Wojtek Wojtek
146
BLOG

Oświata Reformy

Wojtek Wojtek Polityka Obserwuj notkę 7

Dzisiaj rozmawiałem z panią z grupy 60+ o której wiem, że nie przepada za #dobrą zmianą. "Zgadaliśmy się" na temat zmian w programie edukacyjnym szkół. Jest ona na stanowisku, że niepotrzebnie wtłacza się w głosy uczniów wiadomości, które miały swoje miejsce w programie szkolnym przez pół wieku. W zasadzie nie rozmawialiśmy na temat samej reformy programu szkolnego, ale bardziej o tym, czy wszystko, o czym mówi się uczniom w szkole, jest im potrzebne w przyszłym "dorosłym" życiu.

Krótko stwierdziłem, że w zasadzie wystarczy, by uczeń w przyszłości umiał pokwitować odbiór wynagrodzenia za wykonaną pracę i potrafił zrozumieć - co powinien wykonać w ramach zlecenia...

I tutaj w zasadzie nasza rozmowa rozbiegła się w różnych kierunkach na tematy "co mi przydało się z wiedzy w szkole"... Tu padły przykłady - czy stosuję zastosowanie matematyki, na przykład wiedzę ze statystyki matematycznej, czy korzystam z wzorów wpajanych mi przez lata szkoły podstawowej oraz średniej...

A za chwilę padło słowo krytyki na temat lektur szkolnych - bo po co uczniom jakiś Mickiewicz czy Trylogia... i otrzymałem wskazówkę, że teraz młodzież może w kilka chwil znaleźć wszystko u "Wujka Google"...

No cóż, na takie zarzuty trudno coś powiedzieć, bo owszem, wzory rzeczywiście można znaleźć w tablicach matematycznych czy fizycznych, że są filmy, które doskonale przedstawiają nam treść książek pisanych przed wiekami...

Starałem się wyjaśnić, że dzięki wiedzy tak szerokiej, jaką nam "oferowała komuna" mogłem znaleźć się w nowych warunkach społeczno-polityczno-gospodarczych po roku 1990...

Gdy próbowałem zwrócić uwagę na znaczenie - nawet pobieżnej (szkoła podstawowa) wiedzy wydobywanej ad hoc z zasobów pamięci w gwałtownie zmieniających się warunkach oczekiwań od obywatela - zostałem podsumowany krótko - że każde z nas mówi o czym innym i nie mówimy o tym samym...

No cóż, rzeczywiście jest trudno w takiej sytuacji znaleźć konsensus bo jedna strona operuje przykładami - że nic "z tych rzeczy" nie przydało się jej w życiu a druga osoba stara się zwrócić uwagę na uniwersalność podstawowego wykształcenia -  co ułatwia w przyszłości przekwalifikowywanie się...

Tu podam przykład artykułu w "Świecie Młodych" z połowy lat 60. XX w., który wtedy udawało się jeszcze kupić w kiosku "Ruch" - które to kioski znajdowały się niemal na każdym większym skrzyżowaniu ulic - a pod koniec lat 60. XX w. trzeba było zabiegać o "założenie teczki" w takim kiosku, do której to teczki odkładano zamówione tytuły a nabycie "z wolnej ręki" było już bardzo trudne.

Otóż w jednym z numerów, akurat w wydaniu na 1 kwietnia, znalazł się artykuł o "obsadce z kogucikiem" - który miałby dzióbkiem pukać w palec ucznia, gdy ten popełnił błąd ortograficzny... Tu trzeba dodać młodszym rocznikom, że "pióro kulkowe" czyli popularny długopis pojawił się dopiero pod koniec lat 60. XX w. i uczniom zabraniano korzystać z tego dobrodziejstwa.

Uczniowie byli wyposażeni w obsadkę (taki patyk do trzymania w ręce) oraz zestaw stalówek - czyli ostro zakończonych blaszek zanurzanych w kałamarzu (rodzaj szklanej butelki) z atramentem...

Wtedy był to primaaprilisowy żarcik - bo niby skąd taki drewniany kogucik miałby wiedzieć - co uczeń chce napisać... Dzisiaj, w epoce komputerów jeszcze człowiek nie do końca pomyśli, co chce napisać, a edytor tekstu podkreśla niezrozumiałe dla niego konstrukcje literowe...

No cóż, Wujek Google jest w zasięgu ręki, bo kiedyś nawet encyklopedie nie były dostępne dla każdego...

A jeżeli tak było i zmieniło się - taka szeroka edukacja nikomu nie musi być potrzebna...

A co do potrzeb dzieci - dzięki kamerkom internetowym systematycznie oglądam od kilku lat pewną rodzinę pustułek. Ptaki na przełomie kwietnia i maja szykują się do złożenia jajek. I od złożenia pierwszego rodzice staranne je doglądają. W ciągu kilku dni gniazdo wypełnia się kilkoma jajami, z reguły do sześciu. Po kilku tygodniach wylęgają się pierwsze pisklęta. Z reguły wszystkie. 

Ważne, aby ptak złożył wszystkie jaja w możliwie najkrótszym czasie, wtedy wszystkie pisklęta mają ten sam etap rozwoju. W ciągu około miesiąca ptaki przekształcają się z nieporadnych piskląt w ptaki samodzielne. W tym czasie rodzice zdecydowanie oddalają się od swych dzieci i ograniczają się do podrzucania im czegoś do jedzenia. 

Ptasie dzieci uczą się rozpoznawać - co jest do jedzenia, odrywać odpowiednie do połknięcia kawałki a następnie szykują się do pierwszego lotu. Gdy to nastąpi, w kilka dni młode znajdują sobie nowe miejsce do życia a para rodzicielska znowu przystąpi do kolejnego wylęgu w przyszłym roku.


I po co im jest wiedza powszechna, skoro wystarczy im umiejętność zdobycia pożywienia i znalezienia sobie kogoś do pary, by co roku dawać życie kolejnemu pokoleniu...

No, ale o tym to ja piszę tutaj. Rozmowę zakończyłem znacznie wcześniej, bo jeżeli ktoś na bazie swoich doświadczeń chce innym odbierać prawo do solidnego wykształcenia - to o czym z kimś takim rozmawiać ?




https://www.youtube.com/watch?v=SR5FgABFaIs


Wojtek
O mnie Wojtek

O mnie świadczą moje słowa...  .

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka