Niedawno zamieściłem notkę o powiązaniu piękna z miłością. Nawet pisanych z dużej litery.
Czy widzicie powiązanie między prezentowaną (i zamierzonymi prezentacjami) sztuką a pięknem i miłością?
Wydaje się, że brak takiego powiązania, co nie znaczy, że eksponaty nie mogą być pełne ekspresji i silnie oddziaływać na uczucia i odczucia zwiedzających.
W zasadzie pewnego rodzaju testem jest zastanowienie się, czy chcielibyście przebywać ciągle w otoczeniu tych przedmiotów sztuki? Bo jeśli eksponat jest piękny, a "piękno kształtem jest miłości", to powinien wywoływać chęć bycia razem z tym przedmiotem. Najbardziej oczywista, chociaż zdegenerowana, jest chęć nabycia takiego przedmiotu.
Czy zatem eksponowane tam przedmioty wzbudzają chęć ich posiadania?
Przypisuje się Trzaskowskiemu zasługę postawienia tego eksponatu sztuki nowoczesnej w centrum Warszawy. A to co najwyżej realizator polecenia. Nie sądzę, by był zdolny do samodzielnej koncepcji takiego dzieła.
Jeśli pamięć mnie nie myli to autorką pomysłu była Anda Rottenberg, swego czasu (jeszcze ) Minister Kultury, której celem było zakłócenie Polakom poczucia piękna.
Czy jej się to udało?
I tak, i nie.
Tak, gdyż wprowadziła tym obiektem w sferę kultury judaistyczne poczucie, czym jest sztuka.
Ale perfidia losu ujawniła się w postaci sąsiedztwa sztandarowego dzieła sztuki moskiewskiej (turańszczyzna) w postaci Pałacu Kultury i Nauki.
Czyli mamy możność porównania sztuki dwóch wrogich polskości cywilizacji. W sąsiedztwie. Czy to nie chichot Opatrzności?



Komentarze
Pokaż komentarze (10)