Colonel Frosty Colonel Frosty
94
BLOG

Lekarz na wojnie - czyli rzecz o ruskiej rakiecie na Podlasiu

Colonel Frosty Colonel Frosty Polityka Obserwuj notkę 2
Lid Piszę ten felieton z Kutaisi, w Gruzji. Paradoks polega na tym, że były oficer Wojska Polskiego siedzi kilkaset kilometrów od kraju i z większym spokojem obserwuje sytuację na wschodniej flance NATO niż ludzie odpowiadający dziś za polski system obrony. Od pięciu lat – w mojej ocenie – Ministerstwo Obrony Narodowej pozostaje pod kierownictwem osoby, która nigdy nie powinna była objąć tego stanowiska. Każdy kolejny incydent z rosyjskim pociskiem lub dronem naruszającym bezpieczeństwo Polski tylko tę ocenę umacnia. Bo w czasie, gdy Kreml testuje determinację Zachodu, Warszawa zdaje się testować cierpliwość własnych obywateli.

Są ludzie, którzy nadają się do prowadzenia przychodni. Są tacy, którzy potrafią zarządzać gabinetem lekarskim. A potem są czasy, w których ktoś wpada na pomysł, że skoro potrafi wypisać receptę, to równie dobrze poprowadzi resort obrony narodowej. Efekty? Rosyjska rakieta znowu ląduje na terytorium Polski, a minister obrony zachowuje się tak, jakby ktoś zgubił bagaż na lotnisku.


Polska nie ma dziś ministra wojny. Ma ministra komunikatów. Specjalistę od uspokajania nastrojów, zapewnień, konferencji prasowych i okrągłych zdań, z których nic nie wynika. Gdy państwo zostaje wystawione na próbę, obywatel słyszy przede wszystkim, że “trwa analiza”, “wyjaśniamy okoliczności” i “nie ma podstaw do eskalacji”. To brzmi bardziej jak opis pracy komisji sanitarnej niż resortu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa.


Najbardziej uderza jednak brak elementarnej logiki strategicznej. Nie ma przecież większego znaczenia, czy rosyjski pocisk spadł przez pomyłkę, z powodu awarii, czy był świadomą prowokacją. Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa rezultat jest identyczny – obce uzbrojenie narusza przestrzeń bezpieczeństwa państwa należącego do NATO.


Problem nie polega więc wyłącznie na samej rakiecie. Problemem jest sygnał wysyłany do Moskwy. Każda miękka reakcja uczy agresora jednego: można testować granice cierpliwości Zachodu centymetr po centymetrze. Dzisiaj dron. Jutro rakieta. Pojutrze kolejne “przypadkowe” naruszenie. Historia uczy, że prowokacje żywią się bezkarnością.


Rolą ministra obrony nie jest jedynie komentowanie incydentów. Rolą ministra jest budowanie wiarygodnego odstraszania. To oznacza natychmiastowe uruchamianie konsultacji sojuszniczych, jasne komunikowanie stanowiska Polski w ramach NATO i konsekwentne wzmacnianie przekazu, że naruszenia bezpieczeństwa państw Sojuszu są traktowane z najwyższą powagą. Nie po to istnieją sojusze wojskowe, aby ograniczały się do wydawania komunikatów pełnych dyplomatycznych eufemizmów.


Minister obrony powinien rozumieć prostą zasadę: odstraszanie działa wyłącznie wtedy, gdy druga strona wierzy, że państwo jest przygotowane do zdecydowanej obrony własnego terytorium i własnych obywateli. Jeśli zamiast tego widzi konferencje prasowe i kolejne uspokajające deklaracje, otrzymuje zachętę do dalszego sprawdzania granic.


Można oczywiście powtarzać, że nie należy eskalować napięcia. To prawda. Ale czym innym jest odpowiedzialność, a czym innym polityka polegająca na sprawianiu wrażenia, że nic szczególnego się nie wydarzyło. Państwo poważne nie reaguje histerią. Państwo poważne reaguje stanowczością.


Największym problemem nie jest więc nawet kolejna rakieta. Największym problemem jest świadomość, że w chwili próby ster bezpieczeństwa państwa znajduje się w rękach człowieka, który sprawia wrażenie, jakby każdą sytuację kryzysową chciał najpierw… skonsultować, uspokoić i opisać komunikatem.


A bezpieczeństwo państwa nie jest dziedziną, w której wystarczy dobrze wypaść przed kamerami. Tam liczy się jedno – czy przeciwnik uwierzy, że za słowami stoi realna gotowość do obrony. Jeśli nie uwierzy, kolejne rakiety mogą już nie być tylko “incydentami”.

pułkownik (nieuznawanej rezerwy kadrowej).ojciec. prawnik.rzemieślnik niewykwalifikowany. Wróg MON-owskiego betonu. Ostrzeżenie! Materiały zawierają  treści emocjonalnie intensywne. Przed Tobą teksty zawierające treści satyryczne, przesadzone i niekoniecznie zgodne z kanonem grzeczności językowej. Zdarzają się słowa uznawane powszechnie za niecenzuralne, aluzje i brutalne poczucie humoru.  Publikacje mają charakter publicystyczny, satyryczny i subiektywny. Zawarte w nim wypowiedzi, przemyślenia oraz oceny nie mają na celu zniesławienia, obrażania ani naruszania dobrego imienia jakiejkolwiek osoby lub instytucji. Tekst może zawierać dosadne sformułowania, wulgaryzmy oraz ironię, które należy traktować jako środek wyrazu artystycznego i satyrycznego.Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji nie jest przypadkowe – ale i tak należy je traktować z przymrużeniem oka. Autor nie ponosi odpowiedzialności za brak dystansu u czytelnika. Czytanie odbywa się więc na własną odpowiedzialność. Jeżeli taki styl Cię drażni Drogi Czytelniku, opuść tą stronę zanim Twój umysł zderzy się z ciętym ostrzem satyry. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka