Św. Ignacy Loyola radzi, aby po każdej medytacji jakiegoś wydarzenia ewangelicznego „wejść w siebie i jakiś pożytek dla siebie z tego wyciągnąć”. Czy na kryzysie Grecji można się czegoś nauczyć? Czy jest to sprawa czysto techniczna, czy ma też jakieś reperkusje moralne?
Wydaje mi się, że najgłębszą przyczyną kryzysy Grecji jest zerwanie związku między pracą i płacą. „Czy się stoi, czy się leży to zapłata się należy” – to przysłowie z czasów PRL można zastosować do Grecji jako państwa. Nie chodzi bynajmniej, że Grecy leniuchowali, chodzi o to, że państwo jako całość oderwało się od realności. Dotyczy to oczywiście nie tylko samej Grecji, ale generalnie kryzysy, który kilka lat temu dotknął Europę i Amerykę. Świat zaczął żyć na „kredyt”. Zaczęto jeść to, czego nie posadzono. Praca przestała być źródłem utrzymania. Pieniądze zaczęły brać się nie wiadomo skąd. Jest to niewątpliwie sprzeczne z moralnością. Już święty Paweł powiedział, że „kto nie pracuje, ten też niech nie je”. Jedna sprawa, kiedy coś takiego robi (właściwie „nie robi”) jeden człowiek, gorzej gdy to dotyczy całego państwa. W przypadku Grecji można podać setki przykładów eurosocjalu i etatyzmu, jak choćby urząd zatrudniający kilkuset pracowników, którzy mieli sprawdzać stan zarastania greckich jezior. Gdzie to pojezierze w Grecji? Patrzę na mapę i nie widzę. A całe pokolenie Greków, które poszło na wcześniejszą emeryturę? Jeśli ktoś podejdzie do mnie i powie: „Panie chcesz stówkę?” Czemuż nie? A jeśli tak codziennie? I Grecy nie odmawiali. Czy jednak sami Grecy są wszystkiemu winni? Chyba nie, bo to nie oni stworzyli ten system, w którym można żyć na halawę
Już nawet nikt się nie dziwi, że staliśmy się Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego z imperatorem Angelą na czele. To cesarzowa pełni w rzeczywistości funkcję premiero - prezydenta europejskiego. Najwyżsi urzędnicy UE, jak nasz Donald, mogą jej co najwyżej ponosić teczkę. O przepraszam torebkę! „Czas odnotować ten fakt przykry, przywykliśmy do rzeczy absolutnie niezwykłych” – wspaniałe struktury UE nie działają bez kanclerzowej? Dlaczego jednak Merkel traciła tyle czasu na pokerowy rozgrywki z Grekami? Czyżby chodziło wyłącznie o „europejską solidarność”? Chyba nie. Żyjemy w systemie, w którym w przedziwny sposób zarabiają Niemcy, a potem część swoich dochodów darują innym. Czy Polsce też nie obiecano 300 mld? A przecież jest to chory system, wszystkie te subwencje, projekty, dofinansowania. Pieniądze, które łatwo przyszło, łatwo też poszły. Czy nie lepiej, żebyśmy te 300 mld zapracowali i rozsądnie je wydali, niż budować akwaparki i dróżki rowerowe, gdzie trzeba i gdzie nie trzeba? I znowu dochodzimy do moralnej schizofrenii: zamiast pracy i płacy, podarki z pańskiego stołu. Ten system , raczej nie jest w stanie się sam zreformować, ponieważ jak na razie jedyną propozycją jest jeszcze większa integracja. Integracja, czyli więcej władzy dla Brukseli i więcej „wspólnego budżetu” – dofinansowania , programów i projektów i decyzji urzędnika, gdzie ma być zamknięta cukrowania, a gdzie Kowalski ma sadzić ziemniaki. Widać Angela uczestniczyła w tym całym cyrku niekończących się negocjacji, ponieważ Grexit może być zaraźliwym przykładem dekompozycji Unii , na którym mogą najwięcej stracić Niemcy. Można oczywiście ją zrozumieć, bo dlaczego Bolek spod budki z piwem ma decydować o wydawaniu pieniędzy zarobionych przez budkę na tych samych prawach co właściciel budki?
Jak słychać Grecy są mocno zdezorientowani i sami nie widzą jak głosować. Tsipras wmawiał Grekom, że trzeba grać z Niemcami w pokera i ci muszą zmięknąć. I dął w zaparte w swoją socjalpopulistyczną trąbkę. Wielu jednak ostrzega, że wyjście z Euro będzie kryzysem na skalę nie do wyobrażenia. A może nie? Może z bólem, ale Grecy staną na własne nogi i zaczną żyć według sprawdzonej zasady „jaka praca, taka płaca”? Jeśli rzeczywiście dojdzie do wyjścia z Euro i totalnej klęski, to Tsipras będzie pierwszą jej ofiarą i okaże się, że się przelicytował, a Grecy będą zmuszeni porzucić eurosocjalistyczną fikcję. Może jednak to lepiej, niż mieliby dalej żyć na europejskim garnuszku z przekonaniem, że jednak się udało i walnąć głową w ścianę za kolejne dwa lub pięć lat? Żal oczywiście prostych ludzi, bo w każdym wariancie, tak czy inaczej, to oni zapłacą frycowe za eurosocjalistyczne manewry. Więc jak radzi św. Ignacy, wejdźmy w siebie i jakiś pożytek z tego wyciągnijmy. Jak mówią lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)