2 obserwujących
111 notek
59k odsłon
566 odsłon

Sprawa Jarosława Ziętary. Sprawa specjalnego znaczenia

Wykop Skomentuj2

„Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa” – to książka, której lektura poraża i przeraża. Szczególnie, że jest napisana przez Krzysztofa M. Kaźmierczaka i Piotra Talagę, dziennikarzy osobiście zaangażowanych w wyjaśnienie zabójstwa młodego, poznańskiego dziennikarza.

Jarosław Ziętara został z premedytacją zamordowany 23 lata temu. Do tej pory nie ukarano zleceniodawców i wykonawców zbrodni. I nie dlatego, że zabójcy byli wyjątkowo chytrzy. Powód był inny. W normalnym kraju tajemnicze zaginięcie dziennikarza zajmującego się podejrzanymi interesami wielkich biznesmenów zostałoby potraktowane priorytetowo, natychmiast zostałaby powołana specjalna grupa dochodzeniowa złożona z najlepszych śledczych.

Zamiast tego, mamy wieloletnią sekwencję zadziwiających zdarzeń, w których biorą udział policja, prokuratury, służby specjalne, biznesmeni, gangsterzy, dziennikarze i rodzina Jarosława Ziętary. Jedni próbują rozmyć, zatuszować, zamieść pod dywan sprawę Ziętary, inni walczą o jej wyjaśnienie.

Mamy więc jawne lekceważenie przez policję zaginięcia dziennikarza, wysuwanie przez nią absurdalnych hipotez, niechęć do podjęcia śledztwa, odsuwanie prokuratorów autentycznie zaangażowanych, kolejne umorzenia i wznowienia postępowań. Mamy dziwne przeszukania, podsłuchy, ordynarne „błędy” popełnione w czasie postępowań, przecieki pozwalające sprawcom zabójstwa lepiej zacierać ślady. Mamy tajemniczych albo informatorów, albo – częściej – dezinformatorów. Mamy Urząd Ochrony Państwa, który „odwiedza” nawet jasnowidza z Człuchowa, po której to wizycie traci chęć do jasnowidzenia w sprawie Ziętary.

Mamy też dziennikarzy, którzy od początku podejmują własne śledztwo, szukają dokumentów i świadków. Przy czym zdobytej wiedzy nie przelewają od razu na łamy gazet, bo celem nie jest szukanie sensacji, lecz wyjaśnienie sprawy zabójstwa. Zawiązują komitet społeczny, organizują konferencje prasowe, wystosowują apele i szukają poparcia w innych mediach i u polityków. Uzyskują wsparcie Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i redaktorów naczelnych największych ogólnopolskich dzienników, którzy wystosowują apel w sprawie zabójstwa. W końcu, po wieloletnich staraniach, doprowadzają do przeniesienia śledztwa z poznańskich organów sprawiedliwości (?) do krakowskich, co w rezultacie skutkuje m.in. tymczasowym aresztowaniem biznesmena Aleksandra G. i przeszukaniem przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie w asyście Żandarmerii Wojskowej magazynów, które należały do firmy Elektromis Mariusza Świtalskiego.

Ale mamy też dziennikarzy tworzących audycje i artykuły haniebne, czyniące z Ziętary świra, który dla przygody wyjechał za granicę. Mamy artykuły, których treść ostrzegała utrudniała śledztwo i ostrzegała potencjalnych świadków, a innych nakłania do wycofywania zeznań. Co zresztą przyczyniło się do wypuszczenia Aleksandra G. z aresztu.

Mamy też bodaj najtragiczniejszy wątek, rodziny Jarosława Ziętary, jego rodziców i brata. Czytamy o wieloletniej walce ojca Jarosława, Edmunda Ziętary o wyjaśnienie sprawy, o jego pismach do prokuratorów i najwyższych dostojników w państwie, którzy albo opędzają się od niego jak od natrętnego petenta, albo składają puste obietnice. Chociaż nie były to pisma ograniczające się do apeli, lecz merytoryczne, wskazujące na błędy policji i prokuratury. Chociaż trzeba sprawiedliwie dodać, że byli też politycy, którzy udzielili wsparcia rodzinie i pragnącym wyjaśnić zabójstwo dziennikarzom.

Utrata syna i bezowocna walka odbiły się na zdrowiu rodziny. Edmund Ziętara umarł w 2005 r., w kilka lat po śmierci żony, nie doczekawszy się sprawiedliwości ani odnalezienia zwłok Jarka.

Przy lekturze książki Kaźmierczaka i Talagi nasuwają się skojarzenia z pierwszą dekadą powojennej PRL. Oto jest nowa rzeczywistość, w której wszyscy skrzętnie zajmują się własnymi sprawami, próbując ułożyć sobie życie. A obok, w ciemnej strefie, jacyś dziwni ludzie o dziwnej przeszłości prowadzą dziwne interesy, kupując przychylność policji i otaczając się chmarami osiłków zwanych „ochroniarzami” tudzież eleganckich panów zza wschodniej granicy. Zabiegany ogół korzysta z nowych możliwości, a gdzieś tam, w wypadkach, giną niewygodni świadkowie i zostaje zamordowany dziennikarz. Ogół się dorabia, a służby specjalne łamią prawo aby potem to tuszować, korzystając ze swych rozległych wpływów. Ogół buduje swoją małą stabilizację, a grupa przejętych sprawą zabójstwa dziennikarzy naradza się w konspiracyjnych warunkach.

Wypada więc zgodzić się z autorami, gdy piszą: „Czymkolwiek jest państwo polskie i ktokolwiek trzyma w nim rzeczywistą władzę, to ono ponosi odpowiedzialność za śmierć Ziętary i za tuszowanie tej zbrodni. To państwo polskie odpowiada za to, że morderstwo to nie zostało wyjaśnione do końca i prawdopodobnie nie zostanie wyjaśnione. Oskarżamy państwo, w którym służby specjalne funkcjonują poza demokratyczną kontrolą”.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka