2 obserwujących
132 notki
69k odsłon
  116   0

MSZ może zniechęcić Ukraińców, czyli parę słów o głowach i spodniach

Niezdarność polskiego MSZ w sprawie wydawania wiz ukraińskim pracownikom sprzyja Niemcom i Czechom. Ale może też sprzyjać Putinowi. Czyli zaszkodzić naszej gospodarce i wizerunkowi Polski.

Tytułem ogólnego wstępu. Ostatnio było głośno o tym, że podczas wywiadu on-line wiceminister MSZ Piotr Wawrzyk ściągnął spodnie. Które wisiały na oparciu jego fotela. Sprawa śmieszna, lecz błaha, każdemu może zdarzyć się chwila zapomnienia. Dużo gorzej, że całe MSZ wykonuje manewry porównywalne z naciąganiem spodni przez głowę. Wielki ten trud dotyczy wydawania wiz ukraińskim pracownikom.

O zamieszaniu wokół przetargu na wydawanie wiz już pisałem, kto chce poznać jej szczegóły sprawy na jej poprzednim etapie, może poczytać TUTAJ. Nie wdając się już w zawiłości, chodzi o to, że nasze MSZ tak inteligentnie poprowadziło przetarg mający wyłonić firmę zajmującą się wydawaniem wiz, że nie został on rozstrzygnięty, choć już powinien. W rezultacie Ukraińcy mogą mieć nieliche trudności w uzyskaniu możliwości legalnego zarobkowania w Polsce.

Resort dyplomacji najwyraźniej wykazał się brakiem wyobraźni tudzież wiedzy o praktyce przetargów, w których odwoływanie się od rozstrzygnięć jest dość powszechną praktyką. Tak było w przypadku przetargu mającego wyłonić firmę zajmującą się wizami. Przegrane firmy odwołały się do Krajowej Izby Odwoławczej i sądu, sprawa ostatecznego wyłonienia nowej przesiadła się na żółwia, a terminy biegły jak zając.

W Sejmie wyjaśniał to wspomniany wiceminister Wawrzyk. Z jego wynurzeń można wyłuskać dwa wnioski. Pierwszy – że MSZ ściśle trzymał się przepisów. A jak wiadomo, przepisy nie nakazują posiadania zdolności prekognicji, czyli przewidywania zdarzeń. Przypomina się tu postać dyrektora Olszewskiego z „Kariery Nikodema Dyzmy”, który tłumaczył Dyzmie, że trzyma się przepisów „co do literki”. Sprawa nie jest załatwiona, lecz nie jest załatwiona zgodnie z przepisami, brawo, burzliwe oklaski.

Drugi wniosek– w razie sytuacji, gdy obecna umowa na obsługę wniosków wizowych wygaśnie zanim zostanie wyłoniony nowy wykonawca, ich wydawaniem zajmą bezpośrednio placówki zagraniczne. Wtedy „należy założyć, że placówki zetkną się z ogromnym obciążeniem dodatkowymi zadaniami, które dotychczas są wykonywane przez kilkuset pracowników podmiotu świadczącego usługi outsourcingu wizowego. Z pewnością nie pozostanie to bez wpływu na płynność pracy” – zaznaczył Piotr Wawrzyk. Z czego wynika, że proces obsługi wizowej może być drożny jak pęknięte kolanko pod zlewem.

Sparaliżowanie procedury wydawania wiz nie będzie aż takim problemem dla Ukraińców. Mają do wyboru inne rynki pracy, szczególnie niemiecki i czeski. A jak już znacząca część z nich raz przekona do naszych konkurentów, to kula śniegowa się potoczy i licząca teraz około, 1,6 mln osób grupa ukraińskich pracowników zacznie topnieć. Z wielką szkodą dla polskich dużych, średnich i małych firm. A z korzyścią dla firm niemieckich i czeskich.

Jest też szerszy kontekst. Na Ukrainie nadal istnieje prorosyjski nurt wielkorusów. Niezgulstwo polskiej administracji może ich wzmocnić i ucieszyć. Podobnie jak Władimira Putina, który teraz z pewnością śledzi testowanie sprawności polskiego państwa na granicy polsko-białoruskiej. No i o którego względy zabiegają konkurujące ze sobą Chiny i Stany Zjednoczone. W tej sytuacji każde osłabienie wizerunku naszego kraju gdziekolwiek, a szczególnie na Ukrainie, jest miłym darem.

Oczywiście ktoś zapyta, co miało zrobić polskie MZS, jak nie trzymać się przepisów. Odpowiadam: mogło wcześniej rozpisać przetarg. Albo dążyć do odpowiedniej zmiany, wprowadzić do przepisów paragraf 3, punkt 2, podpunkt 4c. Zresztą nie mam wizytówki „Radca MSZ”, nie biorę pieniędzy za udzielanie rad. Biorą je ministerialni urzędnicy. Mają własne głowy.

Z powodu zaaferowania innymi sprawami, kwestia wiz będzie na razie mało dostrzegana. Dopiero jak mleko się rozleje, jak zacznie brakować rąk do pracy, to na pierwszych stronach mediów zaiskrzą tytuły w rodzaju: „Ukraińscy pracownicy opuszczają Polskę”, „Ukraińcy wybierają już Niemcy i Czechy” czy „Ukraińcy tracą sympatię do Polski”. Co przypomina słowa z pieśni Jana Kochanowskiego: „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale