Brun
Brun brun brun
7 obserwujących
74 notki
35k odsłon
243 odsłony

Jak co dzień, letnią porą

Wykop Skomentuj10

    Mamy zrobić znowu poprzeczkę, na tym samym kierunku i w ta samą stronę, ponieważ jednak pierwszy transekt przepłynęliśmy na przypływie, drugi musimy zrobić podczas odpływu. Wystarczy, że po przesileniu wysokiej wody nie czekając na ten sam przeciwległy moment, zamiast sześciu godzin wystarczy poczekać cztery. Stary rzuca kotwice w Isbjornhamnie celem wytracenia tych zbędnych czterech godzin.

- Podniesie pan kotwicę parę minut po czwartej, popłynie na druga stronę fiordu, przeciągnie tę ich "rybkę" tam gdzie chcą i potem zakotwiczy tutaj z powrotem tylko bliżej brzegu.

    Parę minut przed czwartą, zgodnie z dyspozycją, Robert odpala silnik by pracując na jałowych obrotach przez pół godziny nabrał temperatury i wyrównał ciśnienia. Obrotomierz na pulpicie skacze posłusznie na te sześćset obrotów jałowego biegu i po chwili opada w dół, do zera. Włącza się czerwona lampka i przeraźliwy sygnał alarmu. sygnał dźwiękowy można wyłączyć z pulpitu, lampkę tylko z dołu, po usunięciu awarii. Przez dwa pokłady słychać przytłumiony jazgot syreny w maszynowni.

image

Ot, problem. Siknęły wodą wszystkie uszczelnienia obiegu wtórnego wody chłodzącej oraz wydechowe. silnik rozgrzany kilkutygodniową pracą, zatrzymany i ostudzony przeraźliwie zimną wodą z fiordu po prostu się skurczył i rozszczelnił. Robert na telefony nie odpowiada, za to po dziesięciu minutach pojawia się na mostku i zaciąga papierosem, obrotomierz znowu pokazuje sześćset obrotów biegu jałowego. Korzystając ze zmiany wachty, czyli dostatecznej ilości ludzi, by jednego wysłać na dziób, a drugiego do komory kotwicznej by układał łańcuch, podnosimy kotwicę. Wymanewrowanie w Isbjornhamnie spośród brył otaczającego nas lodu zajmuje chwilę tylko. Robert cieszy się jak dziecko, że lód, świeżo urwany z Hansa i przepływający mimo burty syczy donośnie, topiąc się uwalnia nagromadzone od wieków prasowania w lodowcu powietrze. Wyłowili z Harrym kawałek za pomocą wędki i podbieraka. Wypróbowali eksperymentalnie część i są pełni zachwytu. Nad tym lodem, whisky and lód, i nad samymi sobą, też.

   Jedziemy w poprzek fiordu, powolutku, dwa i pół węzła, tyle by holowana za rufą "rybka" miała czas zejść do dna i do góry zapisując po drodze swoje obserwacje. Na punktach zwrotu niebezpiecznie blisko podchodzimy do brzegu, który potrafi się bardzo szybko wypłycić strasząc do tego licznymi i nigdzie nie oznaczonymi głazami, o które rozbija się, lub nie, bo są niewidoczne tuż pod powierzchnią wody, idąca z oceanu martwica. Mimo wszystko lepiej wszelkie holowania przyrządów przeprowadzać z herr profesorem, bo jest decyzyjny i wbrew pozorom idzie się z nim dogadać w sprawach zasadniczych np. bezpieczeństwa statku. z pomniejszymi figurami jest znacznie gorzej, bowiem nie mają własnego zdania, realizują sztywno wytyczne i na tym tle dochodzi często do nieporozumień. Już najgorzej z nawiedzonymi, których silna wiarą w epokowość dokonywanych przez nas odkryć trudno wstrząsnąć, nawet wtedy gdyby to miał być wstrząs osadzonego na kamieniach statku.

   Rano, przed ósmą wsuwamy się po cichutku, pomiędzy growlersami, do gładkiej i uśpionej Isbjornhamny. Kotwiczę bliziutko, tuż za linią szkierów. Czas, start. Czekamy osiem godzin, rzekomo do następnego odpływu celem uzyskania równoważnych danych z transektu północnego w stosunku do południowego, który był robiony na przypływie. Tak naprawdę zaczynamy już mieć nadmiar czasu w stosunku do zakupionych pół roku temu biletów lotniczych dla części ekipy i w związku z tym nadmiar ten należy wykorzystać np. na wycieczkę po Polskiej Bazie Polarnej.

   Ląduję na brzegu pierwszym pontonem, zostawiając marynarzom dyspozycje jak do tego brzegu, pomiędzy skałkami i wśród zalegającego lodu bezpiecznie podchodzić. Koło Banachówki mała figurka Mechanika drepcącego koło traktora niecierpliwie z nogi na nogę. Przywitanie nadspodziewanie serdeczne, nie obywa się bez "misiaczka" i spławienia towarzyszących mi osób do bazy, a my tu sobie jak Polak z Polakiem, co to się rozstali prawie dwa lata wcześniej pośród śniegów tej zagubionej wyspy, a teraz znowu znaleźli na tym samym brzegu, chwilowo mniej zaśnieżonym i tylko zasypanym lodem z Hansa, który się właśnie musiał niedawno ocielić. Bara, bara, do traktora, jedziemy jak paniska prosto do elektrowni, która teraz stoi tuż obok nowo wybudowanej, przytłaczającej swą wielkością hali. Znowu chwila jakby odbita echem od starych "dobrych" czasów.

- Ty idź sobie obejrzeć halę a ja już nastawiam herbatę.

Słowa tyle razy słyszane, zwrot znajomy i w przeszłości wiele razy powtarzany. Tak naprawdę o przeszłości obaj nic nie mówimy, dopiero dwa tygodnie później na sam koniec naszego tegorocznego spotkania, kiedy Kazio wracał PTSem od Oceanii na brzeg a ja tuż obok na motorówce tak jak i kiedyś często asekurowałem całą operację, to poprzez huk dwunastocylindrowego diesla PTSa i warkot mojej motorówki mały mechanik, "króciak" , wychylił się przez wysoką burtę i wymachując rękoma

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości