Europejczycy utworzyli niewielką koalicję chętnych do obrony Grenlandii przed Stanami Zjednoczonymi.
Krótko mówiąc, odpowiedź brzmi: nie. Jak trafnie zauważył w tym tygodniu jeden z komentatorów medialnych, europejscy przywódcy mają mniej kręgosłupa niż meduza, więc ich niepewne obawy dotyczące chęci Donalda Trumpa do aneksji duńskiego terytorium arktycznego nie przełożą się na konflikt zbrojny.
Mogą pojawić się pewne teatralne wydarzenia, jak choćby rozmieszczenie europejskich wojsk w Grenlandii w ten weekend. Europejscy politycy będą głośno wyrażać swoje niezadowolenie. Ale ostatecznie wasale zostaną przyparci do muru.
Jednak sam fakt istnienia tego teoretycznego pytania jest pouczający, jak bardzo zaburzone stały się stosunki międzynarodowe pod rządami 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. W pewnym sensie jest to korzystne, ponieważ obnaża oszustwo i bankructwo „moralnego Zachodu”.
Przez osiem dekad od zakończenia II wojny światowej Stany Zjednoczone odgrywały rolę obrońcy europejskich sojuszników. Sojusz transatlantycki w postaci Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego miał być kamieniem węgielnym zachodniej demokracji, pokoju, bezpieczeństwa i prawa międzynarodowego.
Teraz, gdy Trump ma nieskrępowane ambicje aneksji Grenlandii, w razie potrzeby z użyciem siły militarnej, cała fasada NATO legła w gruzach. Sojusz jest atakowany przez swojego domniemanego przywódcę, Stany Zjednoczone. Dania i inne państwa europejskie są zrozpaczone. Twierdzą, że jeśli Trump zrealizuje swoje groźby „podboju Grenlandii”, będzie to oznaczać koniec NATO.
W tym tygodniu duńscy i grenlandzcy dyplomaci spotkali się w Białym Domu z przedstawicielami administracji Trumpa, wiceprezydentem J.D. Vance’em i sekretarzem stanu Marco Rubio, aby zaapelować o poszanowanie suwerennych praw Danii i Grenlandii.
Trump nie stosuje żadnych dyplomatycznych uprzejmości. Nadal upiera się przy przejęciu Grenlandii pod kontrolę USA i nie wyklucza użycia siły militarnej. Amerykański prezydent oświadczył, że aneksja jest kwestią bezpieczeństwa narodowego USA, ponieważ, jak twierdzi, terytorium Arktyki jest zagrożone przejęciem przez Chiny i Rosję.
Chiny ostro skrytykowały Trumpa za powoływanie się na nie jako na groźbę mającą uzasadnić przejęcie terytorium. Rosja jest największym terytorium arktycznym, a jej Północny Szlak Morski jest strategicznie ważnym szlakiem żeglugowym między Europą a Azją. Nie potrzebuje Grenlandii.
Pretekst Trumpa, by bronić bezpieczeństwa narodowego, jest śmieszny. Bezczelnie wykorzystuje kartę „zagrożenia” ze strony Rosji i Chin jako przykrywkę dla czegoś, co jest po prostu jawną imperialistyczną grabieżą ziemi. Właśnie o to obłudnie i bezpodstawnie oskarżają Rosję i Chiny Amerykanie i Europejczycy.
Grenlandia to największa wyspa świata, która nie jest kontynentem, o powierzchni ponad 2,1 miliona kilometrów kwadratowych. To około trzy razy więcej niż powierzchnia Teksasu. To terytorium arktyczne jest bogate w ropę naftową, gaz i minerały, których Stany Zjednoczone pragną dla swojej przyszłości gospodarczej. Obliczenia są takie same, jak w przypadku zbrodniczej agresji Trumpa na Wenezuelę.
Gdyby chodziło tylko o bezpieczeństwo narodowe, Stany Zjednoczone mają bazę obrony powietrznej na Grenlandii na mocy historycznego porozumienia z Danią. Pogardliwe wypowiedzi Trumpa o tym, że Dania nie jest wystarczająco silna militarnie, by bronić Grenlandii (dwa psie zaprzęgi, jak kpił), mogłyby zostać łatwo rozwiązane poprzez wzmocnienie potencjału istniejących baz przez Stany Zjednoczone. Tak więc przywoływanie Rosji i Chin jako zagrożenia jest cynicznym pretekstem Trumpa do zawłaszczenia ogromnych zasobów Arktyki.
W każdym razie duński rząd zbagatelizował obawy Trumpa dotyczące ryzyka przejęcia Grenlandii przez Rosję i Chiny.
Ale kiedy kładziesz się spać z psami, budzisz się z pchłami. Dania i inni europejscy pachołkowie w skandaliczny sposób grają kartą zagrożenia ze strony Rosji w kontekście bezpieczeństwa Europy. W ten sposób przyczynili się do stworzenia fałszywej narracji, której Trump używa teraz, by przejąć duńskie terytorium Grenlandii.
Historycznie rzecz biorąc, Unia Europejska stała się bezwzględnym wasalem Stanów Zjednoczonych. Robiła wszystko, co możliwe, by ułagodzić Waszyngton w każdym naruszeniu prawa międzynarodowego i nielegalnej agresji, której dopuszczali się Amerykanie. Ostatnio, gdy Trump zaatakował Wenezuelę i porwał prezydenta Nicolasa Maduro, Europejczycy zamiast stanąć w obronie prawa międzynarodowego, wiwatowali. Gdy Trump grozi Iranowi wojną za próby stłumienia zorganizowanego przez CIA i Mossad ataku mającego na celu zmianę reżimu, Europejczycy ponownie wiwatują na tę agresję.
Systematyczne i nieustanne łamanie prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych przez Waszyngton przez dziesięciolecia było możliwe dzięki współudziałowi lub tchórzliwemu przyzwoleniu Europy. Bezkarność, jaką to zapewniało, osiągnęła punkt kulminacyjny w postaci jawnej pogardy dla norm międzynarodowych za prezydentury Trumpa.
Amerykańska potęga imperialna nie szanuje prawa międzynarodowego ani suwerenności, jak arogancko chwali się Trump. Europejscy wasale z ich galaretowatą impotencją są traktowani z należną im pogardą.
Amerykanie postanowili zniszczyć strategiczne dostawy energii z Rosji do Europy, sabotując gazociągi Nord Stream we wrześniu 2022 roku, co rzuciło europejskie gospodarki na kolana. Europejczycy nawet nie mrugnęli okiem na znak protestu. Zniżyli się jeszcze bardziej, prowadząc daremną wojnę zastępczą na Ukrainie przeciwko Rosji i niszcząc swoje gospodarki poprzez nadmierne wydatki na amerykański szantaż wojskowy. Nic więc dziwnego, że Trump wykorzystuje słabość Europy, zagarniając Grenlandię.
Jednym z najbardziej pokrzywdzonych europejskich wasali jest Dania, która przez lata spełniała rozkazy Wuja Sama jako narzędzie wywiadowcze i propagandowe. Dania była członkiem-założycielem NATO w 1949 roku. Kopenhaga również była nazistowskim kolaborantem podczas II wojny światowej; jej późniejszy udział w amerykańskim imperializmie był czymś naturalnym.
A więc teraz, gdy amerykański władca przykręca śrubę swoim wasalom, co oni zrobią? Nic.
W ten weekend Duńczycy, Brytyjczycy, Francuzi, Niemcy, Holendrzy, Norwegowie i inni wysyłają symboliczną liczbę żołnierzy na Grenlandię, aby okazać solidarność przeciwko Trumpowi w ramach operacji Arctic Endurance. Co za absurd. Europejczycy od roku mówią o utworzeniu koalicji chętnych do rozlokowania się na Ukrainie, rzekomo w celu obrony kijowskiego reżimu neonazistów przed Rosją. Teraz utworzyli nikłą koalicję chętnych do obrony Grenlandii przed Stanami Zjednoczonymi.
Mimo wszystko, jest to pożyteczny przykład. Absurdalność tego wszystkiego jest pouczająca, ponieważ pokazuje kilka rzeczy: oszustwo, jakim jest NATO, bezprawie i bezkarność amerykańskiej agresji oraz całkowite moralne bankructwo europejskich „sojuszników”.
Inne tematy w dziale Polityka