0 obserwujących
5 notek
879 odsłon
  108   0

Frankowiczom niekoniecznie na pocieszenie

Problemy Frankowiczów powracają co jakiś czas, albo z inicjatywy polityków w okresach kampanii przedwyborczej jak w 2015 roku w przypadku Andrzeja Dudy, albo gdy oni sami zaczynają protestować gdy kurs jest wyjątkowo niekorzystny, albo też, gdy w związku  wyrokami sądów pojawia się światełko na wygranie batalii z bankami.  

Chciałbym przypomnieć o bardzo trudnej, nieporównywanie trudniejszej sytuacji chłopów, którzy u progu niepodległości, a więc circa sto lat temu, chcąc dokupić ziemi, jak to mówiono wtedy "grontu" musieli skądś zdobyć pieniądze. Najczęściej pożyczali u osób prywatnych, nierzadko na paskarski procent. W sytuacji gdy zmieniała się waluta, kursy walut obcych rosły, ceny płodów rolnych  spadały, a wartość ziemi malała, ich sytuacja była tragiczna i praktycznie z nikąd nie mieli pomocy. W latach trzydziestych polska wieś cywilizacyjnie, materialnie cofnęła się do czasów popańszczyźnianych  pięćdziesiąt lat wstecz. 

Poniżej fragment z pamiętnika chłopa spod Warszawy opublikowanego w książce będącej plonem konkursu organizowanego w 1931 roku przez Instytut Gospodarstwa Społecznego. 

"Co mogłem, to zrobiłem ze swoich pieniędzy, ale to nie starczyło, więc zacząłem pożyczać i napożyczałem przeszło 3000 zł. od znajomych tak na słowo bez weksli, ale na krótkie terminy. Więc jesienią 1924 roku trzeba było to poregulować, ano dowiedziałem się, że jakiś N*** w Warszawie pożycza pieniądze na hipotekę. Więc myślę sobie, pozałatwiam te drobne długi, będę miał z jednym do czynienia i pojechałem do niego, owszem powiada mi pożyczy wiele mi potrzeba, ale tylko na hipotekę i żąda 5% miesięcznie. Np co prawda wtedy nie można było taniej dostać, więc zgodziłem się z nim i umówiliśmy się do hipoteki. Kiedy już przyszliśmy do rejenta, to on mi powiada, że na wypadek spadku złotego jak np. marki on sobie stabilizuje tę pożyczkę w dolarach. Ja się trochę zląkłem i nie wiedziałem co zrobić, ale ponieważ już zrobiłem tyle zachodu, a nawet i rejent powiada, że niema się czego obawiać, bo złoty może polecieć jak marka to dolar zdrożeje, ale i towary zdrożeją to na jedno wyjdzie. No i ja głupiec zgodziłem się na to, ponieważ pożyczałem od niego 4000 zł., doliczyliśmy procent za rok co uczyniło 2400 zł., więc razem 6400 zł. Przeliczyliśmy na dolary po 5,18 i tę sumę zabezpieczyliśmy na hipotece. Po roku dolar zdrożał a produkty rolne jeszcze staniały. Ja nie miałem możności oddać jemu pieniędzy, tem bardziej, że w tym mniej-więcej czasie Rząd Polski zestabilizował marki w stosunku złotego i ja pomimo jak najskrupulatniej prowadzonych rachunków sołtyskich, zapłaciłem z górą 400 zł., a to z tego względu, że nie ogłosili nam, że ta stabilizacja nastąpi i ja zbierałem akurat w tym czasie składkę ogniową podług starych markowych rozkładów i kiedy zawiozłem kilkadziesiąt mil jardów marek do Tow. Ubezpieczeń Wzajemnych już po dniu stabilizacji, to oni nie chcieli tego uwzględnić i zrozumieć, że zbierałem pieniądze podług starego kursu i musiałem zapłacić ze swej kieszeni 430 zł. (…)

Ponieważ nie oddałem N*** pieniędzy, płaciłem mu jakiś czas procent, ale już od całej sumy i to ze zwyżką dolara, kiedy wiosną 26-go roku dolar doszedł do 13 zł., to ja już i procentów nie miałem możności płacić. Więc licząc na to, że stanieje, wystawiłem mu na pewną sumę procentów w dolarach weksel. On wtedy weksel oddał do protestu i zażądał rejentalnie całej należności. Ja nie mając wyjścia zmuszony byłem sprzedać cały majątek, nie chcąc dopuścić do licytacji i oddać mu pieniędzy co uskuteczniłem w sierpniu 1926 roku i za te 4000 zł., które od niego pożyczyłem zapłaciłem 14.800 zł. (czternaście tysięcy osiemset złotych). Ponieważ za majątek wziąłem 30.000 zł., (bo ceny na ziemię wtedy były niskie), więc N*** zabrał mi połowę mojego majątku. Ponieważ bankructwo w owe czasy było jeszcze czemś nowem i w oczach i w pojęciach ludu, czemś wprost karygodnym, a ja już tym razem byłem poważny bankrut, więc nie chcąc być pośmiewiskiem ludzi, postanowiłem przenieść się w inne okolice, gdzie mnie nie znano. Więc za pozostałe mi pieniądze kupiłem w Błońskim powiecie, a właściwie wziąłem z parcelacji majątku Krze osiemnaście morgów ziemi gołej bez zbiorów i zabudowań, godząc po 675 zł. morgę. Wpłaciłem dwie trzecie należności (na jedną trzecią Bank Rolny dał nam pożyczkę w listach zastawnych), więc po wycofaniu się ze wszystkich prac społecznych, gdzie pracowałem nawiasem mówiąc z żalem żegnany przez współpracowników i ludność, przeprowadziłem się ze Starej Miłosny do Krzów, we wrześniu 1926 roku. Tu mnie znowu czekały przykre i smutne rzeczy. (...)."


Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura