Z coraz większym dystansem podchodzę do narracji Kościoła Katolickiego dotyczącej śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.
To dlatego, że zaczyna tam przeważać nuta zadowolenia z tego zdarzenia; wszak efektem poświęcenia Jezusa (w tej narracji) jest zbawienie. Czyli korzyść jakiej (podobno) wszyscy z tego doznajemy.
W takim kontekście rozpamiętywanie męki jakiej doznał Jezus i użalanie się nad tym - wielu wydaje się rodzajem zadośćuczynienia. A przecież Jezus wcale nie dążył do takiego rozwiązania, chociaż zdawał sobie sprawę, że taki może być koniec. Świadczy o tym Modlitwa w Ogrójcu.
Efektem jest też pomijanie sprawczej roli Żydów w doprowadzeniu do Jego śmierci. Zaczyna się im przypisywać li tylko, co prawda mało sympatyczną, ale konieczną rolę pozwalającą na "otwarcie drogi zbawienia" dla wiernych. Czyli rolę narzędzia w rękach Opatrzności, a wszak narzędzie nie ponosi odpowiedzialności za efekt czynu.
Taką samą narrację co do sensu mamy z Niemcami i ich rolą w holokauście. Z nich tylko "wyłoniło się " narzędzie - naziści, którzy dokonali eliminacji pewnej części i tak przeznaczonych na stracenie mało wartościowych Żydów.
Smutna i pesymistyczna jest ta narracja.
Idąc tym torem dojdziemy do kompletnej degeneracji pojęcia człowieczeństwo. Przestaniemy być odpowiedzialni za własne czyny stając się tylko narzędziami w rekach manipulatorów. To droga odpersonalizowania.
Na szczęście możliwa jest inna interpretacja przekazu jaki niesie to zdarzenie. Zmartwychwstanie Chrystusa daje nam wszystkim nadzieje, że nie da się "zamordować" człowieczeństwa w ludziach. Nawet tak stłamszone, sponiewierane i zamęczone - odrodzi się.
Idea współżycia oparta na miłości - bo takie jest przesłanie nauki Chrystusa, zawsze powróci w chwale.
I to jest najbardziej radosnym przesłaniem poświęcenia Jezusa.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)