49 obserwujących
222 notki
423k odsłony
1065 odsłon

Świat będzie inny inaczej

Wykop Skomentuj13

Mainstreamowe media lubią bez końca powtarzać jakieś zaklęcia. Jak już jakiś niezbyt inteligentny człowiek wymyśli wpadające w ucho hasła, to zaraz go portal za portalem i kanał za kanałem powtarzają bez odpoczynku. Teraz takie modne zdanie to, że „świat po wirusie nie będzie taki sam”. Zacząłem więc uważniej słuchać co mówią, patrzeć co pokazują i czytać co piszą, żeby się dowiedzieć jaki ten nowy świat będzie inny od starego.

Nie będziemy latać samolotami. To mi się akurat podoba, bo większość naszego latania jak się okazuje nie ma większego sensu. Po prostu z nudów przemieszczamy się z miejsca na miejsce mając nadzieję, że nowe widoki, zapachy i twarze zapełnią naszą wewnętrzną pustkę. Czy naprawdę trzeba lecieć na Barbados, aby dobrze wypocząć? Czy nie wystarczy do Brzegów Górnych? Tak więc w sumie lepiej, że latać nie będziemy, a i przyroda trochę odpocznie od spalin samolotowych, choć zgryźliwi zauważyli, że prawie samochody nie jeżdżą, a ilość CO2 w powietrzu utrzymuje się na tym samym poziomie.

Jednak, kiedy czytam, że „w całej Europie trwa zażarta debata na temat powrotu na ligowe boiska”, to coś mi się niewyraźnie robi. Bo przecież miało być inaczej, a okazuje się, że Europejczyk niewiele się wirusa przestraszył oraz od niego nauczył i dalej za priorytet uznaje igrzyska. Kiedy ruszą rozgrywki ligowe – na ten temat z wielkim zaangażowaniem wypowiada się w Europie co drugi premier. Chleba i igrzysk - wieczne hasło upadających cywilizacji. W dobie koronowirusa można nawet powiedzieć: „Igrzyska albo śmierć” (duchowa), albo „Igrzyska i śmierć” (mecz w Bergamo). Czyli priorytet zabawy pozostaje. Teraz gospodarka ma być odmrażana. Słucham i uszom nie wierzę: „stopniowo będę otwierane salony fryzjerskie, salony masażu, pracownie tatuażu, hotele”. Grecy walczą o otwarcie plaży. Ciekawa ta nasza gospodarka w Europie. Właściwie nie gospodarka tylko usługi. Nasz świat to świat przyjemności, gospodarka przyjemności. I jeszcze archiwa otworzą jako pierwsze. Produkcją jak wiadomo zajmują się Chińczycy: nawet teraz robią dla nas maski, okulary ochronne i rękawiczki. Właściciele galerii walczą jak lwy, żeby je też szybko odmrożono. Wiadomo, że chodzi o miejsca pracy, pobudzenie gospodarki przez konsumpcję. Ale, ale … Otwórzmy nasze szafy. Mam tam takie zapasy koszul, spodni, kurtek, majtek i półbutów, że starczyłoby nawet na 3 lata kwarantanny. Zakupy są po prostu przyjemnością, zabijaniem czasu i nudy. Czyli wszystko będzie po staremu.

Zupełną nowością będą obligacje europejskie. Super pomysł! Nie mamy jeszcze europejskiego superpaństwa, a będziemy mieli już superobligacje. To mistrzostwo: firmy jeszcze nie ma, a już ludzi ponaciągała na pożyczki! Co tam Baksik i Gąsiorowki, albo Amber Gold – cieniasy! Dług za te euroobligacje spłacimy nowymi euroobligacjami, a te wykupią oczywiście Chińczycy, a potem za te euroobligację zabiorą sobie Wenecję, Barcelonę i Paryż! Czyli jednak europejskie życie na kredyt i socjalizm po staremu. Niby ma być ciężko, ale chyba nie tak, że ludzie umierać będą z głodu, bo przecież nasze spiżarnie po staremu pełne wszelkiego jadła, połowę do śmieci wyrzucamy jak wcześniej. Nasi politycy nie dadzą nam się odchudzić. Czyli niby ma być ciężko, ale tak ciężko inaczej.

Ci sami politycy i urzędnicy będą pomagać przedsiębiorstwom – to coś nowego. Nie, nie to bynajmniej nie znaczy, że poluzują podatki, albo sami staną na taśmie produkcyjnej. Skąd się wezmę te pieniądze na pomoc przedsiębiorcom? Może wyrosną na grządce na działce ministra finansów między pietruszką i sałatą? Pomęczyłem się i sprawdziłem z czego biorą się pieniądz w budżecie: o dziwo z podatków! Czyli urzędnicy najpierw przedsiębiorcy zabiorą, trochę wezmą sobie na drobne wydatki i potem część pieniędzy oddadzą przedsiębiorcy jako pomoc humanitarną. Bardzo fajny schemat! Ja też tak chcę. Zabiorę sąsiadowi 1000 zł, 300 wezmę sobie, resztę oddam sąsiadowi jako pomoc humanitarną (jeśli się będzie mi kłaniał oczywiście). Czyli wszystko po staremu.

Niby coś nowego, ale już i wcześniej bywało: Angela obiecała, że dorzuci więcej do wspólnego worka ratowania europejskiej ekonomiki. Tak jak na poziomie narodowym zadaniem polityka jest wyciągnięcie jak najwięcej dla swojego okręgu wyborczego i elektoratu, tak na poziomie UE dobry polityk, to taki, który najwięcej uszczknie ze wspólnego budżetu dla swojego kraju. Takiego polityka wszyscy lubią, bo przecież nie z naszych zabrał, tylko z cudzych. Krótko mówiąc europejski Janosik, co to bogatym zabiera i biednym rozdaje. Można się cieszyć, że tym razem, to nie z naszej kieszeni to ratowanie gospodarki się dzieje. Ale to tylko pozór dla naiwnych. Dlaczego Niemcy mają więcej kasy? Czy tylko dlatego, że są bardziej pracowici (co też zresztą nie jest jakimś dogmatem)? Przecież umieją oni liczyć pieniądz i dbać o swoje (vide kryzys ciężarówkowy). Gdzie jest wspólny rynek, a tym bardziej wspólna waluta, na tym korzysta najsilniejsza gospodarka. W takim systemie naczyń połączonych, silniejsi robią się ciągle silniejsi, a słabsi ciągle słabsi. Nawet taka Francja staje się wasalem Rzeszy. Żal patrzeć jak do Angeli mizdrzy się Marcon, ale w końcu jest prezydentem z nadania Pani Kanclerz, tak jak nasz ostatni monarcha został obrany na tron z poparcia innej Niemki. Tak więc mamy ten sam schemat na poziomie Unii, co na poziomie kraju: najpierw się zabiera, żeby potem oddać część jako pomoc humanitarną. Niemcy na tym biznesie nie stracą, a jeszcze bardziej zwiążą swoich wasali z suzerenem.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka