Od pewnego czasu w mediach pojawiają się rozważania na temat certyfikatu czy też braku certyfikatu na tak prymitywnie prosty przyrząd, jak "namordka" - czyli maseczka...
Jedni twierdzą, że to urządzenie służy naszej ochronie przed zarażeniem się wirusem w koronie a inni twierdzą, że wystarczy w miejscach spotkań z innymi ludźmi osłonić usta i nos - dzięki czemu w wydychanym powietrzu, które co chwila wypychamy z naszego wnętrza, ewentualne krople cieczy (wody, śliny i co tam jeszcze być tylko może), zatrzymają się na tej improwizowanej zaporze - dzięki czemu wirus, który mógłby drążyć nasze wnętrze - nie przedostanie się na inne osoby...
No i tu wchodzimy w kompetencje umowy na temat wspólnego państwa - Unii Ewropejskiej...
Akurat dzisiaj jest rocznica włączenia Polski w struktury tej wielkiej rodziny państw różnych prędkości...
I jak jeszcze 30 kwietnia 2004 roku każdy z nas mógł produkować cokolwiek - na przykład gwintować kawałek rury w jej wnętrzu i sprzedawać "toto" jako mufka do łączenia rur wodociągowych i gazowych bez problemów i z niemałym zyskiem (autentyczne !), to już od 2 maja 2004 (bo pierwszego maja jest dniem świątecznym) na taki wyrób trzeba było mieć certyfikat pozwalający na dystrybucję tego wyrobu na terenie UE... a wystarczyło "toto" zbywać zaprzyjaźnionym hydraulikom w swojej miejscowości...
Oczywiście wielki skandal wybuchł w związku ze sprowadzeniem z Chin takich maseczek chirurgicznych z uwagi na wymagania sanitarne w celach ochrony przed zakażeniem wirusem...
Taka zwykła rzecz, przewiewna szmatka nakładana na twarz i mocowana gumką za uszami... a po wykorzystaniu nadająca się do wyrzucenia, w cenie około 40-70 groszy za sztukę w aptece nagle uzyskała cenę rzędu 10 zł za sztukę...
I oczywiście raban powstał na tle - że ten produkt nie ma certyfikatu...

https://www.politykazdrowotna.com/57147,ktory-material-najlepszy-do-zrobienia-domowej-maseczki
Oczywiście - certyfikat nadaje urząd a ten - jak najbardziej zasłużenie - pobiera za kwitek z pieczątką stosowne prowizje...
Tak postrzegam tę prounijną wolność gospodarczą - kto będzie opłacał się banksterom, dostanie kwitek ochrony biznesowej a kto nie opłaci się im we właściwy sposób - musi zrezygnować z uprawiania biznesu na własny rachunek...
Przypomnę, że zgodnie z zaleceniem ministra zdrowia odpowiedzialnego za prowadzenie kampanii antywirusowej wystarczało zasłonięcie ust i nosa dowolnie skonstruowaną zasłoną, wystarczyło tylko, że była to na przykład zwiewna chusta, apaszka, gdyby ktoś nie miał takiej maseczki.
Na samym początku walki z wirusem w koronie stosowano też specjalnie wykonane - antysmogowe - twarzowe maseczki z zaworkiem, który miał ułatwiać wydychanie... a minister nawet nie wspominał o konieczności sprawdzenia certyfikatu na taki produkt... Wymyśliła to konkurencja, która musiała zrezygnować z odpowiednio wysokiej prowizji...



Komentarze
Pokaż komentarze (2)