Czemu służą "sankcje" nakładane na Rosję?
Czy faktycznie są dotkliwe dla Rosjan? To kwestia cywilizacyjnego spojrzenia na ten problem. Rosjanie faktycznie żyli na poziomie (ci w "interiorze"), który niewiele się zmienił - po prostu dostępność towarów oferowanych przez Zachód jest dla nich niewielka. Sankcje dotyczą ludności dużych miast, którzy kulturowo są najbliżsi zachodowi. Czyli faktycznie uderzyły w potencjalnego zwolennika.
Faktycznym celem tych działań jest odcięcie Zachodu od kontaktu z Rosją. Pytanie: kto bardziej na tym traci biorąc pod uwagę specyfikę wymiany towarowej?
Rosja eksportuje surowce i nisko przetworzone produkty, a kupuje te "z górnej półki" gdzie podstawowym wkładem jest przetworzona myśl. Tyle, że do tego potrzeba i energii, i surowców. Może się więc okazać, przy braku alternatywnych źródeł dostaw, że nastąpi krach na rynkach Zachodu, gdyż bieżąca produkcja nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb społeczeństwa.
Dla Rosji, przy niskiej konsumpcji, nie stanowi to żadnego problemu.
W zaistniałej sytuacji coraz wyraźniejszy jest podział świata na strefy wpływu, z tym, że ta "zachodnia" gwałtownie się kurczy - i to na własne życzenie.
Jest gorzej, gdyż wobec zagrożenia związanego z utratą źródeł surowcowych, co grozi zapaścią poziomu stopy życiowej, występują silne tarcia między państwami zachodniej wspólnoty. I okazuje się, że ta wspólnota staje się iluzoryczne; hegemon, czyli USA, broni swych pozycji kosztem Europy.
Można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że USA są praktycznie samowystarczalne surowcowo i energetycznie. Jednak nie mają istotnych nadwyżek. Z kolei Europa ma wyraźne braki, albo produkcję na poziomie potrzeb (żywność).
Konflikt na Ukrainie swymi skutkami uderza przede wszystkim w Europę, a wzmacnia pozycję USA. Tyle, że to dotyczy relacji w ramach wspólnoty zachodniej, bo już w odniesieniu do innej potęgi - Chin, raczej powoduje osłabienie.
W efekcie Zachód, tu jako całość, traci wpływy w Rosji i wschodzie Europy, ale też ma zmniejszone pole wpływu w innych regionach świata.
Jak można przedstawić te rozgrywki ze wskazanej perspektywy?
USA angażują się w konflikt ukraiński, gdyż to osłabia Rosję i jej możliwości ekspansji w innych regionach (głównie BW i Afryka). Jednak , co wskazałem, efektem konfliktu będą problemy państw zachodniej Europy. Te niezbyt chętnie uczestniczą w amerykańskich grach. Stąd specyficzna rola Polski gotowej wspierać USA w ich zamierzeniach.
Co na tym zyskujemy, co tracimy?
Nie jest truizmem, że polskie zaangażowanie znakomicie przekracza możliwości. Kupujemy broń od USA, co wspiera amerykański przemysł, pomagamy Ukrainie sprzętowo, finansowo, a teraz jeszcze przyjmując uchodźców. Ale zyskujemy wsparcie USA dla naszego stanowiska w sporze z Europą zachodnią, a w szczególności z Niemcami.
Należy dokonać bilansu. Jakie straty ponosimy z racji narzuconego odchodzenia od węgla stanowiącego podstawę naszej energetyki? Czy środki przeznaczone dla Ukrainy rekompensować mogą te straty?
Jeśli akcja przeciwko Polsce ze strony Niemiec/UE powiodła by się, to pozbawiłoby to nas zasobów energetycznych i uzależniło od dostaw z Niemiec poprzez hub gazowy zasilany przez Rosję. Polska byłaby "na pasku" Niemiec, szczególnie, że obecna polityka prowadzi do zniszczenia wszelkich kontaktów bezpośrednich z Rosją.
Polityka prowadzona przez rząd Morawieckiego jest dosyć racjonalna. Tyle, że nie prowadzi do rozwoju, a wzajemnego wyniszczania. Owszem, można założyć, że wobec odstawienia Niemiec od "rosyjskiej piersi", zmniejszy się nacisk na zniszczenie polskiej energetyki, ale straty będą po obu stronach.
W tej sytuacji zadziwia postawa konsorcjum : Duda, Morawiecki + część PiS-u, uzupełniona opozycją, nastawiona na uległość względem UE. Pomocy ze strony UE nie doświadczymy, gdyż faktycznie oni sami wymagają wsparcia - nie są w stanie utrzymać obecnych pozycji, a poddanie się nakazom Brukseli wymusi uległość względem Niemiec i z czasem doprowadzi do założonego "ładu energetycznego" z Niemcami mającymi w swym ręku kurek.
Jeśli utrzymamy poziom wsparcia Ukrainy, a do tego poddamy Brukseli - to nastąpi w krótkim czasie rozpad więzi społecznych.
Chyba nie muszę dodawać, że "uhonorowanie" Polski wizytą Bidena miało jeden cel - wynegocjowanie maksymalnego wsparcia dla Ukrainy, tak, aby zmniejszyć konieczność pomocy amerykańskiej.
Cóż. Jeśli zachowamy minimum zdrowego rozsądku i dbałość o Polską Rację Stanu - mamy szanse na wygranie tej kampanii na obu frontach. Ale "cienka czerwona linia" nie może być przekroczona, a jest do nie bardzo blisko. Należy wnikliwie przyglądać się poczynaniom Dudy i Morawieckiego (bo co do Tuska & co to chyba nie ma wątpliwości) i w miarę możliwości wspierać ugrupowania patriotyczne.
Miejmy nadzieję, że świadomość zagrożeń zacznie wzrastać w polskim społeczeństwie mimo nachalnej propagandy antypolskiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)