Zapraszam na małą wycieczkę artystyczno-kulturalno-intelektualną po Rzymie, na końcu której doturlamy się do Pana Owsiaka.
Wszystko wskazuje na to, że odnaleziono właśnie kolejny obraz jednego z najbardziej cenionych malarzy włoskiego baroku, Michelangelo Merisi de Caravaggio: Magdalena w ekstazie. Zresztą to nie pierwszy obraz Caravaggio, który odnaleziono w ostatnim czasie. 20 lat temu jezuici w Dublinie postanowili oddać do restauracji zakopcony obraz, który wisiał u nich w jadalni. Okazało się, że jest to zaginiony Pocałunek Judasza Caravaggio, wart więcej niż jadalnia i cały dom zakonny, w którym się ta jadalnia znajduje. Obraz genialny: twarze i gesty w sposób perfekcyjny ukazują intencje uczestników dramatu i ich emocje. Taki zresztą jest geniusz Caravaggio: jego dzieła są wręcz reporterskie, uchwytujące jak aparat fotograficzny w jednym momencie cały dramatyzm sytuacji. Powołanie celnika Mateusza – obraz znajduje się w centrum Rzymu niedaleko od Piazza Navona w kościele di San Luigi dei Francesi - władczy gest Jezusa, który jednym słowem wyrywa Mateusza z całego jego dotychczasowego życia, to wyśmienita i głęboko duchowa interpretacja tego fragmentu Ewangelii. W rzymskich kościołach można podziwiać wiele obrazów Caravaggia. Niedawno przeszedłem się na Piazza del Popolo, by w augustiańskiej Bazylice di Santa Maria del Popolo (tu mieszkał i gorszył się Rzymem Marcin Luter, kiedy był jeszcze zakonnikiem) obejrzeć na własne oczy oryginał Ukrzyżowanie św. Piotra i Nawrócenia św. Pawła, które znajdują się w kaplicy Cerasi. Szczególnie Nawrócenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie – wydawało mi się, że słyszę słowa Jezusa: Pawle, Pawle dlaczego mnie prześladujesz… Kiedy w Warszawie w Muzeum Narodowym w 1996 roku było wystawione Złożenie do grobu, to ludzie odruchowo klękali przed tym obrazem! Na tyle obrazy Caravaggio oddają prawdy ewangeliczne. Ale wróćmy do Rzymu, gdzie w kościele Sant’Agostino znajduje się może nie tak ciekawy i poruszający, ale posiadający ciekawą historię obraz Caravaggia Madonna della Pellegrini (patrz do góry). Dwoje pielgrzymów, biednych, bosych i z brudnymi nogami klęczy przed Maryją, która trzyma na rękach Jezusa. Kiedy obraz ten powieszono w kościele, za wszelką cenę chciał go kupić i ukryć rzymski notariusza Mariano Pasqualone. Uważał, że ten bosy i biedny pielgrzym zbyt jest do niego podobny. Co gorsze modelką, którą artysta uwiecznił w wizerunku Marii Panny, była znana kobieta lekkich obyczajów imieniem Lena, utrzymanka tegoż Pasqualone. Cały Rzym huczał od plotek, ponieważ poszły słuchy, że Pasqualone wyrzucił autora obrazu, czyli Caravaggio, z pokoju tejże Leny, zastawszy ich in flagranti. Malarz, aby się zemścić za zniewagę i ośmieszyć notariusza, wykorzystał zamówienie na obraz. Ojcowie augustianie obrazu notariuszowi nie odsprzedali i w ten sposób może go podziwiać każdy, kto przyjedzie do Rzymu.
I tu mamy szkopuł. Powyższa anegdota pokazuje, że Caravagio prowadził życie niezbyt zgodne z moralnością chrześcijańską, nawet można powiedzieć, że życie rozwiązłe i awanturnicze. Policyjne i sądowe akta na jego temat liczą wiele stron. Był oskarżony o pobicia, a nawet morderstwo. Siedział w więzieniu. Nie wiemy też nic o tym, żeby się nawrócił, a umarł niespodziewanie. Jak to pogodzić, że ludzie w muzeum klękają przed jego obrazami, które dla mnie są wyśmienitą pomocą w rozważaniu Ewangelii, gdy tymczasem sam autor był łajdakiem?
