Brun
Brun brun brun
10 obserwujących
94 notki
48k odsłon
754 odsłony

Radarowe opowieści

Wykop Skomentuj5

   Mgła nad tym wszystkim bo powietrze ogrzane już kilkutygodniowym światłem wiecznego dnia, morze ciepłe od zatokowego prądu a w bryłach lodu ciągłe wspomnienie zimowych zamieci. Temperatura wody za burtą spada do dwu stopni, niesione północnym wiatrem powietrze do jednego. Mamy nowy radar i nie do końca jeszcze znamy wszystkie jego zalety i wady. Rozpoznajemy to w morzu; jakie filtry dobrać, jaki ustalić zasięg by elektroniczne zwidy jak najwierniej odzwierciedlały obraz za zwartą zasłoną mgły. Kilka wyprysków na ciemnoniebieskim ekranie to szczyty najwyższych torosów. Kiedy zmieniam zakres i czułość to ekran zalewa lawina punktów z których każdy oznacza bryłę lodu. Taki obraz zaciemnia tylko sytuację bo nie ma żadnej informacji o wielkości poszczególnych growlersów. Lód odbija wszystko jednakowo, poniżej pewnego progu czułości bez różnicy czy mamy przed sobą górę lodową czy tylko malutki growlersik. Pole lodowe nie jest wysokie zatem na ekranie radaru rysuje się jako wąski pas świetlistych punktów. Waśka, stary badacz polarny, co to już niejedną milę na kanadyjskm lodołamaczu przepłynął, widzi wąski pas lodu i naciska starego by płynąć dalej,

- No bo przecież to jeszcze nic takiego.

Stary, który świetnie wie, że dalej będzie tylko jeszcze gorzej wchodzi jednak w tą lodową kaszę w myśl swojej zasady;

- Żeby potem nie gadali, że my się czegoś boimy czy czegoś nie umiemy.

To ta sama zasada, która kazała mu w styczniu wyjść z Ronne przy skrajnie niekorzystnych prognozach i szukać potem wyjścia w ostrej jeździe pod polski brzeg, który w następnych godzinach osłonił nas przed najgwałtowniejszą furią zimowego sztormu. Naukowcy mieli swoje potwierdzenie, że wyobraźnia marynarzy jest wielka, a przecież to nic takiego znowu nie było.

Teraz też mamy do czynienia z podobnym nic takiego. Na ile mgła pozwala zobaczyć wszędzie dokoła lód wraz z martwą falą unoszący się do góry i zapadający w dół tuż koło burty kołysanego na tej samej fali statku.

- Zamknijcie blindy na iluminatorach. - niesiony falą kawał lodu wielkości połowy statku wali w burtę aż sypią się lodowe odłamki. Gdyby nieszczęśliwym zrządzeniem losu uderzył w iluminator przeciek gotowy. Zamykając stalowe pokrywy nie uchronimy szkła od stłuczenia, ale gdyby co, nie dopuścimy do zalania wnętrza. W razie jakiegoś wypadku odszkodowanie niczego nie zapłaci i nikt się nie będzie Waśki pytał co chciał poprzez ten następny punkt badawczy osiągnąć, tylko będą się Starego pytać - po cholerę żeś pan tam wpływał. Raptem pole się zagęszcza. Bryły z którymi mamy teraz do czynienia; chrzęszczą i obijają się o siebie i burtę statku, to wieloletni lód, po latach dryfu poprzez dach Ziemi. Gruby, twardy i nieustępliwy. To już nie jest takie nic to. Stary mówi - koniec. Waśka pokazując na cienki pas rozbłysków na radarze, że przecież zaraz przejdziemy.

Stary - Panie!

image

Zawracamy powolutku. Delikatnie, o ile w tym świecie brutalnej siły, to słowo jest na miejscu, naciskamy obłem dziobu najbliższy growlers. Dziób nurkuje, bukszpryt wali z hukiem w lodową górkę, która odwrotnie do idącego na fali w dół statku, właśnie wpływa do góry na grzbiecie następnej fali. Od stępki po topy masztów przez Oceanię przebiega drżenie. Luzują się dobierane przed kilku dniami paduny. Maszty pracują sprężyście, oddają energię ugięciem w drugą stronę. Wszystko dookoła drży i wibruje. Przed dziobem następny iceberg. Duży, czarny kawał lodu. Lód ma rozmaite kolory. W dryfującym polu lodowym najmniejsze złomy bywają idealnie przezroczyste, samo pole ma kolor zmęczonego, brudnego śniegu, pokryte jest zresztą warstwą jakby firnu, zlepionych maleńkich bryłek pomiędzy którymi pływa woda z topniejącego lodu, bądź z oceanu, jeżeli jest to na skraju pola i morze toczy taki kawał lodu niczym dziecko piłkę. Jest lód przejrzyście jasnobłękitny. To najczęściej icebergi oderwane od lodowca. Przez setki lat poddawane olbrzymiemu ciśnieniu we wnętrzu lodowej rzeki. Są bryły lodu brudne szarawym nalotem, są i zupełnie czarne. To te wypchnięte w górę moreną środkową, kiedy koryto lodowca się zwęża i ciśnienie boczne tworzy pęknięcie, ranę jak gdyby w cielsku lodowca. Odwrotnie niż zwykłe szczeliny biegnącą wzdłuż jego biegu. Na wierzchu pęknięcia bryły lodu oderwane siłą od startego na pył lodowego łożyska. Czarny piasek, żwir, pył, przy topnieniu zamieniający się w błoto. Części lodowca z moreny środkowej dają lód czarny. Taka właśnie, majacząca we mgle i kołysząca się na fali górka lodowa prosto przed dziobem zamyka nam drogę do pełnej cyrkulacji i powrotu do otwartego morza własnym śladem, który zresztą w międzyczasie zdążył się już zamknąć. Kołysze się, po czarnym cielsku spływają kaskady wody a u podnóża przybój, nie wiadomo czy fali, czy też rozbijających się o kolosa mniejszych bryłek lodu. Wstecz nie można zapracować bo wówczas niczym nieosłonięta płetwa steru i śruba wciągająca wodę wprost spod nawisu rufowego mogłyby ulec uszkodzeniu. Z rezygnacją powolutku rozpychamy się kadłubem. Czarny zwał lodu przechodzi na drugą burtę i teraz już można dodać obrotów by rozpędzić Oceanię do trzech węzłów. Kołyszemy się mocno, na mostku trudno ustać, poprzez mgłę pośród lodowych bloków, powolutku powolutku na południe. Raz dziobem w prawo, raz w lewo, na maksymalnym wychyleniu płetwy sterowej i na obu pompach sterowych pracujących jednocześnie. Wychodzimy z tego bałaganu około północy.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości