Bardzo urocze są i śmieszne zarazem kasandryczne głosy dziennikarzy, w tym polskich, o końcu świata, który nastąpi, jeśli by Trump został wybrany na prezydenta. Co do tych dziennikarzy to zastanawiam się czy jest to szczera histeria, czy jednak zakłamanie? Jeśli szczera histeria, to świadczyłoby o ich niskiej inteligencji i jeszcze słabszej pamięci, a o to ich nie podejrzewam. W takim razie chodzi bardziej o zakłamanie. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta: Donald Trump już raz był prezydentem i wydaje się, że owi dziennikarze traktują swoich czytelników, jako umysłowo upośledzonych i cierpiących na demencję, starając się zrobić wrażenie, że ta prezydentura nie miała miejsca.
Trump był prezydentem. I co? I nic. Krowy dalej dawały mleko, kury znosiły jajka, a na ziemię nie spadł deszcz siarki i ognia. Żadnej katastrofy o znaczeniu regionalnym czy globalnym, którą by wywołała jego prezydentura nie obserwowano. Dla USA był to nienajgorszy czas, a na arenie międzynarodowej Trump miał tak porażki, jak i sukcesy. Więc dlaczego teraz taka histeria? Histeria jak wiadomo jest najlepszym sposobem motywowania ludzi do chodzenia na wybory i właściwego głosowania. Wspaniałym tego przykładem była globalna histeria (którą można porównać tylko z COVIDem) wzbudzona po tym, jak w wyniku działań policji podczas zatrzymania zmarł czarnoskóry recydywista i narkoman. Wydarzenie zupełnie lokalnego charakteru stało się zapalnikiem światowej histerii, w której to wzięło udział mnóstwo przywódców państw i celebrytów. Ta histeria pomogła jednak wygrać wybory Joe Bidenowi.
Trump jest niewątpliwie nieobliczalny, ale bardziej w słowach niż czynach. Jest przecież biznesmenem, a w tej dziedzinie w odróżnieniu od mediów, trzeba się twardo trzymać powierzchni ziemi i realiów. Bez wątpienia wielu inaczej sobie wyobraża kandydata na prezydenta ze strony republikanów, ale niestety w Stanach działa demokracja i o tym decydują członkowie partii, a nie zakulisowe gry aparatczyków. Wiele cenniejsze byłoby, gdyby dziennikarze użyli swoich mózgów i zdolności, aby spróbować pojąć, czym Trump jest tak atrakcyjny dla Amerykanów? Niestety tutaj nie widzę wiele dociekliwości i finezji. Zazwyczaj sprowadza się to do stwierdzenia, że Trump reprezentuje głupszą, zacofaną i niedouczoną część amerykańskiego społeczeństwa. I sprawa zamknięta.
Tymczasem wydaje mi się, że poparcie dla Trumpa jest wiele ważniejsze niż sam Trump. Pokazuje ono jak bardzo Amerykanie czują się zdradzeni i opuszczeni przez swoje elity. Jak bardzo wielu przeciętnych obywateli USA uważa, że ktoś odbiera im ich własne państwo, jak bardzo nieznośna jest dla nich dyktatura poprawności politycznej, jak bardzo czują się coraz mniej u siebie. Jest to proces, który prowadzi do radykalizacji z obu stron. Lewicyzacja życia społecznego w końcu powoduje poczucie zagrożenia i zwrotną reakcję, w której milcząca większość zdesperowana i w poczuciu zagrożenia wyraża swoją pozycję w coraz bardziej radyklany sposób. W rzeczywistości Europa jest o wiele bardziej lewicyzowana niż USA, ale też Europejczycy są bardziej skłonni poddać się praniu mózgów niż Amerykanie, bo ci ostatni są bardziej przywiązani do wolności i podstawowych swobód obywatelskich. Amerykanie widocznie są bardziej odporni na nacisk mediów i różnego rodzaju elit. Źródeł tego należy też szukać w tym, że Ameryka jest o wiele bardziej chrześcijańska niż Europa. I wszystko to jest chyba paliwo napędzające efekt Trumpa. Niezależnie od wyników wyborów te procesy będą mieć dalej miejsce i jeszcze nie wiemy czym to się skończy.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)