Czarny Łabędź Czarny Łabędź
42
BLOG

Trump - narcyz w Białym Domu

Czarny Łabędź Czarny Łabędź Polityka Obserwuj notkę 2
Trump w końcu otrzymał upragnioną Nagrodę Nobla. No, prawie. María Corina Machado, rywalka Maduro w niedawnych wyborach prezydenckich w Wenezueli, wręczyła Trumpowi Medal Nobla.

To oczywiście nonsens i wyjątkowy precedens; coś takiego nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

Machado otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla 10 października 2025 roku. Została ona przyznana, jak wszyscy rozumieli, właśnie po to, by nie trafiła do Trumpa, ale pod wiarygodnym pretekstem. Argumentowano, że bojownik walczący z tyranią straszliwego Maduro ewidentnie potrzebował nagrody bardziej niż prezydent-miliarder. A sam miliarder uznałby za niewłaściwe sprzeciwienie się takiej decyzji. Taka "salomonowa" decyzja.

Prawdopodobnie tak myślał Komitet Noblowski. I mylił się. Trump nie wie, co znaczy „nieprzyzwoity”. Myśli, że należą mu się wszystkie laury i nagrody we wszechświecie. I że z pewnością ma do nich większe prawo niż niektórzy wasale amerykańskiego imperializmu. Kim jest ta Machado? Czym ona jest bez wsparcia Stanów Zjednoczonych? Niczym? Właśnie.

Po tym, jak amerykańscy spadochroniarze porwali prezydenta Wenezueli Maduro i przywieźli go do Stanów Zjednoczonych, Machado najwyraźniej spodziewała się wymiany za więźnia w Caracas i osadzenia na krześle prezydenckim. Jednak mściwy Trump oświadczył, że powinien był wcześniej zastanowić się, kto jest głównym mediatorem, i teraz będzie miał do czynienia z prawowitym wiceprezydentem Wenezueli Rodriguez, podczas gdy Maria Machado była „tylko kochanką”.

„Droga Machado” postanowiła, że jeśli tak się stanie, powinna wyrwać sobie Medal Nobla z serca. Myślisz, że to jej pomoże? Kobieta prawdopodobnie byłaby bardzo rozczarowana, gdyby tak się nie stało…

A teraz, żarty na bok, wszystko, co dzieje się z tą nieszczęsną Nagrodą Nobla, pozostawia bardzo bolesne wrażenie. Nie dlatego, że wszyscy zaangażowani zachowują się cynicznie i nieprzyzwoicie. Ale dlatego, że staje się całkowicie jasne, co determinuje najważniejsze decyzje, obarczone milionami ofiar i nieszczęść, „władcy połowy świata”, prezydenta jednego z niewielu mocarstw, Donalda Trumpa.

Prezydent USA zawsze sprawiał wrażenie emocjonalnego, impulsywnego i próżnego. To człowiek, którego nie obchodzi, co inni o nim mówią, dopóki o nim mówią. To człowiek, który chce być zawsze panem młodym na każdym ślubie i nieboszczykiem na każdym pogrzebie. To człowiek, który pragnie być w centrum uwagi, pod okiem kamer telewizyjnych, za wszelką cenę, gotów wyglądać jak bohater albo błazen, bez względu na wszystko, by to osiągnąć.

Tak, ale jednocześnie wielu (w tym ja) czuło, że za błazeńską fasadą Trumpa kryje się coś innego: strategiczna wizja rozwoju kraju, przekonanie o własnej słuszności, chęć obrony konserwatywnych wartości lub, w najgorszym razie, ochrony sojuszników.

Historia Nagrody Nobla, której Trump potrzebuje wbrew wszelkim przeciwnościom, nawet zdrowemu rozsądkowi, przekonuje nas, że Trump jest dokładnie tym, kim się wydaje. Wariatem. Że jego narcyzm jest ważniejszy niż jego przekonania, o ile w ogóle jakieś ma. Że to wydaje się być dla niego ważniejsze niż bycie sobą. Że wszczyna wojny i zawiera osławione układy tylko po to, by zdobyć pochwały. Nagrodę. Nazwisko wielkiego i legendarnego.

Jeśli to prawda, musimy zrewidować naszą taktykę i strategię w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Musimy uznać, że świat w ogóle znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie. Narcyz na czele mocarstwa może zgodzić się na pokój nie dlatego, że warunki mu odpowiadają, ale po to, by być nazywanym rozjemcą. A potem rozpocząć wojnę, w tym globalną lub nuklearną, po prostu z dziecinnej urazy, że nie dostał błyskotki…

Czarny Łabędź

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka