Pilot postanowił popełnić samobójstwo i przy okazji zabrał ze sobą do grobu 149 osób. Dla wielu to zupełny bezsens, bo przecież te 149 osób nijak nie sprawiły, że było mu lżej umierać. Zabijanie kogoś zawsze kojarzy nam się z jakąś przyczyną, przynamniej jakimiś emocjami, problemami psychicznymi. A tutaj nic. Śmierć bez żadnego uzasadnienia.
Koran pisze, że kiedy Bóg stworzył człowieka, wówczas zażądał od księcia aniołów, by oddał pokłon Adamowi. Szatan poczuł się urażony i uznał, że klękanie przed taką nędzną istotą go poniża. Zbuntował się przeciw Boga i tak zaczęły się jego nieszczęścia. Szatan przekonany, że to człowiek jest przyczyną jego biedy stał się jego śmiertelnym wrogiem. Ta historia nie jest oryginalnym pomysłem Mahometa, lecz parafrazą midrasza do opisu stworzenia człowieka z Tory, który Mahomet prawdopodobnie słyszał, kiedy chodził do synagogi w Mecce. W języku arabskim szatan to الشيطان szejtan – przeciwnik, a pierwowzorze hebrajskim שטן satan – oskarżyciel. Tak czy inaczej to przeciwnik człowieka. Wspomniany midrasz to jedynie próba wyjaśnienia „bezinteresownej” nienawiści szatana do człowieka, która jak same zło pozostaje zawsze tajemnicą.
Szatan ma także inne imię: Lucyfer, z łaciny „niosący światło”. Grecki mit o Prometeuszu, mówi że wykradł on bogom ogień (światło), aby dać go biednym ludziom i za to został ukarany przez Zeusa: codziennie orzeł wyżerał mu wątrobę, która mu ciągle odrastała. Światło to jak wiadomo wiedza (stąd epoka „oświecenia”) i wąż w raju przedstawiał się wobec Ewy jako ten, który niesie dobrą nowinę: jak można zostać szczęśliwym, takim jak Bóg. Diabeł oszukał Ewę pozując na Prometeusza, który chce dobra człowieka wbrew zazdrosnemu Bogu. Kiedy byłem młodszy też czasami myślałem, że może jednak szatan chciał dobrze, tylko się pomylił i przez to sprowadził na nas wszystkich biedę. Z biegiem lat obserwując zło w moim życiu, a także w historii, doszedłem do wniosku, że jednak sprawy mają się inaczej. Zdarza się, że w źle dokonywanym przez człowieka jest jakiś nadmiar zła, jakiś bezsens, brak uzasadnienia, oprócz samej woli zniszczenia człowieka. To są te momenty, gdzie można dostrzec cień szatana, jego pragnienie zniszczenia człowieka, tylko dlatego, że on istnieje. Odwrotność pragnienia Boga, który pragnie istnienia człowieka dla samego jego istnienia. „Gloria Dei vivens homo” - Chwałą Boża jest żywy człowiek. Kiedy patrzymy na totalitaryzmy XX wieku z Oświęcimiem i Gułagiem, widzimy tam ten sam nadmiar nienawiści do człowieka i pragnienia unicestwienia go „bez powodu”. Oczywiście szatan zawsze mami nas obietnicą szczęścia i tak było również w przypadku marksizmu i nazizmu.
Bezsensowna śmierć 149 pasażerów lotu Germanwings kojarzy mi się właśnie z tym pragnieniem szatana, by zniszczyć człowieka. Przyznajmy jednak, że 149 osób to nic w porównaniu z 7 miliardami ludzi. Oczywiście można wywoływać wojny, ale okazuje się, że ciągle rodzą się nowi ludzi i straty są uzupełniane. Co robić?
W latach 70tych przeprowadzono kilkakrotnie eksperyment Calhouna. 8 myszkom zapewnione idealne warunki do życia: jedzenie, woda, brak chorób, brak wrogów, norki do rodzenia itp. W szybkim czasie populacja osiągnęła liczbę 2000, poczym nastąpił okres, gdy liczba myszy nie rosła, następnie zaczęła spadać i w końcu zmarła ostania myszka. Jak to się stało? Otóż myszki przestały się interesować rozmnażaniem i wychowywaniem potomstwa. Samce straciły ochotę do walki o terytorium i o samice. Calhoun nazwał ich "pięknisiami”: zajęci tylko pielęgnowaniem swojego futerka, jedzeniem oraz spaniem i wszystko to w samotności. Zupełnie nie zainteresowani walką o cokolwiek i jak to określili naukowcy: głupi i infantylni. Pojawił się też homoseksualizm, który z czasem zaczął obejmować coraz większą część populacji. Samice zaczęły wyrzucać z norki niemowlęta, traciły instynkt macierzyński. Eksperyment przeprowadzono w czasach, kiedy rząd USA zaczął realizować plan kontroli urodzeń i zmniejszenia populacji w krajach III świata. Ponieważ w pewnym okresie w „cywilizacji mysiej” gęstość zaludnienia była duża, zwiększyła się także wzajemna agresja i myszki gryzły nawzajem swoje ogony. Intencja eksperymentu była jasna: na ziemi będzie za dużo ludzi, wzrośnie agresja i to spowoduje koniec ludzkości. Trzeba coś z tym zrobić. Inni naukowcy zauważyli jednak, że w „mysim mieście” nawet w okresie największej ilości mieszkańców, było dużo pustych norek do wykorzystania na rodzenie, a same myszy miały tendencję do tłoczenia się w określonych miejscach. Co ważniejsze, nawet wtedy kiedy populucja zaczęła się zmniejszać myszy nie były zainteresowane rozmnażaniem: czyściły futerka, jadły i spały. Krótko mówiąc cieszyły się życiem. Nie były jednak w stanie przekazać następnym pokoleniom różnych instynktów jak np. macierzyństwo i ojcostwo. W którymś momencie ten gen społeczny został zniszczony i już nie dało się go odtworzyć.
Wygląda na to, że ktoś na nas przeprowadza podobny eksperyment. Ciekawe jest, że nie robi się go w krajach o dużym zaludnieniu i biednych (np. Indie), tylko w Europie, gdzie zaludnienie jest nawet mniejsze (Skandynawia, Rosja), za to bogactwo nieporównywalnie większe. Prawdopodobnie w przypadku ludzi czynnikiem decydującym jest dobrobyt, a dopiero potem gęstość zaludnienia, a w przypadku myszy ważne są oba te czynniki. Zamiast wywoływać wojny można sprawę człowieka załatwić u samego korzenia. Czyli nie zajmować się skutkami, tylko przyczyną. A przyczyną jest ludzka płodność. Jest to największy i najbardziej tajemniczy dar Boga dla człowieka: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” Rdz 1, 28. Bóg chce, aby człowiek żył, ale decyzję o tym oddał w jego ręce. To my decydujemy, czy człowiek będzie istnieć. Obecnie mamy cały wachlarz metod, aby doprowadzić do końca ludzkości: homoseksualizm, gender, single, antykoncepcja, aborcja, rozkład rodziny i niechęć do jej zakładania, feminizacja mężczyzn, maskulinizacja kobiet… Jan Paweł II nazywał to „cywilizacją śmierci” i nie chodzi ty bynajmniej, że ktoś chce kogoś zabijać, tylko chodzi o wrogość do życia jako takiego. Eksperyment najlepiej się udaje w Europie, bo tutaj jak w przypadku Calhouna, nie można umrzeć z głodu, ani z zimna. Medycyna wydłuża nasze życie i obiecuje nieśmiertelność. Z jednej strony mamy wszystko, z drugiej jesteśmy życiem śmiertelnie znudzeni. Największy stopień znudzenia mają kraje skandynawskie, Holandia, Szwajcaria.
Nuda, kiedy wszystko jest, tylko żyć się nie chce. Tak przy okazji: piloci samolotów to osoby o wysokich zarobkach i zrealizowane zawodowo. Prawdopodobnie największa karą boską jest dobrobyt. Wszelkiego rodzaju - w tym ubezpieczenia społeczne, fundusze i konta bankowe, które spowodowały, że dzieci nie są zabezpieczeniem naszej starości, tylko dla niej konkurencją.
Przypomnijmy sobie, co Wieszcz (czyli prorok) pisał w II części Dziadów, kiedy Guślarz przywołuje dusze zmarłych, które nie mogą dostać się do nieba: Józia i Rózia - dzieci żalą się, że choć mogą teraz robić, co tylko zechcą, że mają wszystkiego pod dostatkiem, to jednak „dręczy je nuda i trwoga”. Dzieci nie potrzebują oferowanych przez Guślarza słodyczy – to właśnie przez nadmiar słodyczy, beztroski na ziemi są teraz nieszczęśliwe. Jedyne więc, o co proszą, to dwa ziarenka gorczycy i wygłaszają w kierunku zgromadzonych następującą przestrogę: „Kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie.” Potem piękna Zosia w „kraśnym” wianku na głowie: „Przed nią bieży baranek, a nad nią leci motylek.” Zosia to pasterka, niegdyś najpiękniejsza dziewczyna we wsi, która zmarła, mając zaledwie dziewiętnaście lat. Piękna dziewczyna miała wielu adoratorów, drwiła z nich jednak i nie chciała nawet słyszeć o zamążpójściu. W końcu wyznaje: „Umarłam nie znając troski, ani prawdziwego szczęścia.” Nic dodać, nic ująć – to Europa dzisiaj. Dobrobyt, niechęć do podjęcia ryzyka zasadniczych decyzji życiowych, koncentracja na doznawaniu przyjemności. Nawet reklama dzisiaj już nie sprzedaje nam przedmiotów, tylko uczucia, emocje - przyjemność w czystej postaci.
Oczywiście nikt nie podejmuje decyzji o posiadaniu potomstwa po to, żeby ratować cywilizację. Ktoś taki byłby nawet śmieszny. W Afryce czy Azji dzieci są po prostu sensem życia i jego największą radością. A w Europie? Pytanie trudne. Chyba musi to mieć coś wspólnego z Panem Bogiem. Według Ewangelii, sensem życia jest ofiarowanie go dla drugich. Podstawową formą oddania swojego życia dla drugich jest małżeństwo i macierzyństwo.
Tak czy inaczej eksperyment trwa: jedzmy, śpijmy i czyśmy futerka. A jeśli ja w najbliższym czasie pośliznę się na skórce banana i skręcę sobie kark, będzie to najlepszy dowód, że udało mi się ujawnić tajemnicę najnowszego eksperymentu Profesora Wolanda.



Komentarze
Pokaż komentarze (44)