W ostatnich tygodniach pojawia się coraz więcej doniesień sugerujących, że zachodnie służby specjalne mogą rozważać wykorzystanie kurdyjskich formacji zbrojnych jako elementu presji na Iran. Według części przecieków operacyjnych ugrupowania kurdyjskie działające w rejonie pogranicza Iranu i Iraku mogłyby odegrać rolę w destabilizacji zachodnich regionów Iranu.
Jeżeli te informacje okażą się prawdziwe, nie byłby to scenariusz nowy. Historia Bliskiego Wschodu pokazuje bowiem, że Kurdowie wielokrotnie znajdowali się w centrum geopolitycznych rozgrywek między mocarstwami.
Z punktu widzenia strategii operacyjnej wybór Kurdów nie jest przypadkowy. Kurdyjskie formacje od dziesięcioleci należą do najbardziej doświadczonych sił nieregularnych na Bliskim Wschodzie. Doskonale znają teren górskich obszarów pogranicza Iranu, Iraku i Turcji, posiadają doświadczenie w działaniach partyzanckich i dysponują strukturami zdolnymi do prowadzenia długotrwałych operacji asymetrycznych.
Z perspektywy zewnętrznych aktorów mogą więc stanowić narzędzie oddziaływania na sytuację wewnętrzną Iranu – bez konieczności bezpośredniego angażowania regularnych sił zbrojnych.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że Kurdowie zamieszkują obszary czterech państw regionu – Turcji, Iranu, Iraku i Syrii – co czyni ich jednym z najważniejszych czynników geopolitycznych Bliskiego Wschodu.
Po klęsce Iraku w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku Kurdowie na północy kraju podjęli powstanie przeciwko reżimowi Saddama Husajna. Zachęcani wcześniej przez Stany Zjednoczone liczyli, że Waszyngton wesprze ich w obaleniu irackiego dyktatora.
Początkowo powstanie przyniosło sukces – kurdyjskie siły przejęły kontrolę nad znaczną częścią północnego Iraku. Sytuacja zmieniła się jednak gwałtownie, gdy armia iracka rozpoczęła brutalną kontrofensywę. W krótkim czasie doszło do jednej z największych katastrof humanitarnych w regionie – około półtora miliona Kurdów zostało zmuszonych do ucieczki w kierunku granic z Iranem i Turcją.
Dopiero później społeczność międzynarodowa ustanowiła strefę zakazu lotów nad północnym Irakiem, co ostatecznie umożliwiło powstanie autonomii kurdyjskiej.
Ciekawą perspektywę na tamte wydarzenia przywołuje w swoich wspomnieniach pułkownik Filip Hagenbeck, który pod koniec lat 90. pełnił służbę w Bagdadzie. W ramach obowiązków konsularnych odwiedzał w irackim więzieniu Abu Ghraib dwóch obywateli USA kurdyjskiego pochodzenia, skazanych przez reżim Saddama Husajna za działalność szpiegowską.
Obaj trafili w ręce irackiego wywiadu po klęsce kurdyjskiego powstania z 1991 roku. Jak wspomina Hagenbeck, w rozmowach nie ukrywali, że w czasie powstania obsługiwali sprzęt i struktury wykorzystywane w działaniach przeciwko Bagdadowi.
Ich historia pokazuje dramat ludzi, którzy znaleźli się w samym środku wielkiej gry wywiadów i polityki. Kurdowie uwierzyli, że wsparcie Stanów Zjednoczonych pozwoli im zmienić los swojego narodu. Kiedy jednak przyszła brutalna odpowiedź reżimu Saddama Husajna, pomoc nie nadeszła w takim wymiarze, jakiego się spodziewali.
Nie był to zresztą pierwszy przypadek w historii. Już w latach 70. kurdyjskie powstanie w Iraku było wspierane przez CIA oraz Iran rządzony przez szacha. Kurdowie pod przywództwem Mustafy Barzaniego otrzymywali broń, pieniądze i pomoc logistyczną.
Celem tej operacji nie było jednak stworzenie niepodległego Kurdystanu, lecz osłabienie rządu w Bagdadzie i zmuszenie Iraku do utrzymywania dużych sił wojskowych na północy kraju.
Kiedy w 1975 roku Iran i Irak zawarły porozumienie graniczne w Algierze, wsparcie dla Kurdów zostało natychmiast przerwane. Powstanie upadło w ciągu kilku tygodni, a tysiące kurdyjskich bojowników i cywilów zostało pozostawionych samym sobie.
Kurdowie są największym narodem świata, który nie posiada własnego państwa. Liczą ponad 30 milionów ludzi i zamieszkują obszary Turcji, Iranu, Iraku oraz Syrii. Ich aspiracje narodowe od dziesięcioleci zderzają się z interesami państw regionu oraz globalnych mocarstw.
Historia pokazuje, że Kurdowie bardzo często byli wspierani wtedy, gdy ich walka była użyteczna dla większych graczy. Gdy jednak zmieniały się interesy polityczne, wsparcie znikało równie szybko.
Dlatego kurdyjska historia jest w dużej mierze historią narodu, który wielokrotnie znajdował się w centrum geopolitycznej gry prowadzonej ponad jego głowami.
Jedno pozostaje jednak niezmienne.
Kurdowie od pokoleń walczą o własne państwo i własną przyszłość, niezależnie od tego, kto akurat próbuje wykorzystać ich w swojej strategii. Wielkie mocarstwa mogą zmieniać sojusze, strategie i granice wpływów.
Ale narody, które naprawdę walczą o wolność, pozostają na scenie historii znacznie dłużej niż ci, którzy próbują nimi rozgrywać kolejne partie geopolitycznej gry


Komentarze
Pokaż komentarze (1)