Zanim spróbuję to wyjaśnić opowiem inną historię – zupełnie świeżą. Kard. Schönbrun z Wiednia opowiedział podczas ostatniego Synodu swoje doświadczenie spotkania z żyjącymi razem homoseksualistami. Jeden z nich wspaniale opiekował się chorym partnerem. Wniosek z tego był taki, że ponieważ on dawał przykład takiej bezinteresownej miłości, my powinniśmy zmienić swój stosunek do związków homoseksualnych. Powinniśmy docenić te ziarenka dobra i doskonałości, które były w tym związku. Zaraz, zaraz, a jeśli 45 letni mężczyzna porzuca swoją starzejącą się żonę z trójką dzieci na rzecz studentki, ponieważ ją kocha, czy też powinniśmy ten związek zaakceptować? Przecież ta nowa miłość może być rzeczywiście o wiele bardziej głęboka i autentyczna niż jego pierwszy związek! Czyż romans księdza (albo nie daj Bóg biskupa) nie ma w sobie jakiegoś ziarna doskonałości? Według mnie jak najbardziej ma. Przecież i w tej miłości jest wiele piękna i dobra. Miliardy kobiet na całym świecie wzruszało się oglądając serial „Ptaki ciernistych krzewów”. Dlaczego? Bo to był film o miłości. Czy w związku z tym wykreślimy z listy grzechów cudzołóstwo, albo przynamniej zrobimy w tym względzie dyspensę dla kardynałów (szczególnie tak przystojnych jak kardynał de Bricassart grany przez Richarda Chamberlaina)?
Chodząc po rzymskich kościołach, można podziwiać głęboko poruszające, posiadające duchową głębię obrazy Caravaggia, ale czy to znaczy, że musimy w związku z tym zaakceptować jego awanturnicze i rozwiązłe życie? Przy takim rozumowaniu chrześcijańska moralność, to nic innego jak zabytek muzealny, coś co jak parowóz, który wraz z rozwojem techniki (społeczeństwa) wyszedł z użycia. Czy mamy zanegować całą biblijną koncepcję grzechu tylko dlatego, że człowiek przekraczający normy chrześcijańskiej moralności robi coś dobrego?
Bardzo często człowiek w stanie grzechu ciężkiego stara się zrobić coś dobrego, by w swoich oczach i cudzych zmazać swoją winę. Narkobaroni obsypujący pieniędzmi domy dziecka to żaden wymysł. Czy takie maskowanie swojego grzechu dziesięciną z mięty i tymianku nie jest charakterystyczne dla naszego zranionego grzechem pierworodnym człowieczeństwa? I właśnie to jest faryzeizm, który tak gwałtownie atakował Jezus, a za Nim obecny Papież. Dlatego też podziwiajmy obrazy Caravaggio, ale nie twierdźmy równocześnie, że z powodu ich piękna trzeba coś w Biblii pozmieniać.
I tu dochodzimy do Pana Owsiaka: niech pomaga ile może, ale nie trzeba z tego powodu robić z niego świętej krowy i twierdzić, że narodził się w wyniku niepokalanego poczęcia. Jeśli kombinuje z pieniędzmi, to dziennikarze powinni się tym zainteresować, a jeśli trzeba to i sąd.
Problem jednak tkwi nie tyle w Owsiaku, ale w mediach, które jak raz świętego wypromowały, to nie chcą się później przyznać, że może ich święty nie taki już święty jak go się maluje. Problem też w nas samych, że szukamy autorytetów i świętych nie tam gdzie trzeba, a potem nas mocno boli jak kogoś takiego z pomnika zrzucają. I to chyba jest najważniejszy wniosek z całej afery wokół Owsiaka. Dajmy szansę i grzesznikowi zrobić coś dobrego, choć dalej nazywać go będziemy grzesznikiem (na wszelki wypadek: wszyscy nimi jesteśmy). Wbrew pozorom nie ma sprzeczności w tym, że Owsiak tyle pomaga biednym dzieciom, a równocześnie coś i dla siebie chciał uszczknąć. Nasz świat nie jest czarno-biały, lecz posiada też wiele odcieni szarości, a my sami jesteśmy niezwykle skomplikowanymi zwierzętami, w których dobre ze złem wymieszane są, jak groszek z marchewką w sałatce.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)