Być może naszą uwagę tak przyciągnęli biedni Grecy, że nie zwróciliśmy uwagi na prosperitę jaką zafundowali sobie Portorykańczycy. Portoryko, które było kiedyś kolonią amerykańską, obecnie stanowi terytorium zrzeszone Stanów Zjednoczonych. Jego skomplikowany status polityczny stał się wielką okazją, której nie mogli się oprzeć najpierw rządzący, a potem wszyscy obywatele. W ciągu ostatniego dziesięciolecia amerykańskie fundusze inwestycyjne bardzo chętnie kupowały obligacje Portoryko, ponieważ zyski z nich nie były opodatkowane w USA. Rząd nie mógł się w związku z tym oprzeć pokusie, aby tych obligacji co roku drukować co raz więcej. W końcu jednak bańka prysła i nie było za co zapłacić finansowych zobowiązań państwa. Równocześnie z zwiększonymi wydatkami budżetu, także prości obywatele zaczęli mieć większe apetyty i brali co raz więcej kredytów.
„W ciągu ostatnich lat kryzys w Portoryko narastał bardzo szybko, można powiedzieć była to spirala śmierci” – tak opisuje sytuację swojego kraju arcybiskup stołecznego San Juan Roberto Octavio González Nieves. W czerwcu gubernator tego karaibskiego państwa ogłosił niewypłacalność. Portoryko podobnie jak Grecja zaciągnęło ogromne kredyty na wydatki publiczne sięgające 72 miliardów dolarów, co przy liczbie mieszkańców 3,6 miliona daje największe zadłużenie w porównaniu z jakimkolwiek amerykańskim stanem. Lat temu dziesięć w referendum obywatele odrzucili ostateczne przyłączenie się do USA – i nie ma co się temu dziwić, było by to równoznaczne z zakończeniem dolce vita. Dwa lata temu zmienili swoje zdanie: W wyniku referendum przeprowadzonego 6 listopada 2012 roku mieszkańcy terytorium opowiedzieli się za przekształceniem go w 51. stan Stanów Zjednoczonych … lecz ewentualna integracja wymaga głosowania w Kongresie. A jak wiadomo Amerykanie mają dosyć swoich długów.
W Grecji do całego bałaganu przyczynił się jeszcze chory system finansowy Europy i strefy Euro. O to samo chodziło w ostatnim kryzysie finansowym Europy, który najbardziej dotknął Hiszpanii, Włoch, Irlandii czy Islandii. Wszystkie te kryzysy zostały wywołany w dużej mierze na własne życzenie obywateli, którzy chcieli żyć lepiej i jeszcze lepiej. Tym samym był kryzys w Ameryce spowodowany rozdawaniem „chorych” kredytów hipotecznych. Komiwojażerowie jeździli np. po Południowej Karolinie i rozdawali bezrobotnym murzynom żyjącym w barakowozach kredyty hipoteczne. Wujek Tom, jak tylko biały w garniturze wsiadł do samochodu, natychmiast brał pieniądze i organizował fiestę dla rodziny i sąsiadów, nawet nie zdając sobie sprawy, że za te pieniądze ma kupić dom, a potem prezent zwrócić. Trudno tutaj winić Wuja Toma: ktoś mu wciskał pieniądze, to on je brał. A czemu nie? Z drugiej strony cwaniacy z banku pakowali po 10 tyś podobnych do wuja Toma kredytów w jedno zgrabne opakowanie i puszczali je różnym funduszom inwestycyjnym zwabionym łatwym zyskiem. Fundusze jak wiadomo są napędzone pragnieniami swoich klientów, którzy też chcą lepiej żyć. Prędzej czy później musiało się okazać, że wuj Tom kredytu nie zwróci, a jego barakowóz jest niewiele wart. Fundusze zostały z papierami, które można użyć wiadomo gdzie…
Tak w Portoryko, jak w Grecji przyczyny kryzysu są takie same: ludzie chcą żyć lepiej – za wszelką cenę. Nie wolny rynek tu zawalił. Mamy tu do czynienia z nową populistyczną odmianą socjalizmu. Jak wiadomo wszyscy na okrągło oglądamy telewizję: a tam wspaniałości! Po takim oglądaniu każdy chce mieć garnitur, samochód, dom i wakacje jak w telewizji. Nie ważne ile pracujesz, ile zapracowujesz i ile zarabiasz, ważne jakie masz marzenia. Marzenia obywatela są sprawą świętą dla polityków, którzy przy okazji spełniania marzeń obywateli, z nawiązką spełniają też swoje marzenia. Obywatele lecieli do banku, a politycy latają do drukarni po nowe obligacje lub robią jeszcze inne machinacje. Wyborcy wybierają tych, którzy więcej obiecują, że żyć się będzie lepiej i jeszcze lepiej. I tak socjalistyczne kółeczko dobrobytu się zamyka. W lepszym wypadku za dolce vita zapłacą za parę lat sami obywatele (jak teraz Grecy i Portorykańczycy), w gorszym ich dzieci i wnuki.
Abp González podkreśla on, że przyczyną problemów jego kraju, było życie ponad stan jakie w ostatnim czasie prowadzili jego rodacy. Rząd kierował się populistycznymi hasłami i nie chciał szczerze przedstawić społeczeństwu rzeczywistego stanu finansów publicznych. Chociaż kraj mógł dobrze prosperować, choćby z dochodów z turystyki, to jednak zgubiło go to, co Papież Franciszek nazywa „kulturą konsumpcji”. Trudno nam w to uwierzyć, ale to nie prawda, że wszystko musimy mieć, że wszystko nam się należy, a nasze życie musi być lepsze, albo jeszcze lepsze. W rezultacie pragnienie lepszego życia każdy Grek musi zapłacić 30.000 Euro kredytu, a Portorykańczyk 20000 $. I mówimy tu tylko o długu publicznym, a nie o kredytach każdego pragnącego szczęścia obywatela.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)