Czarny Łabędź Czarny Łabędź
133
BLOG

Fałszowanie historii i znaczenie kultury

Czarny Łabędź Czarny Łabędź Polityka Obserwuj notkę 4
Dwight D. Eisenhower postawił pytanie, które powinien sobie dziś zadawać każdy polityk: „Czy nie ma innego sposobu na życie?”

Czytając podręczniki historii, dowiadujemy się zazwyczaj tylko tego, co nam wolno. Niedawnym przykładem jest przedstawienie konfliktu na Ukrainie. Podobno rozpoczął się on w lutym 2022 roku, kiedy armia rosyjska najechała sąsiedni kraj. Tło jest pomijane; według dominującej opinii była to niesprowokowana „brutalna wojna agresywna”, inwazja na suwerenne, demokratycznie rządzone państwo. Jedynie mimochodem wspomniano o „zmianie rządu”, która miała miejsce w 2014 roku. Wikipedia podaje: „W lutym 2014 roku wybuchł konflikt między oboma państwami w wyniku aneksji Krymu przez Rosję i wojny w Donbasie, który trwa do dziś. Krym i część Donbasu pozostają od tamtej pory pod kontrolą rosyjską. (…) 24 lutego 2022 roku rozpoczęła się inwazja na Ukrainę…”

O tym, że zamach stanu z 2014 roku był w rzeczywistości długo planowanym, krwawym zamachem stanu zorganizowanym przez siły zagraniczne, pasjonaci historii mogą się dowiedzieć w najlepszym razie z zakazanych książek i tak zwanych alternatywnych mediów oraz ich relacji w Internecie i na YouTube, o ile nie zostaną one usunięte jako „dezinformacja” lub „fake news”. Sztuczna inteligencja w znacznym stopniu przyczyni się do fałszowania historii świata zgodnie z fanatycznie wyznawanymi opiniami i ideologiami.

Długoterminowa strategia imperialna USA

Prawie wszędzie, gdzie wybuchają wojny, w tym na Ukrainie, bliższe przyjrzenie się ujawnia, że ​​inicjatorami są Stany Zjednoczone i ich agencje, zwłaszcza CIA. Przez około 200 lat ostatecznym celem była globalna dominacja USA i eksploatacja innych krajów. Wiedząc o tym, można wyjaśnić niemal wszystkie niedawne kryzysy i wojny, w tym wojnę na Ukrainie i zagrożenie dla  Europy, które zostało spowodowane nie tylko przez Stany Zjednoczone, ale paradoksalnie również przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Nic w tym nie jest przypadkowe; wszystko jest zaplanowane, często na przestrzeni długich okresów.

Wszyscy prezydenci, od przeszłości po współczesność, przestrzegali zasad tej imperialnej polityki, działając zgodnie z instrukcjami rządu cieni (znanego również jako „głębokie państwo”) działającego za kulisami, a mianowicie elit gospodarczych i finansowych, a także kompleksu militarno-przemysłowego. Dotyczy to również Donalda Trumpa i jego polityki „America First”. Jego nieprzewidywalna polityka taryfowa i sankcji, „umowy” i interwencje najwyraźniej próbują ukryć lub zapobiec zbliżającemu się upadkowi amerykańskiego systemu gospodarczego i finansowego. Atak na Wenezuelę 3 stycznia 2026 roku, który naruszył prawo międzynarodowe i miał na celu uzyskanie dostępu do ropy naftowej, gazu i innych zasobów tego kraju, również należy rozpatrywać w tym kontekście.

Era amerykańskiego imperium wyraźnie dobiega końca. Odkąd Stany Zjednoczone zastąpiły brytyjską hegemonię globalną na przełomie XIX i XX wieku, deklarują się jako naród „wyjątkowy i niezastąpiony”, naród wybrany: „kraj Boga”. Według elit władzy, Stany Zjednoczone Ameryki, „kraina wolnych i ojczyzna odważnych”, jak głosi hymn narodowy, są przeznaczone do panowania nad światem.

Na ten obraz siebie znacząco wpływa fakt, że znaczna część amerykańskiego społeczeństwa, sięgająca nawet Kongresu, jest fanatycznie religijna i fundamentalistyczna. Do dziś głęboko zakorzenione jest elektywne pokrewieństwo między purytanizmem a kapitalizmem, „ekonomiczną doktryną predestynacji” – że Bóg wzbogaci tych, których kocha. Aby wzmocnić swoje jednobiegunowe ambicje, Stany Zjednoczone od XIX wieku opracowują długoterminową strategię, która obejmuje utrzymywanie nadmiernie rozbudowanej armii i utworzenie około 1000 baz wojskowych na całym świecie.

Co więcej, pokryli cały świat siecią swoich think tanków i „organizacji pozarządowych”, które działają za kulisami w interesie USA. Do tego dochodzi wymiar kulturowy, nieodłączny od społeczeństwa amerykańskiego, cecha powszechnie niedoceniana. Podczas gdy kultura europejska, od czasów Oświecenia, opierała się na rozumie, samopoznaniu i rozwoju jednostki w humanitarnym społeczeństwie, „kultura rozrywki” rozwinięta w USA bardziej odwołuje się do instynktów i pragnień, a zatem jest łatwiejsza do konsumpcji w swojej powierzchowności. Hollywood i Disneyland rozprzestrzeniły się po całym świecie. Weszły do ​​salonów, ukształtowały młodzież i zakorzeniły się w umysłach dorosłych.

Ten główny nurt w amerykańskim społeczeństwie opiera się na pewności siebie „kultury” zdobywców, która zawsze była bezwzględna i pozbawiona skrupułów, zawłaszczając wszystko, co inne narody miały do ​​zaoferowania. Znamienne jest, że nazwali swoje rakiety imieniem greckiego boga (Apollo), a samochody imieniem indiańskiego wodza (Pontiaca), którego zamordowali. Powstało imperium kulturowe, zdominowane przez pozory i zysk. Wyjściem z tej sytuacji byłoby porzucenie tej błędnej ścieżki, która prowadzi w ślepy zaułek wewnętrznego infantylizmu.

Inne USA

Dwight D. Eisenhower powiedział w 1953 roku: „Każda wyprodukowana broń, każdy okręt wojenny wycofany ze służby, każdy wystrzelony pocisk ostatecznie oznacza kradzież tym, którzy są głodni i nie mają co jeść, tym, którym jest zimno i nie mają w co odziać. Ten naszpikowany bronią świat nie tylko marnuje pieniądze, ale także poświęca pot swoich robotników, geniusz swoich naukowców, nadzieje swoich dzieci”.

Wypowiedział to emerytowany prezydent USA, którego poglądy nie są pozbawione krytyki, być może w przypływie mądrości. Jednak fakt, że polityka USA przez około dwieście lat reprezentowała „świat pancerny”, o którym mówił Eisenhower, jest ewidentny z wypowiedzi dwóch znanych amerykańskich pisarzy. James Fenimore Cooper, autor „Opowieści ze skórzanych pończoch” i ważnych powieści historycznych, napisał prawie dwieście lat temu o purytańskich Jankesach, których nazwał „szarańczą Zachodu”: „Wysyłają swoje okręty na cały świat, by prowadzić wojny w imię swoich celów”. A Herman Melville (1819–1891), znany na całym świecie z powieści „Moby Dick”, wyraził opinię: „Są piratami, a glob ich łupem, / Szary i podstępny, lud Mamony…”.

Cooper i Melville zapłacili za swoją krytykę bojkotem i izolacją. Dzieła Coopera zostały publicznie spalone w jego rodzinnym mieście Cooperstown, założonym przez jego ojca; Melville później musiał zarabiać na życie jako celnik w porcie nowojorskim, ponieważ nikt nie chciał już kupować jego książek. „Imperium” ich ukarało. Dyskredytowanie dysydentów nie jest zatem zjawiskiem nowym; istniało zawsze, podobnie jak militaryzm i wojny. Eisenhower postawił pytanie, które każdy polityk powinien sobie dziś zadawać: „Czy nie ma innego sposobu na życie?”.

Oczywiście, że istnieją. Mogłoby być pięknie, spokojnie i w dobrobycie; materialne i psychiczne przesłanki ku temu istnieją od dawna. Zamiast tego panuje chaos, konflikt i wojna. Ale opór jest praktycznie niezauważalny. Rządy Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, bez przeszkód, kontynuują wojnę na Ukrainie, poświęcając dobrobyt swoich społeczeństw, bez poparcia administracji Trumpa, która nadal podąża imperialistyczną ścieżką. Rosja ma zostać pokonana, a wielu polityków, którzy osiągnęli stanowiska kierownicze dzięki patronatowi poprzednich administracji USA i ich wpływowych organizacji, bezlitośnie kontynuuje to egzystencjalne zagrożenie.

Niemcy na skraju ruiny gospodarczej i dekadencji

Niemcy zbroją się przeciwko Rosji, a kanclerz Friedrich Merz nazywa Władimira Putina, prezydenta mocarstwa nuklearnego, Rosji, „być może najpoważniejszym zbrodniarzem wojennym naszych czasów”. Dlatego też, jak twierdzi Merz, appeasement jest nie na miejscu. Merz „nie ma żadnego powodu, by wierzyć Putinowi w żadnym momencie”. Co to za polityka? Czy Putin naprawdę może wierzyć, gdy zachodni politycy po porozumieniach mińskich jedynie oszukali Rosję i przygotowali Ukrainę do wojny z nią? Angela Merkel, François Hollande i Petro Poroszenko publicznie to przyznali.

To niezwykle niebezpieczne kłamstwo, które tu wychodzi na jaw i idzie w parze z oszustwem i indoktrynacją społeczeństwa, w której media odgrywają znaczącą rolę, nie zna granic. Jest ono również aż nazbyt oczywiste, gdy targuje się o każdą pozycję w niemieckim budżecie socjalnym, ale na przykład Friedrich Merz chciał zaoszczędzić pięć miliardów euro na dochodach obywateli, podczas gdy Lars Klingbeil zobowiązał się do przekazania Ukrainie 7,2 miliarda euro.

Niemcy mają osiągnąć „gotowość do wojny”, a rząd w Berlinie przeznaczył astronomiczne kwoty na zbrojenia. Skąd ten drenaż zasobów? Podobno Rosja chce podbić Europę Zachodnią po Ukrainie. Nie ma jednak na to absolutnie żadnych dowodów. Putin nigdy nie wyraził takich zamiarów, pomimo ciągłych prowokacji. Niemniej jednak, skala zbrojeń osiąga taki poziom, że nie można już wykluczyć trzeciej wojny światowej. Pytanie, co doprowadziło do tej obecnej, wysoce niestabilnej sytuacji, pozostaje otwarte. Czy Rosja, poprzez inwazję na Ukrainę, rzeczywiście zniszczyła „pokojową architekturę bezpieczeństwa europejskiego”, jak się twierdzi?

Oskarżenia, tuszowanie i kłamstwa, naruszenia prawa międzynarodowego, lekceważenie całej ludzkości. Aby rzucić światło na ten pozornie nieprzejrzysty krajobraz polityczny, musimy przyjrzeć się kontekstowi geopolitycznemu, z którym mamy do czynienia. Znaczna część ludzkości cierpi w obecnych warunkach, nie rozumiejąc, co naprawdę się dzieje.

Dwa systemy i szansa dla Europy

Globalnie stoimy w obliczu końca imperialnego porządku opartego na zasadach i urzeczywistnienia nowych wizji społeczno-politycznych opartych na człowieczeństwie i równości ludzi i narodów – innymi słowy, na zasadach zapisanych w Karcie Narodów Zjednoczonych. Niezależnie od tego, jaka będzie polityka rządu USA pod rządami Trumpa, wiele państw Globalnego Południa, w tym Chiny i Indie, ale także Rosja, nie będzie dłużej tolerować paternalizmu i ucisku ze strony USA, niezależnie od tego, kto sprawuje urząd prezydenta, a reprezentuje to zdecydowaną większość ludności świata. Staje się coraz bardziej oczywiste, że przyszłość leży w rękach BRICS i Inicjatywy Pasa i Szlaku.

Prezydenci Obama i Biden zaostrzyli konfrontację militarną z Rosją na Ukrainie. Trump z kolei dąży do zawarcia porozumień z tymi samymi intencjami: gospodarczej i strategicznej integracji Rosji, a tym samym stworzenia drugiego frontu przeciwko Chinom. W rezultacie Europa została zmarginalizowana i znajduje się w kryzysie gospodarczym, militarnym i kulturowym.

Ale właśnie w tej sytuacji pojawia się szansa na wyzwolenie się spod wasalstwa oraz militarnego i kulturowego uścisku USA i ponowne odkrycie własnych korzeni kulturowych. W tym kontekście kryzys ukraiński, w najszerszym sensie, stanowi również zderzenie dwóch sfer kulturowych: zdominowanej przez USA kultury zachodniej, która popada w dekadencję, z historycznie ukształtowaną konserwatywną kulturą europejską. Podczas gdy Rosja, będąca obecnie w stanie wojny, może nie być krajem modelowym pod względem praw obywatelskich, a USA z pewnością oferują nie tylko rozrywkę niskiej jakości, amerykański imperializm kulturowy ma fundamentalne znaczenie, oparty na przekonaniu, że kultura jest fundamentem społeczeństwa. Niezaprzeczalnym jest, że oprócz działań militarnych, ugruntowali oni wpływ na miliardy ludzi poprzez Hollywood i Disneyland.

Wydaje się, że w Rosji, największym kraju Europy, pomimo agresywnej i wojowniczej polityki Zachodu oraz pomimo wielu problemów, podejmowane są próby zachowania europejskiej kultury świadomości, duchowości i człowieczeństwa, niezależnie od odczuć. Świadczy o tym wypowiedź prezydenta Rosji Władimira Putina. Podczas spotkania z osobistościami kultury w marcu 2024 roku powiedział on: „W dzisiejszej kulturze europejskiej jest wiele dobra, ale i wiele problemów. Mamy więc wyjątkową okazję, aby zaobserwować, co dzieje się w społeczeństwie postindustrialnym i na świecie, i odpowiednio zareagować w odpowiednim czasie”.

Nienawiść i podżeganie skierowane przeciwko Rosji, akceptowane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, są oburzające. W tych warunkach trudno będzie w dającej się przewidzieć przyszłości powrócić do relacji zaufania z Rosją, co byłoby niezbędne do odbudowy gospodarczej i ochrony kultury europejskiej przed destrukcyjnymi, nacechowanymi politycznie wpływami Stanów Zjednoczonych.

Ale w Niemczech, gdzie ludność jest spychana do stanu sprzed wojny, wiele z tego, co ma związek z Rosją i kulturą rosyjską, jest tłumione. Prokuratorzy i sądy surowo karzą za wszelkie przejawy krytyki osób odpowiedzialnych za te nie do utrzymania warunki. Przeciwdziałanie temu trendowi wymaga silnego i świadomego społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego edukacja społeczeństwa poza głównymi mediami musi być priorytetem dla wszystkich ruchów pokojowych.

Perspektywy

Jak wyglądałyby Niemcy i Europa, gdyby wielopłaszczyznowe więzi z Rosją nie zostały zerwane? Szczególnie korzystne stosunki gospodarcze rozwinęły się między Niemcami a Rosją, przynosząc korzyści obu stronom. Kluczowe jest odbudowanie tych więzi, i to dopóki Władimir Putin pozostaje prezydentem. Wiadomo, że ma on proniemieckie stanowisko i wielokrotnie, nawet w niedawnej przeszłości, oferował przyjazne podejście do współpracy.

Doprowadzenie do takiej zmiany polityki wymagałoby fundamentalnej reorientacji. Nie może to oznaczać porzucenia stosunków transatlantyckich. Neutralne Niemcy musiałyby raczej pozostać otwarte zarówno na stosunki zamorskie, jak i na Wschód. Co więcej, kluczowe byłoby wykorzystanie szansy, jaką stwarza zbliżenie Donalda Trumpa z Rosją i tendencje odśrodkowe w UE, póki ta szansa jeszcze istnieje, aby położyć kres nadużyciom traktatowej organizacji UE i powrócić do Europy suwerennych państw, tzw. Europy Ojczyzn, bez narażania na szwank ich współpracy.

dr Wolfgang Bittner

-----------------------------------------------------------------------------------------

Mój komentarz: Te uwagi niemieckiego pisarza i publicysty pasują dokładnie do Polski. I o ile Niemcy z pewnością naprawią swoje stosunki z Rosją to Polska klasa polityczna ze swoją zwierzęcą rusofobią zostanie w czarnej d... I my wszyscy razem z nimi.

Czarny Łabędź

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka