Brun
Brun brun brun
8 obserwujących
83 notki
40k odsłon
629 odsłon

Lato wszędzie

Wykop Skomentuj4

Mgła. Jak worek bez dna. Wysuwamy się z Hornsundu, czwarta rano, wszędobylskie słońce stara się bez powodzenia nadać kolory czarno-białemu krajobrazowi. Lekko w prawo, bez problemu manewrujemy pomiędzy porozrzucanymi szeroko growlersami, które oderwane od lodowców, wraz z prądem odpływu wędrują teraz ku morzu. To tak ja my, tylko, że my troszeczkę szybciej. Maszyna kręci te swoje tysiąc pięćset obrotów, nastawa śruby na czternaście bo wiatru niewiele a i woda za burtą zimna nie dająca możliwości przekroczenia ustalonych przez bojaźliwego mechanika wartości krytycznych oleju i spalin. Rozpędzamy się do tych swoich ośmiu węzłów, przed nami ściana z niczego. Niczego nie widać, wpływamy, i mimo pracującego silnika i agregatów też głośno wybijających swój rytm na mostku zapada ta charakterystyczna - mgielna, cisza. Odgłosy mechaniczne nikną w tle, pozostaje stukanie przekaźników autopilota i syczący odgłos rozcinanej dziobem wody wpadający z zewnątrz przez otwarte drzwi mostka. Szyby pokrywają się mokrym nalotem, a z masztów, z padunów, ze wszystkich metalowych części kapią na pokład ciężkie krople skondensowanej mgły. Widzialność tyle co trochę przed dziób, szare morze przestrzeń przed nami nieokreślonego koloru i tylko na pokładzie barwna, pomarańczowa plama nie zasłoniętego pokrowcem pontonu

image

Wjechaliśmy do fiordu holując w słońcu na kilkusetmetrowym holu sondę STD, wypływamy we mgle w drodze na punkty pomiarowe nanizane na mapę nierówną kropkowaną linią. Daleko na zachód, w połowę drogi pomiędzy Szpicbergenem a Grenlandią. W poszukiwaniu gęstszej, zimnej przydennej wody spływającej powoli z okolic okołobiegunowych w stronę równika. My równolegle do równika, na siedemdziesiątym siódmym stopniu szerokości geograficznej północnej, we mgle będącej tutaj nieomylnym wskaźnikiem bliskości dryfujących pól lodowych. Nie mamy prognoz pogody, nie mamy komunikatów lodowych, jedynym naszym wskaźnikiem barometr i układ chmur na niebie, oczywiście jeżeli widać jakieś niebo. Teraz wszędzie dookoła oblepiająca wszystko,lepka mgła.

   NAVTEX nie działa. To specjalizowany odbiornik radiowy do komunikatów meteorologicznych, nawigacyjnych, wszystkiego co potrzebne do bezpiecznej żeglugi. Od czasu gdy elektryk urządzenie uziemił, przestało działać.

    Benek plącze sieć anten. Puścił prowizorycznie kabel nad stołem nawigacyjnym, do skrzynki z pasem ratunkowym i przez drzwi na górę do flaglinki. Teraz zamiast bandery wciąga na maszt kabel. Ze skutkiem marnym. W zasadzie to bez żadnego skutku, tyle, że samopoczucie ma lepsze. Żeby się dostać do czajnika z herbatą trzeba pomiędzy tymi antenami subtelnie manewrować, bo kabel zwisa w festonach, psuje estetycznie mostek i grozi nieostrożnym zaplątaniem ze skutkami trudnymi do przewidzenia.

    Inmarsat też przestał się odzywać. Co prawda system gwarantuje sprawną łączność tylko do siedemdziesiątego piątego stopnia szerokości geograficznej, a jesteśmy już na siedemdziesiątym siódmym, ale poprzednia wersja, ta, którą elektryk spalił jeszcze w kraju, działała i wyżej. Antena była inaczej zamontowana. Ta nowa też na topie masztu, ale tak nieszczęśliwie, że przy niskiej widoczności satelitów stalowa pokrywa na bezanie zasłania jej horyzont. Zresztą, w zależności od przechyłów, bo się zardzewiały wspornik obluzował i teraz pokrywa wdzięku i wyglądu klapy na śmieciowy pojemnik majta się na fali. Za każdym razem kiedy dobija o maszt to donośny DANNNnnnngg, niesie się po całym statku. Normalnie ginie to w szumie silnika i klekocie agregatów ale w czasie mgły gdy wyostrzone zmysły obcinają całe zbędne tło, ten nieregularny dźwięk jest donośny, przenikający stalowe ściany.

   Pokładu spardeku nie widać z nabrzeża to jest on zaniedbany, niepomalowany i zastawiony sprzętem niczym wóz cygański. Pomiędzy skrzyniami z autobojami, po sześćdziesiąt tysięcy złotych każda (spada do wody, zanurza się, wynurza, transmituje dane do satelity, po wyczerpaniu baterii ulega samozatopieniu) sterczy zardzewiała połówka beczki, przy lepszej pogodzie, zawieszona na łańcuchu służy za grill'a.

image

Patrząc na całokształt nie wyróżnia się tam niczym szczególnym. Trzeba to będzie podmalować przynajmniej, ale; mgła i wilgoć spływająca wszędzie wokół.

W Tromso wsiadł na statek redaktor Gazety Wyborczej, zaproszony na rejs przez zapobiegliwego o własny image kierownika ekspedycji, dyżurnego zresztą Jonasza polarnych wypraw. Bo to i zawsze z nim sztormy największe i wejścia na mieliznę, i złamania masztów. Chiefowi pokładowemu na widok kierownika piana leci z kącika ust, nie odzywa się do niego i omija szerokim łukiem. Czasem tylko, na skrzydle mostka, do mnie wybuchnie;

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości