2 obserwujących
152 notki
83k odsłony
  4095   2

Pomysł Lewicy na obniżenie cen paliw jest gorszy niż węgierski

Posłowie Lewicy złożyli projekt ustawy mającej wprowadzić maksymalne limity marż na paliwa w detalu i w hurcie. Rozwiązania które proponuje Lewica zrujnowałyby rynek paliw, których mogłoby zabraknąć na stacjach. Tak, jak się to stało na Węgrzech.

Podczas spotkania z dziennikarzami przed siedzibą Orlenu posłowie Lewicy zapewniali, że gdyby ustawa weszła w życie, to „cena benzyny spadłaby nawet 1 zł 60 groszy, a oleju napędowego o 1 złoty 10 groszy".

Hasło: „Chcemy obniżenia cen paliw”, jest dobrym wyborczym paliwem, bo kto nie chce płacić mniej na stacjach? Problem w tym, że w projekcie ustawy marża handlowa określona jest w jako różnica między ceną zakupu surowca a ceną sprzedaży do detalisty. Wobec tego ustanowienie maksymalnej wartości tak rozumianej marży sprawia, że cena hurtowa będzie powiązana z notowaniem ropy, a nie poszczególnych produktów paliwowych.

Przepis na uwalenie importu paliw do Polski

A ponieważ ceny hurtowe paliw nie są ustalane w oparciu o notowania ropy, a przede wszystkim w oparciu o giełdowe notowania gotowych paliw, wdrożenie ustawy w życie doprowadziłoby do sytuacji, w której ceny hurtowe w Polsce byłyby poniżej notowań giełdowych. Przy czym od rozpoczęcia wojny notowania ropy i paliw znacząco się rozeszły.

Rzecz jasna, import paliw do Polski najprawdopodobniej stałby się nieopłacalny. Ponieważ rafinerie Orlenu i Lotosu są w stanie pokryć jedynie ok. 70 proc. krajowych potrzeb, a reszta uzupełniana jest importem, w Polsce szybko mogłoby zabraknąć ok. 30 proc. paliw.

Nie potrzeba szczególnie wielkiej wyobraźni aby przewidzieć jakie to miałoby skutki, tak dla kierowców, jak i całej gospodarki. Lecz politycy Lewicy jakby nie rozumieli, że to nie Orlen czy Lotos ustalają ceny paliw. One kształtują się na wolnym rynku - w naszej części Europy jest to rynek ARA. Cena jest wypadkową relacji podaży i popytu, powiększoną o czynniki ryzyka. Trzeba sporej naiwności aby sądzić, że prezes Daniel Obajtek patrzy w sufit i duma, jaką to cenę sobie dziś wymyślić, nie oglądając się na giełdowe notowania i wszelakie inne okoliczności.

Polska Lewica chce być jak Victor Orban

O skutkach stosowania tego typu rozwiązań przekonał się już węgierski rząd. Wprowadził on podobną, choć i tak mniej restrykcyjną ustawę. Wpłynęła ona bardzo negatywnie na rynek paliw, mimo, że zawiera m.in. wyłączenia dotyczące transportu ciężarowego i zabezpieczające przed „turystyką paliwową”, czego projekt Lewicy nie uwzględnia. I ta dużo mniej restrykcyjna węgierska ustawa doprowadziła do redukcji importu gotowych paliw na Węgry, które, podobnie jak Polska, są ich importerem netto. Redukcja wyniosła 12 proc. w pierwszym kwartale, a w drugim, według wstępnych szacunków, wyniesie ok. 66 procent.

Przepis na zniszczenie małych stacji i problemy z tankowaniem

Dlatego na Węgrzech wprowadzono limity na tankowanie tańszego paliwa na największych stacjach do 50 litrów dziennie oraz limity sięgające nawet 5-10 litrów na transakcję na mniejszych stacjach. Na 1,7 tys. stacji zamknięto od początku wojny, wedle różnych szacunków, 50-100 małych, niezależnych stacji, chociaż wprowadzono szereg ulg dla sieci stacji liczących poniżej 50 obiektów (czego projekt Lewicy w ogóle nie przewiduje). Regularne braki występują na 500-700 stacjach, czyli na 30-40 proc. wszystkich węgierskich stacji.

Projekt ustawy zaproponowanej przez Lewicę określa również górny pułap marży detalicznej pobieranej przez stacje paliw na poziomie 10 gr na litrze paliwa. Jest to poziom będący daleko poniżej marż detalicznych umożliwiających prowadzenie stacji. Bo trzeba płacić pracownikom, opłacać rachunki za media, pokrywać koszty logistyki, itp. Itd. Regulacja marż detalicznych na poziomie 10 gr na litrze uderzyłaby szczególnie w małe, niezależne stacje i pewnie większość z nich podzieliłaby los węgierskich maluchów.

Ofiarowując Niderlandy, Lewica uruchamia polityczny silnik

Lewica, ale podobnie też jak znaczna część całej opozycji głosi chwytliwe hasło, że PKN Orlen powinien dzielić się zyskami. Gdyby projekt ustawy wszedł w życie, to „Orlen, który tak bardzo martwi się o swój zysk, zachowałby go na poziomie z 2021 r., który i tak był rekordowy” – mówiła posłanka Magdalena Biejat.

Tylko, że Orlen jest spółką giełdową, w której Skarb Państwa ma mniej, niż połowę udziałów. Lewica chce niczym Zagłoba ofiarować Niderlandy – nie swoje, a inwestorów pieniądze. Nie tylko funduszy i bogatych firm, ale i zwykłych ludzi, którzy zainwestowali w akcje Orlenu.

I skąd te kalkulacje dotyczące zysków? Na rynku paliw trwa huśtawka, ceny ropy idą to w górę, to w dół, poza tym cena baryłki ropy coraz mniej wyznacza cenę paliwa. Wojna bardzo ten rynek zdestabilizowała. Jeśli ktoś mówi, że wie, jak będą kształtować się te ceny nie tylko za pół roku, ale za miesiąc, nie mówi prawdy, albo nie wie, o czym mówi. No i jeszcze jedno - nie wiemy, ile wyniósł zysk Orlenu w II kwartale, czyli już w czasie wojny. Czy faktycznie na sprzedaży paliw zarobił krocie. Poczekajmy chociaż kilka tygodni do ogłoszenia wyników.

Jednak projekt lewicowej ustawy jest całkiem zręczny, bo daje polityczny napęd. Gdyby ustawa weszła w życie, to po pojawieniu się jej fatalnych skutków Lewica mogłaby oskarżycielsko wyciągnąć palec w kierunku rządu, Orlenu i Lotosu – nasz pomysł był świetny, tylko oni go źle zrealizowali. Jeżeli Sejm odrzuci projekt, będzie mogła chodzić w chwale formacji dbającej o byt Polaków. Możliwe też jednak, że posłowie zgłosili projekt ustawy w dobrej wierze. Jednak to niczego nie zmienia jeżeli chodzi o skutki jej wdrożenia, zapewne gorsze niż na Węgrzech.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka