Brun Brun
97
BLOG

Śmigłowiec SAR z dyrektorem na uwięzi

Brun Brun Społeczeństwo Obserwuj notkę 4
Antyczny Mi14 ćwiczy na Bałtyku

Wydawałoby się, że zupełnie poza kabaretowo/tragicznym ślubowaniem w Sejmie, poza aferami PolNordu i Służbą Zdrowia dla kolesi, a jednak; znak czasów, w których żyjemy.

Jestem starym marynarzem, który został chorobą uziemiony, dosłownie, poza wykonywanym zawodem. Coś tam do mnie jednak w tematach morskich jeszcze dociera, ostatnio taki wpis na Facebooku https://www.facebook.com/reel/2175399946607540

Otóż pamiętam, przed laty (wielu laty, niestety), koniec lata, arktyczny fiord i norweski śmigłowiec SARu, który z malutkiego punkcika pojawiającego się w osi fiordu z przestrzennej mgiełki słonecznego poranka zmaterializował się w postaci wielkiej warczącej i świszczącej maszyny w zwisie na lewym trawersie statku. Byłem wtedy drugim oficerem na trzymasztowym żaglowcu z masztami sterczącymi trzydzieści ponad metrów ponad kadłub. Jedyne wolne miejsce do ewentualnych operacji lotniczych to spłachetek rufowego pokładu, zastawiony zresztą bębnami wyciągarek, dźwigiem hydraulicznym, etc. Zatem, poprzez VHF pilot śmigłowca mówi do mnie, że właśnie sobie przelatują i zauważyli nasz statek bardzo sposobny do przeprowadzenia ćwiczenia w opuszczaniu ze śmigłowca ratownika i personelu medycznego, w drugą stronę, symulowanego, poszkodowanego ze statku w górę. Mówię, że zawiadomię Starego, ale Stary już był na mostku, wygnał go z kabiny łomot wirników maszyny. Umarłego by wygnał.

Kazali nam utrzymywać kurs i prędkość, podchodząc zza rufy, powyżej masztów, opuścili na pokład linę z obciążnikiem, po przejęciu której maszyna odeszła nieco w bok poza możliwy kontakt z masztami i olinowaniem, opuścili na wciągarce ratownika z płetwami, którego dobrałem, na tej linie, do burty w ostatnim fragmencie zjazdu, potem nosze, potem personel medyczny w postaci dwudziestokilkuletniej lekarki, dziewczyny w regularnym immersion suit'cie , pomachaliśmy do siebie, pogadać nie bardzo było jak, bo łomot. W pół godziny było po ćwiczeniach, dla nas zupełnie niekłopotliwych, załogowa sensacja, dla nich wartościowych bo personel lotniczy, który się w tych działaniach normalnie specjalizuje przećwiczył praktycznie trudne podejście śmigłowcem do żaglowca, wszyscy zyskali nowe doświadczenie, od pilotów począwszy, ratownika, do młodej lekarki ;), która jak się wkrótce okazało była po prostu pracownicą szpitala na tym norweskim wygwizdowie, jedyny szpital w promieniu sześciuset, ponad kilometrów.

Jaki sens ma opuszczanie dyrektora, wraz z ratownikiem na krótkiej smyczy z zabytkowego śmigłowca na pokład statku ratowniczego, nie wiem. Kto się przeszkolił i w czym, też nie wiem, pilot śmigłowca w silnych nerwach bo co to by się działo gdyby się dyrektor uszkodził...

Brun
O mnie Brun

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo