Andrzej Branicki1969 Andrzej Branicki1969
118
BLOG

Rosja schowała szwadron śmierci w Kałasznikowie

Andrzej Branicki1969 Andrzej Branicki1969 Polityka Obserwuj notkę 7
Rosja nie tylko tworzy tajne służby. Rosja buduje całe machiny zabójstw ukryte za fasadą wielkich spółek i przemysłu zbrojeniowego. Center 795 miało być właśnie takim tworem: elitarną, ściśle tajną strukturą zdolną do obserwacji, porwań, sabotażu i zabójstw, działającą pod osłoną koncernu Kałasznikow. Ta historia pokazuje nie tylko, jak działa państwo Putina, ale też jak łatwo władza może zacząć rozpuszczać granice między służbami, biznesem i polityką.

Gdy przeciętny czytelnik słyszy o „tajnej rosyjskiej jednostce”, zwykle wyobraża sobie klasyczny obraz: zamknięta baza, wojskowy rozkaz, kilku oficerów, fałszywe paszporty i jakaś operacja za granicą. To obraz stary, jeszcze postsowiecki. Problem polega na tym, że współczesna Rosja działa już inaczej.

Nowa historia dotycząca Center 795 pokazuje coś znacznie groźniejszego niż zwykły oddział specjalny. Pokazuje nowy model państwa przemocy. Model, w którym służby, wojsko, przemysł zbrojeniowy i polityczne zaplecze nie są oddzielnymi światami, lecz elementami jednego organizmu. Model, w którym aparat operacyjny nie musi już siedzieć wyłącznie w strukturze resortowej, bo może zostać ukryty w cieniu wielkiego koncernu. Według śledztwa The Insider, Center 795 powstało po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny przeciw Ukrainie jako nowa, ściśle tajna i autonomiczna jednostka złożona z elitarnych ludzi z GRU i FSB, przeznaczona do najważniejszych operacji: od misji wojskowych w Ukrainie po porwania i zabójstwa polityczne za granicą.

To właśnie czyni tę sprawę tak ważną. Nie chodzi tylko o kolejną tajną strukturę Putina. Chodzi o to, jak ona miała być zbudowana.

Czym w ogóle było Center 795?

Według dostępnego opisu Center 795 nie było zwykłą jednostką wojskową ani klasyczną komórką wywiadowczą. Miało być strukturą pełnego cyklu. To znaczy taką, która sama potrafi najpierw rozpoznać cel, potem go obserwować, uruchomić agenturę, przechwyty techniczne i rozpoznanie sygnałowe, a następnie wysłać grupę uderzeniową i osłonić całą operację logistycznie oraz organizacyjnie. The Insider opisuje tę jednostkę jako „top-secret and fully autonomous entity” zdolną wykonywać zarówno zadania wojskowe w Ukrainie, jak i zabójstwa oraz uprowadzenia za granicą.

To nie jest drobiazg organizacyjny. To oznacza, że Rosja próbowała zbudować coś znacznie bardziej zaawansowanego niż dawny model „kilku oficerów od brudnej roboty”. Center 795 miało przypominać miniaturowe państwo bezpieczeństwa. Niewielkie liczebnie, ale niezwykle gęste funkcjonalnie.

Z materiałów opisanych w śledztwie wynika, że jednostka mogła liczyć około 500 oficerów i była podzielona na trzy główne piony: wywiad, szturm oraz wsparcie bojowe. To oznacza nie tylko ludzi od działań specjalnych, lecz również własne zaplecze rozpoznawcze, techniczne, medyczne, logistyczne i bojowe. Polski Radio 24, streszczając ustalenia The Insider, pisało wręcz o nowej tajnej jednostce kremlowskich zabójców działających poza granicami Rosji i na Zachodzie.

Po co Rosji była potrzebna nowa taka jednostka? Najkrótsza odpowiedź brzmi: dlatego, że stare struktury się skompromitowały.

Rosja miała już wcześniej jednostki przypisywane operacjom specjalnym i zabójstwom za granicą, przede wszystkim osławioną jednostkę GRU 29155, łączoną z próbami zamachów i zabójstwami w Europie. Problem polegał na tym, że po latach działania wiele tych operacji zostało rozpoznanych. Zachodnie służby, dziennikarze śledczy i analitycy open source zaczęli identyfikować nazwiska, trasy podróży, dokumenty i wzory działania. To była kompromitacja.

Ale państwo takie jak Rosja nie reaguje na kompromitację pytaniem: „czy nie powinniśmy przestać?”. Ono reaguje inaczej: „jak zrobić to skuteczniej i mniej widocznie?”

Center 795 miało być odpowiedzią właśnie na ten problem. Mniej toporną. Bardziej nowoczesną. Lepszą pod względem kamuflażu. Bardziej segmentowaną. Osadzoną w taki sposób, by trudniej było ustalić, gdzie kończy się zwykła działalność przemysłowa, a zaczyna państwowa operacja przemocy. To jest bardzo ważne: Center 795 nie było tylko nową jednostką. Było nową formułą ukrywania siły.

Dlaczego Kałasznikow jest tu tak ważny?

Najbardziej uderzający element całej historii polega na tym, że Center 795 miało być osadzone przy Koncernie Kałasznikow i korzystać z jego zaplecza. Według śledztwa jednostka miała być ukryta w strukturach wielkiego rosyjskiego producenta broni, a za nią miał przewijać się jeszcze szerszy świat państwowo-przemysłowy związany z Rostecem. The Insider opisał Center 795 jako strukturę, która „emerged after the start of Russia’s full-scale war in Ukraine” i była powiązana z Kałasznikowem, zaś polskie omówienia wprost pisały o jednostce ukrytej w strukturach koncernu Kałasznikowa.

To zmienia wszystko.

Bo jeśli tajna jednostka działa wyłącznie jako oddział wojskowy, jest łatwiejsza do formalnego uchwycenia. Jeśli działa przez służby, wiadomo przynajmniej, gdzie szukać jej miejsca w systemie. Ale jeśli działa pod korporacyjną osłoną, zyskuje kilka przewag jednocześnie.

Po pierwsze, ma legalne tło dla przepływu pieniędzy, sprzętu i ludzi.

Po drugie, ma cywilną fasadę, która tłumaczy wiele ruchów organizacyjnych.

Po trzecie, ma łatwiejszy dostęp do zaplecza technicznego, magazynowego i szkoleniowego.

Po czwarte, ma to, co dla każdego brudnego systemu najcenniejsze: rozmycie odpowiedzialności.

W takim układzie zawsze można twierdzić, że coś było projektem korporacyjnym, eksperymentem, szkoleniem, ochroną obiektu, przedsięwzięciem technicznym albo specjalnym programem przemysłowym. A właśnie tam, w tej mgle, najlepiej ukrywa się rzeczy najgorsze.

Jak ta struktura miała działać w praktyce?

Opis jednostki jest na tyle rozbudowany, że można z niego odtworzyć nie tylko sens polityczny, ale i logikę operacyjną. Center 795 miało posiadać własny pion wywiadu, obejmujący zarówno analizę ze źródeł otwartych, jak i agenturę, rozpoznanie sygnałowe oraz techniczne. Miało także pion obserwacyjny i rozpoznawczy z wykorzystaniem dronów. Obok tego funkcjonować miały wyspecjalizowane komórki szturmowe, grupy autonomiczne, zespoły snajperskie i pełne wsparcie bojowe, z medycyną, logistyką, a nawet cięższym zapleczem. W relacjach z tego śledztwa pojawiają się informacje o ambicjach wykraczających daleko poza klasyczny sabotaż, z elementami typowymi dla samodzielnej formacji wojskowej.

To znaczy, że Rosja nie tworzyła po prostu „grupy do zabójstw”. Tworzyła zwarte narzędzie państwowe, zdolne działać zarówno w wojnie konwencjonalnej, jak i w operacjach skrytych. Jednostka tego rodzaju mogła śledzić cel, zbierać o nim informacje, lokalizować go przez źródła osobowe lub techniczne, prowadzić rozpoznanie wizualne, organizować infiltrację, a następnie przejść do fazy wykonawczej.

To właśnie dlatego określenie „armia cieni” nie jest tutaj publicystyczną przesadą. Ono trafnie oddaje istotę projektu: nie zwykła komórka, ale zminiaturyzowany, samowystarczalny aparat przemocy.

Kim byli ludzie tej struktury?

Według śledztwa jednostka była budowana z ludzi elitarnych: z weteranów FSB Alfa, z kręgów GRU, a także z osób mających doświadczenie w służbach białoruskich oraz w zapleczu przemysłowo-zbrojeniowym. Na czele miał stać Denis Fisenko, były oficer elitarnej formacji i jednocześnie człowiek z doświadczeniem menedżerskim w Kałasznikowie. W materiałach prasowych dotyczących sprawy wskazuje się go jako jednego z kluczowych ludzi tego projektu.

To znowu nie jest przypadek. Taki projekt wymagał ludzi z dwóch światów naraz: z jednej strony operatorów i oficerów rozumiejących tajne działania, z drugiej ludzi potrafiących poruszać się w wielkiej organizacji przemysłowej i korzystać z jej zasobów. Właśnie dlatego ta historia jest tak nowoczesna i tak niepokojąca. Tu nie ma już ostrej granicy między oficerem, menedżerem i człowiekiem politycznie zaufanym. W systemie Putina te role coraz częściej się stapiają.

Denis Alimow i moment, w którym wszystko zaczęło się sypać.

Każda taka historia potrzebuje punktu pęknięcia. W tej opowieści jednym z najważniejszych nazwisk jest Denis Alimow, opisywany jako operator związany z tą strukturą i wcześniej z elitarną Alfą. Z materiałów śledczych wynika, że miał on odgrywać ważną rolę w działaniach operacyjnych, a jego zatrzymanie w Kolumbii miało otworzyć drogę do szerszego ujawnienia samej jednostki. Artykuł The Insider opisuje Alimowa jako starszego operatora najbardziej tajnej rosyjskiej jednostki zabójczej, zatrzymanego na lotnisku w Bogocie.

Najbardziej kompromitujące dla całej tej konstrukcji jest jednak to, jak miała zostać obnażona. Nie przez wielką zdradę. Nie przez filmowego kreta na Kremlu. Nie przez genialną operację kontrwywiadowczą. Tylko przez coś banalnego: przez problemy językowe, komunikacyjne i użycie narzędzi tłumaczeniowych zostawiających ślady. Polskie Radio 24 streszczało ten wątek bardzo dosadnie: „Tłumacz Google wydał tajną jednostkę”.

To brzmi wręcz absurdalnie, ale właśnie w tym tkwi prawda o wielu autorytarnych systemach. Są potężne, dopóki wszystko działa po ich myśli. Gdy jednak trzeba przejść przez zwykłe ludzkie czynności — komunikację, koordynację, logistykę, improwizację — okazuje się, że nawet najbardziej tajna struktura może zacząć się sypać przez własną pychę i wygodnictwo.

Center 795 jako portret państwa Putina

Najważniejszy sens tej historii nie polega na samym numerze jednostki ani na pojedynczej operacji. Polega na tym, że Center 795 jest idealnym portretem współczesnej Rosji.

To państwo, w którym przemysł zbrojeniowy nie jest tylko przemysłem.

To państwo, w którym służby nie są tylko służbami.

To państwo, w którym biznes państwowy, aparat bezpieczeństwa i polityczne centrum władzy tworzą jeden obieg.

W takim systemie spółka może być przykrywką. Menedżer może być częścią operacji. Oficer może przejść przez korporację. Jednostka specjalna może działać w cieniu firmy. A wszystko to razem tworzy układ, który trudniej zrozumieć, trudniej kontrolować i trudniej pociągnąć do odpowiedzialności.

Center 795 jest więc czymś więcej niż „tajną jednostką”. Jest modelem nowoczesnego autorytarnego państwa operacyjnego.

Krótka, ale ważna analogia do Polski.

Tu trzeba postawić granicę bardzo wyraźnie: Polska nie jest Rosją, a CBA nie było odpowiednikiem Center 795. Nie wolno tego mieszać ani stawiać znaku równości. Ale z tej rosyjskiej historii można i trzeba wyciągnąć jedną przestrogę: zawsze trzeba patrzeć bardzo uważnie na sytuacje, w których aparat bezpieczeństwa zaczyna personalnie przenikać się z wielkimi spółkami państwowymi. I właśnie dlatego polski wątek CBA, Orlenu i PZU jest istotny.

W przypadku Orlenu media opisywały, że na ważnych stanowiskach znalazło się co najmniej siedmioro byłych funkcjonariuszy CBA. Wśród nich miały być osoby pracujące wcześniej przy sprawach związanych z Danielem Obajtkiem. Ten opis nie jest dowodem automatycznego bezprawia, ale jest wyraźnym sygnałem, że między służbą a strategiczną spółką państwową powstał bliski obieg kadrowy i lojalnościowy.

Jeszcze mocniejszy jest przypadek PZU. Ernest Bejda, były szef CBA, został członkiem zarządu PZU w 2020 roku, co odnotowały media finansowe. Później media opisywały również, że łączył funkcję członka zarządu PZU z pozostawaniem funkcjonariuszem CBA. To już nie jest zwykła zmiana kariery po latach. To jest przykład, w którym człowiek ze szczytu służby specjalnej funkcjonuje równocześnie w ścisłym kierownictwie jednego z najważniejszych państwowych filarów finansowych.

I właśnie tutaj pojawia się wspólna cecha ostrzegawcza, choć oczywiście nie wspólnota skali czy celu. W obu przypadkach widać, jak łatwo może zacząć powstawać państwo półjawne: takie, w którym formalnie wszystko jest rozdzielone, ale realny obieg ludzi, wpływów i lojalności krąży pomiędzy tymi samymi środowiskami.

To nie jest rosyjski model zabójczej jednostki. Ale to jest ten sam rodzaj ustrojowego ryzyka: zacieranie granic między służbą, polityką i wielkim państwowym biznesem.

Center 795 nie jest tylko rosyjską sensacją. To jest ostrzeżenie przed państwem, które nauczyło się chować własną siłę za fasadą korporacji, przemysłu i projektów specjalnych. Według śledztwa The Insider, Rosja po kompromitacji starych struktur nie zrezygnowała z operacji specjalnych i zabójstw, tylko próbowała zbudować ich nową wersję: bardziej nowoczesną, bardziej segmentowaną, bardziej osłoniętą przez Kałasznikowa i świat Rostecu. To właśnie jest najgroźniejsze: nie sama brutalność, lecz umiejętność wtapiania brutalności w struktury pozornie zwyczajne.

A dla Polski najważniejsza lekcja jest prosta. Demokracja nie psuje się wyłącznie wtedy, gdy państwo robi coś jawnie bezprawnego. Psuje się także wtedy, gdy służby, polityka i strategiczne spółki zaczynają mówić tym samym głosem i obsadzać się tymi samymi ludźmi. Wtedy powstaje półcień - klasyczna umbra. A w półcieniu zawsze najłatwiej ukryć rzeczy, których obywatele nie powinni przegapić.

Jestem emerytowanym funkcjonariuszem państwowym, analitykiem bezpieczeństwa oraz prawnikiem. Przez wiele lat zajmowałam się zagadnieniami bezpieczeństwa państwa, analizą ryzyk oraz funkcjonowaniem instytucji publicznych w warunkach podwyższonego zagrożenia. Doświadczenie praktyczne łączę z analizą prawną i geopolityczną, koncentrując się na mechanizmach decyzyjnych, odpowiedzialności instytucjonalnej oraz realnych skutkach polityki bezpieczeństwa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka