o platonicznej miłości, widoku z okna w deszczowy dzień lub wszechświatowych zwycięstwach muskularnego herosa. To także jednostki mowy wiązanej złożone w hołdzie biologii, wnętrznościom, nałogom… Dlaczego w ten deseń? Bo to się sprzedaje! Ale po kolei…

Jednym z pierwszych znanych nam bardów ubierających swoje fantazje i przeżycia zarówno w słowa piękne jak i grube był Gaius Valerius Catullus (I w. p.n.e.). Dziś można by go nazwać ojcem duchowym tych wszystkich mniej lub bardziej znanych  poetów, o których części twórczości nie wspomina się wcale albo jedynie z rumieńcem na twarzy. I u nas takich też nie brakło, bo przecież i XIII Księgę Pana Tadeusza ktoś napisał (A. Fredro?) i przewielebny biskup  A. Naruszewicz raczył popełnić Kapitułę bernardyńską. Żeby jednak nie zbaczać w kierunku sprośności, trzeba wspomnieć o jednym z cechu, który posiadając naprawdę nietuzinkowy talent, zdobył się na podróż do świata odległego od pastelowego wierszowania. To on, obok Lokomotywy i Mojego pogrzebu, potrafił skrobnąć takie coś:

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Izraelitcy doktorkowie,
Wiednia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z „Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Itd. itd.

Julian Tuwim miał osobowość niezwykle skomplikowaną. I jak to często bywa u ludzi wrażliwych, dominująca nad radosnymi uniesieniami szarość życia przytłaczała go, powodując ucieczkę w nałóg. Dziś nie pamięta się nie tylko o tym, że Julian T. wstydził się sporych rozmiarów znamienia (myszki) na lewym policzku, ale także zapomina, iż alkohol bardzo często wypełniał jego układ krwionośny. Bliscy i przyjaciele znając tę przypadłość chronili go niezwykle udanie. Wiedza o problemie „skamandryty” nie była zatem powszechną.

Nie wiadomo czy pociąg do alkoholu skrócił jego życie, choć pięćdziesiąt dziewięć lat to nie jest i nie był wiek matuzalemowy. Pewnym jest za to, iż ciągoty do C2H5OH przyczyniły się do powstania nietypowego dzieła zwanego Polskim słownikiem pijackim. A miał z czego czerpać, gdyż tradycja picia oraz pijaństwa była wśród Polaków głęboko zakorzeniona, a poszczególni zawodnicy jeszcze dziś mogliby stawać w szranki z największymi opojami globu. Ot, choćby Jędrzej Kitowicz (XVIII w.) wspominał, że byli tak dobrego gardła niektórzy i tak przestronnego brzucha, że kufel piwa garcowy albo szklanicę taką (…) duszkiem bez odpoczynku wypijali. Przypomnę, iż kufel garcowy mieścił… do czterech litrów napitku!

Polski słownik pijacki to dzieło nadzwyczaj oryginalne. Zapewniam, iż winni go przejrzeć nie tylko ci, którzy lubieją przewrócić badyla, truć Iwana czy wbijać w krzyże na mokro, w postaci pingwina, bon żura lub atomnyjnego wzrywa, zakrzykując przy tym buch w migdał!, no to żeby nie kuleć! lub pójdź, kińże tę chmurność w głąb flaszy!, a potem naspawani tropią węża i puszczają flarę. Tym, którzy wolą od święta sięgnąć po śmierć chirurga czy też zwykłe zimne, lektura ta da sporo satysfakcji, uśmiechu i wdzięczności dla Juliana Tuwima, potrafiącego zebrać mnóstwo „poloniców”, świadczących dobitnie o inwencji językowej naszego narodu. Ech, ci poeci!


Link:

https://www.academia.edu/5248077/Gaius_Valerius_Catullus_Poezje_wszystkie_poetic_translation_of_Catullus_carmina_1-33_35-60_68-116_by_G._Franczak

https://pl.pinterest.com/




Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura