33 obserwujących
65 notek
210k odsłon
  152   1

Myszy i ludzie

O tym, jak szukając szczęścia można trafić na manowce. I o banalnej prawdzie, że pieniądze szczęścia nie dają.

Trafiłem na bardzo ciekawy eksperyment przeprowadzonego lata temu przez amerykańskiego naukowca Johna B. Calhouna. Wszyscy chcielibyśmy trafić do raju. Jeśli nie do raju, bo raj – to słowa które ma religijne skojarzenia, to do utopii. Utopijnego kraju, czy społeczeństwa, gdzie… każdemu według potrzeb, a od każdego według jego możliwości. Tak głosiła komunistyczna utopia, która wiadomo czym się skończyła. Przypadek komunizmu powinien wyleczyć z marzeń o utopi, ale nie wyleczył. Szczególnie tych mądrzejszych i lepszych z Zachodu, a szczególnie z zachodnich, prestiżowych uniwersytetów, którzy wierzą że ateistyczna, postępowa utopia jest jak najbardziej możliwa i pożądana. A oni, tak świetnie wykszatłceni i kulturalni intelektualiści i politycy nie popełnią błędów tych prymitywnych barbarzyńców ze wschodu. Chcielibyśmy do raju. Dlatego ludzie kupują losy na loterii licząc że wygrane miliony dadzą im szczęście. Utopia to marzenie całych pokoleń intelektualistów i masowych zbrodniarzy. Czy da się stworzyć raj? Dla ludzi byłoby trudno, ale można stworzyć coś zbliżanego do raju dla zwierząt, np. dla myszy. Myszy to ssaki, zwierzęta silnie uspołecznione. Żyją w grupach. Taki raj stworzono. Nazwano to utopią dla myszy. Raj to zbyt religijne pojęcie. Eksperyment ten prowadził amerykański uczony John B. Calhoun w ciągu czterech lat, od 1968 do 1972 roku. Opis eksperymentu na podstawie na podstawie artykułu „Mysia utopia Johna Calhouna”, autorka - Anna Baron – Jaworska, z ciekawostkihistoryczne.pl.

   Myszy mają ciężkie życie, żyją w wielkim stresie, w głodzie, w strachu, umykając przed drapieżnikami, jak koty. John Calhoun zaprojektował mysi raj: wielką klatkę, która zabezpieczała myszy od wszelkich niebezpieczeństw, o stałej, bardzo przyjemnej dla myszy temperaturze 20 C, z niegraniczonym dostępem do wody i pożywienia, i materiałów do budowy gniazd. Myszom zapewniono stała opiekę weterynaryjną, by ustrzec je np. od chorób zakaźnych. Do tej klatki, do tego mysiego raju, wpuszczono osiem osobników: cztery samice i czterech samców. Klatka, choć obszerna miała ograniczoną pojemność, obliczoną na maksymalnie około cztery tysiące osobników. Wydawało się to problemem, bo przecież myszy, nie mając żadnych wrogów a bez ograniczeń pożywienie i wodę, będą się mnożyć, i mnożyć, jak… myszy. Obawiano się, że liczba myszy będzie rosnąć wykładniczo. Eksperyment poszedł jednak innym torem i te obawy okazały się płonne. Eksperyment podzielono na cztery etapy. Pierwszy etap to przystosowanie. Początkowo myszy były ostrożne i nieufne. Poznawszy otoczenie i siebie nawzajem i upewniwszy się, że nic im nie zagraża, myszy wyznaczyły terytoria, zaczęły budować gniazda, łączyć się w pary, wydawać pierwsze potomstwo. Trwało to do 104 dnia.

    Etap drugi to był etap gwałtownego rozwoju mysiej społeczności, od 105 do 314 dnia Liczba osobników podwajała się co 55 dni. Myszy chętniej ze sobą współpracowały i przebywały. Ale też mysia społeczność silnie się różnicowała. Pojawiały się silne osobniki, mające więcej potomstwa, oraz osobniki słabsze, zdominowane przez silnych. Tych słabych było trzy krotnie więcej niż silnych. Etap trzeci nazwano czasem stagnacji. Trwał od 315 do 559 dnia. Mysia społeczność osiągnęła na tym etapie maksymalną liczebność 2200 osobników. Od tej pory liczba myszy malała, zmniejszając się o połowę co 145 dni. Samce straciły zainteresowanie swoimi terytoriami i prokreacją. Skupiały się na sobie, na jedzeniu, piciu, i dbaniu o siebie, o wygląd i czystość. Pojawiły się zachowania homoseksualne, głownie z biernymi, podporządkowanymi osobnikami. Samice stały się bardziej agresywne, szczególnie dotyczyło to samic, karmiących młode. To jakby mysie feministki. Wśród samic pojawił się zanik instynktu macierzyńskiego. Zwiększyła się przemoc wobec młodych, które coraz częściej było odrzucane po urodzeniu. Osobniki, którym udało się przeżyć, nie były włączane do stada i socjalizowane. Z upływem czasu spadała liczba zapłodnionych samic, które dodatkowo zaczęły wchłaniać płody. To rodzaj mysiej aborcji.

   Etap czwarty: wymieranie. Trwał od 560 do 1580 dnia. Ujemny przyrost naturalny. Zanikała zdolność do reprodukcji. Przypominam, że warunki się nie zmieniły. Myszy miały ciepło, były bezpieczne i ile chciały pożywienia i wody. Ostatni żywy poród odbył się 600 dnia, ostatnią kopulację zarejestrowano 920 dnia. Zwiększyła się liczba tzw. pięknych osobników, samców, które całkowicie zatraciły zainteresowanie samicami, czy obroną terytorium. Skupiały się na spaniu, jedzeniu i czyszczeniu swoich futerek. Ostatnie pokolenie myszy były nie tylko pozbawione agresji ale i potrzeb społecznych. Zajmowało się tylko sobą i dbaniem o wygład. Naukowcy okrełsili je jako… głupie. Oczywiście pośród myszy. 1580 dnia dnia zdechła ostania mysz i mysi raj opustoszał. Eksperyment się zakończył.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo