Okiem ogrodnika
Rodzina i społeczeństwo, czyli - jak żyć?
99 obserwujących
1561 notek
559k odsłon
  30   1

Życie po przemianach

Czy da się "spowolnić" życie i czy to nie będzie przyspieszenie rozwoju?

Wcześniejsza notka z 26.05 wzbudziła mały odzew - została niezrozumiana, a do tego admini S24 ukrywają moje teksty; portal staje się coraz bardziej polonofobiczny. Nawet krytyka PiS dotyczy tych elementów działalności, które wspierają poczucie polskości.

(Zastanawiam się, czy nie pożegnać się z tą witryną mimo mojej tu już kilkunastoletniej obecności. To już antypolski tabloid).


Tymczasem w rozważaniach warto chyba trochę czasu poświęcić temu jak ma (może) wyglądać nasze życie po przemianach jakie właśnie zostały rozpoczęte. Że już nie wróci dotychczasowy model życia - to chyba oczywiste. Do czego zatem można dążyć - przynajmniej w analizach o charakterze marzeń?

Pierwszą kwestią jest pogłębienie przekonania, że obecny model życia prowadzi do permanentnych kryzysów. Po prostu oparty jest na antagonistycznych zasadach. W efekcie każdy kierunek "rozwojowy" przynosi negatywne konsekwencje.

Choćby dążenie do wygodnego życia, pełnego dostatku i dostępności dóbr wszelkiej maści powoduje pogłębiający się marazm społeczny. Ludzie stają się ociężali, a konsumpcja zwiększa średnią wagę populacji.  Może podróże i poznawanie świata jest czynnikiem rozwojowym? W większości przypadków i tak kończy się konsumpcją tyle, że w bardziej odległych miejscach i z reguły wyższej temperaturze.(Ta forma rozwojowa - jest ostatnio silnie redukowana).

A może edukacja stanowi czynnik rozwojowy? No cóż, obserwując zmiany w oświacie, bezstresowe wychowanie - także z rzutowaniem na naukę tak, aby się nie przemęczać,  efekt końcowy ma formę ogłuszonego stada reagującego na bodźce.


Te procesy są powolne i nie dotyczą wszystkich jednostek. W każdym systemie występują jednostki realizujące swoje  cele rozwojowe.

Jak można je określić?

Wydaje się, że rozwój , widziany w kategoriach uniwersalnych, dotyczy doskonalenia zasad współistnienia, co wymaga odrzucenia wszelkich form hierarchiczności bytów - także antropocentryzmu; człowiek jako "król stworzenia" ma być wzorem dla innych bytów, a nie ich władcą.


Obecna struktura społeczna nastawiona jest konfrontacyjnie względem innych. Tworzona jest taka organizacja społeczna, gdzie jak największa część energii społecznej może być wykorzystana transcendentnie. Następuje podział pracy dążący do takiej struktury.

Tymczasem celem życia nie jest praca nad podbojem innych, ale po prostu życie - istnienie. Zatem nasza energia powinna być wykorzystywana przede wszystkim "na własne potrzeby".

W pewnym zakresie - tak jest. Przecież wykonujemy codzienne czynności higieniczne, jedzenie, dbamy o najbliższe otoczenie. Jednak reszta czasu przeznaczana jest na usługi na rzecz innych. Owszem, w zamian otrzymujemy jakieś gratyfikacje, które pozwalają funkcjonować, ale ten system zależności prowadzi do zatracenia więzi między naturalnością realizacji potrzeb, a wkładem w życie społeczne. Stajemy się niewolnikami systemu.


Pytanie jakie tu stawiam dotyczy relacji między czasem przeznaczonym na realizację własnych potrzeb, a wkładem na rzecz społeczeństwa w warunkach, gdy odrzucimy (czy to możliwe?) konfrontacje jako cel tworzenia wspólnoty - społeczeństwa?


Pojawia się pytanie, czy mentalnie jesteśmy przygotowani do takiej zmiany celu rozwojowego, co wiązałoby się ze "spowolnieniem" życia?

Cóż. Dalszy rozwój struktur "konfrontacyjnych"  może zlikwidować tę formę istnienia białka - techniczne możliwości już istnieją. jak się nagromadzi dostatecznie dużo środków, to na pewno zostaną użyte. (Oczywiście - dla dobra ludzkości).

Może zatem proponowana zmiana celów rozwojowych jest zasadna?

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale